czwartek, 26 marca 2015

Rozdział 14

W holu pojawiła się Rydel, kiedy nas zobaczyła zaczęła rzucać głupimi tekstami typu "To ja wam nie będę przeszkadzać.Mogliście chociaż iść do pokoju Ross'a",a ostatnie to było pytanie "Dlaczego jesteście mokrzy", kiedy chciałam odpowiedzieć i odepchnąć chłopaka do domu przyszła rozbawiona Van, ale kiedy zobaczyła mnie i Ross'a mina jej zrzedła.Nie dziwię się też bym była zazdrosna o chłopaka,szybko wstałam z podłogi.
-To nie tak jak myślicie macie zbyt bujną wyobraźnią-popatrzyłam się znacząco na Rydel-po prostu...no ten... dobra nie potrafię tego wytłumaczyć.Zbyt długa historia.
-Mamy czas- powiedziała niby smutna,a i tak zirytowana Van ale oczywiście dalej się uśmiechała żeby nic się nie wydało, dobra mina do złej gry.
-Ale ja nie bo muszę się przebrać i jadę do mamy do szpitala.-powiedziałam i poszłam z Rydel na górę żeby wysuszyć się i ubrać w nowe ciuchy.Oczywiście wypytywała mnie co się stało to jej opowiedziałam bo by mnie zamęczyła. Była zawiedziona bo myślała że to będzie trochę inaczej.Kidy byłam już gotowa chciałam wychodzić ale Ross mnie zatrzymał.Chłopak był już przebrany w białą koszulę czarne spodnie i trampki ale jego włosy były nadal mokre.
-Czekaj zawiozę cię.- siedząca Van naprostowała się i wstała z kanapy.
-Nie fatyguj się Ross masz mokre włosy jeszcze się przeziębisz, ja ją podwiozę i tak sama muszę tam jechać, a po za tym musimy sobie pogadać prawda ?!
-Prawda. To dziękuje za dzisiejszy nocleg.Pa.-powiedziałam i ruszyłam w stronę samochodu razem z Van coś czuje że ta droga nie będzie przyjemna.Jeszcze nie odjechaliśmy z pod domu Lunchów, a ona już zaczęła mi prawić kazania.
-Była umowa prawda masz się do niego nie zbliżać i mi nie przeszkadzać!-mówiła to zamykając drzwi od auta
-Była tez umowa że zostaniesz z mamą prawda! A tym czasem ty balujesz sobie z koleżankami. Czyżbyś się mnie bała jako konkurencji?
-Ja ciebie haha śmieszna jesteś, i nie krzycz do mnie jestem starsza i nie życzę sobie takiego zachowania w stosunku do mnie,zrozumiano!
-Zrozumiano!- i w tym momencie wyszłam z auta.
-Co ty robisz? Wracaj tu natychmiast.
-Wiesz jest tak ładna pogoda że chyba pójdę na pieszo!- i ruszyłam w stronę szpitala nie zwracając uwagi na siostrę.Dzisiaj powinnam być w szkole ale ciocia napisała mi zwolnienie, ale na zajęciach tanecznych już powinnam być.Kiedy szłam sobie parkiem spotkałam znajome osoby tak jak bym je już gdzieś widziała.Nagle podbiegła do mnie mała dziewczynka, miała blond długie włosy i brązowe oczka wyglądała jak laleczka z wystawy.
-Hej Nell nawet nie wiesz jak się za tobą stęskniłam.- i mocno mnie przytuliła. Jestem ciekawa czy jak się zapytam jej jak ma na imię to czy będzie jej przykro trochę siupa.
-Hej.....
-Alice! No co ty nie pamiętasz mnie ?!
-ALICE!!! O boziu jak się stęskniłam. Nie e ja bym cię miała zapomnieć.Po porostu czasem mam zaćmienie.- popatrzyła na mnie z byka- No dobra wyleciało mi z głowy.-przytuliłam dziewczynkę. Alice to jest ta mała dziewczynka córka Grega i Margaret moich sąsiadów.Dawno ich nie widziałam ponieważ musieli wyjechać do New York bo mała choruje na serduszko. Szkoda mi jej jest taką wesołą dziewczynką, a w każdej chwili jej serduszko może przestać bić.
-Witaj Nell ja ty już duża- na przywitanie przytuliła mnie Margaret.
-A ty z miesiąca na miesiąc jesteś coraz to piękniejsza.-podziwiam tą kobietę nie poddaje się, chociaż że lekarze mówią jej że córki nie można operować bo jest jeszcze za młoda  i jej serduszko tym bardziej tego nie wytrzyma ona żyje pełni życiem żeby jej córce niczego nie brakowało żeby zawsze była uśmiechnięta i nie czuła się gorsza niż inni. Żyje tak jak by jutra miało nie być.
-Jak Ci życie mija ? Jak mama ?- opowiedziałam im cała historię i pożegnałam się z nimi bo musiałam już iść.Za dosłownie pięć minut zadzwonił do mnie telefon, nie odebrałam bo to jakiś nieznajomy pewnie pomyłka no chyba że to coś ważnego to zadzwoni drugi raz, już chciałam odłożyć telefon ale na wyświetlaczu pojawiły mi się  nieodebrane dwa połączenia i to od Van z jednej strony cieszę się że nie odebrałam ale z drugiej pewnie mi się dostanie.Chciała do niej zadzwonić ale nie dał mi szans nieznajomy numer który właśnie dzwonił po raz drugi.
-Hallo ?
-Hallo no  gdzie ty jesteś?! Van się o ciebie martwi podobno nakrzyczałaś na nią i się pokłóciłyście.
-A kto mówi ?
-Riker no co ty stara nie poznajesz mnie ?- coś dużo ludzi dzisiaj nie poznaje
-Nie, nie jak to ciebie nie poznać ? Ja jestem w połowie drogi do szpitala.właśnie z parku wyszłam.
-To czekaj na mnie na chodniku już po ciebie jadę.-chciałam się odezwać ale nie zdążyłam bo się rozłączył.Po dwóch minutach podjechało to samo auto co ostatnio wiózł mnie do szkoły.Otworzyłam drzwi kierowca był obrócony głowa do okna wsiadłam i kiedy zapinałam pasy on ruszył z piskiem opon Kiedy popatrzyłam na chłopaka tylko pisnęłam.
-Co jest ? Chcesz mogę zwolnić ?
-No może to, że to Riker miał po mnie zajechać, a nie ty ?! I tak możesz zwolnić.-pamiętaj Nell zawsze się upewniaj do kogo wsiadasz.
-Co Ci przeszkadza, ze to ja, przejechać się chciałem, i nie zwolnię to była tylko forma grzecznościowa
-Kto by pomyślał, że ty ją posiadasz.
-Wiesz..-zaczął samochodem robić slalomy,a ja zaczęłam piszczeć czasem miałam wrażenie że pisk opon i mój niczym się nie różni- Każde twoje dogrywki będą się tak kończyć.- uśmiechnął się zwycięsko.-A tak po za tym czemu nie pojechałaś z Van ?
-Bo nie miałam ochoty.
-Ale w domu...-nie dałam mu dokonczyć
-Kobieta zmienną jest.
-Czyli jednak kobieta. Wisze Riker'owi kasę.
-Co ?
-A taki mały zakład był... nie ważne.-po piętnastu minutach byliśmy na miejscu, ale to tylko dlatego, że, Ross jechał okrężną drogą. Pod salą już wszyscy byli, zawsze pod sala musiała być chociaż jedna osoba ale oni kochają moją mamę. No tak nikt nie robi lepszych naleśników niż ona.Przywitałam się ze wszystkimi i postanowiłam pójść do doktora. Zapukałam,  kiedy tylko usłyszałam "Proszę" weszłam, pomieszczenie było całe białe gdybym się obudziła w takim miejscu pomyślałabym, ze jestem w niebie.
-Witaj Nell co Cię sprowadza do mnie? - popatrzyłam się zdziwiona- Taki żarcik siadaj. No to tak z twoją mamą jest coraz lepiej tak za tydzień powinna wyjść ale pod jednym warunkiem. Twoja mam potrzebuje spokoju żadnych zmartwień i powinna spędzać dużo czasu na dworze może pojedziecie na jakieś takie wcześniejsze wakacje. Twojej mamie i tobie dobrze to zrobi.
-Tylko Panie doktorze ja mam szkołę i zajęcia taneczne i mam to tak wszystko nagle zostawić.
-Nie bądź zła ale pozwoliłem sobie zadzwonić do twojej szkoły powiedzieli że masz dobre,a nawet bardzo dobre oceny ze śpiewu i nie mają nic przeciwko żeby przepuścić cię do następnej klasy a z tańcem dadzą sobie jakoś radę bez ciebie. Mam dla ciebie propozycję jeżeli chcesz to jest bardzo dobry ośrodek dla takich ludzi jak twoja mama co prawda trzeba tam wpłacić dużo pieniędzy ale ty się o to nie martw powiedz tylko "Tak" a ja już wszystko załatwię. To jak będzie.
-Nie mogę w to uwierzyć, dziękuje na prawdę dziękuje. Nie wiem co bym bez Pana pomocy zrobiła.-przytuliłam doktora i załatwiłam wszystko co trzeba było oczywiście podzieliłam się tą nowiną z resztą . Ciocia tak się ucieszyła, że prawie mnie udusiła.Jest tylko jedna przeszkoda niby mama czuję się w miarę ale nie wiadomo kiedy się wybudzi.Posiedziałam chwilę jeszcze z nimi pogadałam i musiałam iść na zajęcia. Oczywiście Van znowu chciała mnie podwieźć ale tym razem się nie zgodziłam i nawet żałowałam bo Ross był chętny. Ale obiecałam sobie, że tym razem już nie będę piszczeć.Kiedy dojechaliśmy na miejsce podkreślam cali i zdrowi chciałam wysiąść ale chłopak zadał mi pytanie.
-Słuchaj mogę wejść i zobaczyć jak wyglądają te twoje zajęcia ?
-Czemu nie.-po tych słowach weszliśmy do środka oczywiście nie obeszło się bez pisków dziewczyn, za nim to wszystko opanowałam minęło z piętnaście minut a czułam się jak by to była wieczność jeszcze zajęcia się nie zaczęły a ja już byłam zmęczona.
-Okey dobra to coś uznam za rozgrzewkę, skoro jesteście już rozgrzani, a dziewczyny bardziej niż kiedy kolwiekto mogę pokazać wam układ no to tak skupcie się- tu skierowałam się do dziewczyn.Po występie pokazałam im po kolei wszystko,a później z muzyką i patrzyłam kto jakie robi błędy.Nagle na sale wszedł gościu który zarządza tą salą.
-Witam was, nie przeszkadzajcie sobie, Nell mogę prosić na słówko.-podeszłam do niego na bok-Słuchaj ja wiem, ze to twoja pasja i w ogóle ale nie mamy funduszy żeby utrzymać twoje zajęcia, będziesz musiałą z nich zrezygnować.
-Co ?
-Zajęcia zostaną odwołane.- i właśnie w tej chwili muzyka się skończyła a uczniowie popatrzyli się na gościa z wyrazem twarzy typu WTF.- Słuchajcie kochani wasze zajęcia dobiegły końca nie chcę was wyrzucać ale musicie sobie znaleźć inną salę do ćwiczeń.- po tych słowach usiadłam poddając się na ławkę, tak strasznie mi ich szkoda chciałbym pomagać im w ich pasji,a po za tym już się do nich przyzwyczaiłam.
-Nie martw się wszystko będzie dobrze.- podeszła do mnie Vic
-Każdy frajer sobie to powtarza chociaż dobrze wie, że i tak nie będzie. Nie słyszeliście szukajcie sobie kogoś innego do nauki ja wam już nie pomogę.- skierowałam się do grupy.
-Czasem warto być frajerem.- i odeszła ode mnie z resztą grupy. To jest nie fair że w moim życiu jest cały czas pod górkę, co ja komu zrobiłam.
-Słuchaj a gdybym tak zapłacił tyle ile trzeba może by się dało uratować twoją grupę.
-Nie potrzebuje niczyjej pomocy dam sobie sama radę,
-Ta waśnie widać, to nic nie da że będziesz siedziała na ławce i obwiniała życie musisz działać.Chodź pójdziemy na lody.-złapał mnie za rękę, a ja ruszyłam za nim. Całą drogę Ross próbował mnie pocieszyć i znaleźć jakieś wyjście. Po drodze chłopak zatrzymał się przed wielkim plakatem. Kiedy do niego podeszłam już wiedziałam co ma na myśli. Na plakacie był konkurs tańca towarzyskiego, wygrana to dziesięć tysięcy.
-Co ty na żebyśmy wzięli w nim udział ?
-Nie.- poszłam dalej Ross dogonił mnie i złapał za rękę
-Czemu ?
-Bo ja ......
_____________________________________________________
 Hej hej hej. Słuchajcie jest taka sprawa następny rozdział dodam dopiero w kwietniu albo i w ogóle. To ostatnie to taki żarcik mam plan i będę go realizować. Mam nadzieje że wam się spodobał rozdział no i że będzie dożo komentarzy liczę chociaż na 4. Nie zawiedźcie mnie :D
Brałabym ich wszystkich jak leci. *.* Tak tak Rydel też się liczy ;)

piątek, 13 marca 2015

Rozdział 13

Jak co dzień wstałam to znaczy wywlokłam się jakoś z łóżka, zjadłam śniadanie, umyłam zęby, ubrałam się, i jakoś zleciało, że mam dziesięć minut żeby się nie spóźnić do szkoły.Wychodząc z domu podjechało do mnie ciemne auto, no nie powiem trochę się wystraszyłam bo miało przyciemniane szyby.Kiedy tylko kierowca się ujawnił wpadłam w śmiech to był Riker.Jego mina dodawało mi jeszcze więcej powodów do śmiania się,zdezorientowany chłopak zadał pytanie,
-Hej podwieźć Cię do szkoły ?
-Spoko. A takie małe pytanko mam, co ty tu robisz o tak wczesnej porze ?
-No wiesz nie to ze cię śledzę, nie rób sobie nadziei- w tym momencie zarzucił swoją grzywą- mamy spotkanie w studiu, a że tędy mam bliżej to czemu nie.
-Okey- i też zarzuciłam swoimi włosami, Riker się zaśmiał,a ja wsiadłam do auta.Cała drogę gadaliśmy o muzyce, strasznie mnie ciekawiło co oni tam robią, pewnie śpiewają no ale to inaczej się słucha a inaczej jest być tam i to przeżyć, jak tam jest.
-Wiesz jak chcesz to możesz kiedyś się ze mną zabrać na próbę zespołu.
-Serio? Była bym taka szczęśliwa.-wychodząc z auto posłałam Riker'owi buziaczka i poszłam na lekcje.Cały czas myślałam jaki układ przedstawić dzisiaj grupie.Na lekcjach byłam nieobecna, nie wiem w ogóle po co przychodziłam.Nie no taki żarcik trzeba udawać od czasu do czasu mądrego. Po lekcjach poszłam szybko do domu coś zjeść.Na zajęcia spóźniłam się półgodziny ale napisałam do jednej dziewczyny żeby przekazała innym że zajęcia będą przesunięte na inną godzinę. Spóźniłam się dlatego, ze moja mama miała dzisiaj gorszy dzień, a każde takie samopoczucie prowadzi ją tylko na jedną drogę... Poprosiłam Van żeby z nią została i się nią zaopiekowała bo ja mam inne obowiązki, oczywiście wyleciała mi z ból wersem.Ale ją zlałam, no bo co miałam się z nią kłócić.Kiedy doszłam na zajęcia przebrałam się i dołączyłam do rozgrzewającej się grupy.
-Hej wam wybaczcie mi przesuniecie zajęć, ale były małe komplikacje.
-Jesteś pewna że będziesz dzisiaj w stanie poprowadzić zajęcia? Co tam jedne zajęcia w tą czy we tą.
-Nie ja dam radę w końcu zobowiązałam się do czegoś.- uśmiechnęłam się chociaż ze w środku męczyła mnie cały czas myśl o mamie i jej stanie.A było już tak dobrze i co ? Tak nagle jej się pogorszyło, jestem ciekawa do czego dąży Bóg w moim życiu. Po rozmyśleniu wzięłam się w garść i pokazałam grupie nowe ruchy. Kiedy dziewczynom udało się mnie jakoś rozbawić już nie myślałam o niczym innym tylko o układzie, w środku tańca zadzwonił telefon jakiś nieznany numer.
-Hallo
-Dzień dobry czy dodzwoniłem się do Pani Nell Norrington?
-Tak,a kto mówi ?
-Doktor Steav proszę o szybkie pojawienie się....-szybko się rozłączyłam biorąc swoje rzeczy zawiadomiłam grupę że jak na dzisiaj to koniec zajęć.Chciałam już wychodzić ale Jake mnie zatrzymał
-Dobrze się czujesz strasznie blada jesteś, podwieźć Cię gdzieś ?
-Wiesz była bym Ci wdzięczna gdybyś mnie podwiózł do szpitala.- powiedział tylko "jasne" i poszedł po swoje rzeczy kiedy na niego czekałam podeszła do mnie Vic i powiedziała "Wszystko będzie dobrze". Kiedy Jake był gotowy poszła z nim do auta i po dziesięciu minutach byłam na miejscu podziękowałam mu i pędem poszłam do budynku. Nie wiedząc gdzie jest moja mama poszłam do recepcjonistki żeby się zapytać.
-Mogłaby mi Pani podać numer sali na której leży moja mama Kristen Norrington.-zmierzając mnie wzrokiem udawała że szuka coś w notesiku uhhh jak ja tego nienawidzę, zadzwonił telefon
-Zaczekaj- o nie tego już za wiele, wyrwałam jej telefon z ucha i rzuciłam nim o blat
-Nie ja nie będę czekać bo nie mam  czasu, byłam pierwsza. Więc bądź tak miła i ogarnij swoje cztery litery i podaj mi numer sali.
-Spokojnie, ja mam czas.
-Ty może masz ale ja nie wyobraź sobie, ze moja mam jest ciężko chora i dobrze by było gdybym teraz tam przy niej była.
-Numer 32.- popatrzyła się z byka
-Dziękuje nie można było tak od razu.- teraz to ja wzięłam swoje cztery litery i podbiegłam pod salę.Kiedy byłam już na miejscu na krzesłach siedziała ciocia i Ross ? Co oni tu robią ?
-Hej ciociu gdzie jest mama ?-ona cały czas milczała.- Do jasnej cholery pytam się gdzie jest moja mama? Ciocia nic nawet się nie odważyła na mnie popatrzeć.Na szczęście albo i nie spotkałam doktora,
-Panie doktorze proszę zaczekać. Wie Pan może gdzie znajduje się Kristen Norrington ?
-Tak na sali operacyjnej.
-Jak to co się stało?
-Strasznie dużo krwi jej ubyło podczas krwotoku, przepraszam ale muszę iść.- ale jak to przecież była przy niej Van. Właśnie Van czemu jej tu nie ma ? Ze łzami w oczach podeszłam jeszcze raz do cioci ale teraz już na spokojnie bo już brak mi sił na to wszystko.
-Ciociu odpowiedz mi na pytanie. Czy Van do ciebie zadzwoniła że mama jest w szpitalu ?-ciocia nic mi nie odpowiedziała cały czas płakała, Ross widząc ze mam już dość postanowił się udzielić
-Kiedy przyszliśmy do twojej mamy Van nie było w domu,a Kristen leżała na podłodze i nie miała siły się ruszyć.Moja mama szybko zadzwoniła na pogotowie i dalej już wiesz co się działo.-załamana wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Van chyba jeszcze nigdy aż tak się na niej nie zawiodłam
-Halo-odebrała roześmiana
-Słysze że jest Ci do śmiechu przyjeżdżaj do szpitala w try miga sala 32.- i rozłączyłam się nie mam już siły to wszystko mnie przerasta.Po dziesięciu minutach pojawiła się Van.
-No hej przyjechałam szybko jak tylko się dało.- zerwałam się z krzesła i do niej podeszłam
-Gdzie ty byłaś? -cisza spodziewałam się tego-Pytam się chyba ciebie ? Zamierzasz mi odpowiedzieć!?
-Nie krzycz na mnie, byłam z koleżankami na zakupach.
-Haha na zakupach no i jak się bawiłaś?-spuściła wzrok -Nie wiedziałam że zachowasz się kiedykolwiek tak bezmyślnie, nawet nie wiesz jak się na tobie zawiodłam,jak można być aż takim debilem.
-Ale mama powiedziała, ze mogę i ona da sobie radę.
-Serio? Po tej akcji jesteś dla mnie skończona nienawidzę Cię rozumiesz-mówiłam przez łzy-i tak i tak byś my tu trafili ale gdybyś była przy mamie straciła by mniej krwi i jej stan byłby lepszy.Najlepiej to zejdź mi z oczu.-dziewczyna nie odzywając się poszła,a ja nie mając już siły rozpłakałam się pozostało mi już tylko to i nadzieje że mama przetrwa operację.Po chwili na swojej ręce poczułam czyjąś dłoń odwracając się dostrzegłam ze to Ross będąc bezsilną przytuliłam się do niego,chłopak objął mnie mocno i powtarzał słowa typu "wszystko będzie dobrze, jestem przy tobie, twoja mam to silna kobieta da radę", pierwszy raz poczułam ze mogę na niego liczyć i ze wszystkie żale które do sobie mieliśmy zniknęły, moje łzy nie przestawały lecieć.
-Dziękuje, że jesteś przy mnie.
-Nie ma za co.-uśmiechnął się delikatnie- co powiesz na spacerek żebyś się przewietrzyła, poodpychała świeżym powietrzem ?
-Nie ja chyba zostanę chce być na bieżąco.
-Idź ja do ciebie zadzwonię jeżeli się czegokolwiek dowiem- odezwała się ciocia. Ross pociągnął mnie za rękę i poszliśmy do pobliskiego parku.Całą drogę Ross podawał mi chusteczki,a ja próbowałam się opanować,kiedy usiedliśmy na ławce w ręce cały czas tarmosiłam telefon. Po chwili chłopak mi go zabrał
-Hej! Spokojnie wszystko będzie dobrze, i zostaw ten telefon skup się teraz na przyrodzie.
-Serio? To nie jest takie łatwe kiedy wiesz że twoja mama walczy o życie.Zawsze kiedy rano wstaje proszę o to żeby ten dzień nie był ostatnim, trudno jest mieszkać z ukochaną osobą która umiera Ci na oczach, i to nie tak że nic nie czuje i zamyka oczy tylko się torturuje z dnia na dzień czuje się coraz gorzej-łzy znowu zaczęły mi napływać-aż w końcu kiedyś przyjdzie takie dzień.....-nie dokończyłam bo chłopak mi przerwał
-Nie mów tak, zobaczysz wszystko będzie dobrze,zawsze masz mnie i cała moja rodzina jest do twojej dyspozycji, pamiętaj my zawsze ci pomożemy.
-A pomożesz mojej mamie?
-Choć bym chciał to nie potrafię.-po tych słowach chłopak mnie przytulił.Nagle zadzwonił telefon szybko wyrwałam się z objęć chłopaka i odebrałam.
-Hallo.
-Hej Nell tu ciocia mama jest już po operacji ale.....-nie dałam jej dokończyć
-Już idę.-nie czekając na chłopaka ruszyłam w stronę szpitala.
-Dzięki!!!- powiedział oburzony pokazałam mu ruchami rąk żeby przyszedł i ruszyliśmy razem.Na szczęście przy wejściu napotkałam lekarza.
-Witam doktorze, jak czuje się moja mama, mogę ją odwiedzić ?
-Jest dobra i zła wiadomość od której zacząć ?
-Od dobrej-odezwał się Ross, nawet zapomniałam ze dalej tu jest
-No to operacja się powiodła i powinno być coraz lepiej.-od razu mi ulżyło
-A ta zła ?-zapytałam choć dobrze wiedziałam że tego nie chcę słyszeć
-Zła to taka, że twoja mama jest chwilowo w śpiączce i nie wiemy kiedy się obudzi.- co? chciałam jeszcze się o coś zapytać ale doktor został wezwany.Poszłam pod sale i patrzyłam jak niewinny człowieczek sobie śpi.W myślach rozmawiałam z tatą mówiłam mu rzeczy typu "Mam nadzieje że teraz jesteś przy niej bo ja nie mogę, obiecaj mi że nie zostawisz mnie samej z Van" itd. Była już północ, a ciocia dalej była przy nas.
-Ciociu idź do domu jutro też jest dzień, to znaczy dzisiaj. Będę cię informowała na bieżąco obiecuje.-machnęła tylko rekom i siedziała dalej.-Ross zawieź mamę do domu niech się nie męczy.
-Okey pojadę do domu pod warunkiem że Ross z tobą zostanie okey? Ja zadzwonię po Marka.-powiedziała ciocia
-Ale ja sobie dam sama radę przecież jestem już prawie dorosła.
-No właśnie prawie.-powiedziała ciocia i poszła na dwór zadzwonić.
-Na serio nie musisz tu ze mną siedzieć, jedź z mamą do domu.
-A może ja chcę?
-Wow od kiedy ty jesteś taki dobry ? Do Caritasu się zapisałeś, spokojnie powiem im że czuwałeś nad nami.
-Dobra nie to że się poddaje ale nie chcę się kłócić.
-Ale my się nie kłócimy, po prostu uzgadniamy kto ma racje.-uśmiechnęłam się do chłopaka, on się tylko zaśmiał.
-Dobra dzieciaki ja jadę mam nadzieje że dacie sobie radę i się nie pozabijacie.
-No co ty mamo my ? -popatrzyliśmy na siebie teatralnie- Takie aniołki z nas, popatrz tylko.-w tym momencie uśmiechnęliśmy się do cioci jak małe dzieciaczki.
-Wiesz po tych słowach mi ulżyło- powiedziała sarkastycznie i zaśmiała się- Dobra ja idę pa wam.
-Pa tobie-powiedział Ross, a ciocia zniknęła za zakrętem. Po dłuższej chwili zaczęliśmy ze sobą rozmawiać a było dużo do omówienie, całe dziesięć lat.Rozmowom nie było końca dowiedziałam się tylu rzeczy o które bym go nawet nie podejrzewała.Opowiedział mi nawet taką pewną sytuację z jakąś dziewczyną że nie potrafiła biegać i na niego wpadła, na początku zaczęłam się śmiać ale po kalkulacji mojego mózgu moja reakcja była całkiem inna.
-Wiesz co sam nie potrafisz biegać, nie wpadło Ci do głowy że to ty nie potrafisz jeździć ?
-Ale o co Ci chodzi czemu bronisz tej dziewczyny ?
-Bo to ja nią jestem.- chłopak wyraczył oczy, a po chwili zaczęliśmy się śmiać.Będąc już wyczerpana położyłam głowę na chłopaka ramieniu tak jakoś odruchowo zawsze jak jestem z Vic to tak robię.Nagle urwał mi się film, pamiętam tylko ze końcowa rozmowa była o zwierzętach. Budząc się poczułam delikatny materiał, powoli otwierając oczy dostrzegłam pomarańczowe ściany z żółtymi detalami, podniosłam się jak poparzona, nagle drzwi się otworzyły a w nich stała Rydel okey jak tak wszystko sobie kalkuluje to myślę że jestem u Lynchów w domu.
-Hej piękna! -uśmiechnęła się szeroko nie odpowiedziałam jej- Chyba coś powiedziałam nie przywitasz się ze mną ?- zrobiła smutną minkę
-Aaaaa to do mnie było ? Sry myślałam , że masz zwidy i mówisz do kogoś innego.-zaśmiałyśmy się
-Co tam jak Ci się spało?
-Wiesz łóżko lepsze niż jak krzesło szpitalne.-uśmiechnęłam się
-A jak się czujesz ?
-Wiesz.... źle głowa mi pęka nie potrzebnie płakałam.
-Chodź dam Ci ubrania pójdziesz się odświeżyć i pójdziemy zrobić śniadanie.
-Az tak zalatuje ode mnie ?- Rydel się zaśmiała
-Nie po prostu dobrze Ci to zrobi- wywlekając się z łózka poszłam do pokoju dziewczyny wybrać sobie coś i do łazienki.W trakcie kompania ktoś wtargnął mi do łazienki na szczęście to była tylko Rydel poinformować mnie że zostanę sama bo ona musi coś załatwić a reszta rozpłynęła się.Kiedy byłam już odświeżona ubrałam się w ciuszki i poszłam sobie zrobić coś do jedzenia.
Oczami Ross'a
Cała grupa była wezwana do studia z samego rana, ledwo co wróciłem ze szpitala, a już musiałem jechać.Ledwo przytomny wsiadłem do samochodu, kiedy byliśmy na miejscu, zaczęła się próba. Szczerze mówiąc to mój głos nie brzmiał dzisiaj najlepiej.
-Stop! Stop! Stop! Ross co się z tobą dzieje ?-powiedział zbulwersowany Riker
-Stary ja nie spałem całą noc daj na luz- powiedziałem ziewając
-To się idzie spać a nie się z dziwkami szlaja.- po tych słowach zmroziłem go wzrokiem
-Wiesz wyobraź sobie, że nie szlajałem się z dziwkami! Byłem w szpitalu z Nell !-widać było że Riker'owi zrobiło się głupio nie czekając na jego odpowiedź, wziąłem swoje rzeczy i poszedłem do domu się przespać.
Kiedy otworzyłem drzwi pierwsze co mi się rzuciło w oczy to Nell machając tyłkiem robiąc coś przy blacie, chyba mnie nie słyszała bo miała słuchawki na uszach ale nie powiem od razu odechciało mi się spać. Chciałem ją wystraszyć od tyłu kiedy byłem już koło niej ona się odwróciła, a że miała w ręce picie oblała mnie nim.
-Ross ja przepraszam to taki tik obronny ciesz się ze picie miałam, a nie coś innego.-zaczęła się tłumaczyć brunetka, jej mina była tak zabawna że zacząłem się śmiać. Wydawała się być zdezorientowana, ale oczywiście nie pozostałem jej winny.Szybkim zwinnym ruchem wziąłem przerzuciłem ją przez plecy i otwierając drzwi na taras zaczęła krzyczeć.
-Ross! Puść mnie to było nie chcący ja na prawdę nie chciałam. Pomocy!
-Wiesz ze twoje krzyki są na marne w domu nikogo nie ma, a ja i tak zrobię co chcę.-mówiąc to wrzuciłem ją do basenu.
Oczami Nell
Nie mogłam uwierzyć, że Ross to zrobił na prawdę.
-To nie fair ja zrobiłam to niechcący a ty ?
-No ja też. UPS!- zaśmiał się, jeszcze pożałuje.
-Okey to teraz mi pomóż wyjść.- chłopak podał mi rękę, a ja wykorzystałam całą moją siłę żeby go pociągnąć do basenu.Kiedy chłopak się wynurzył powiedziałam tylko "Ups" i zaczęłam uciekać, kiedy byłam w domu postanowiłam że się schowam za kanapę, znając życie będzie szukał czegoś bardziej skomplikowanego. Słysząc jak wchodzi do domu zaczęłam się po cichu chichrać bo przy każdym kroku chlipotał.
-Wiesz na twoim miejscu to ja bym się ujawnił, kara będzie wtedy łagodniejsza, wiesz że ja i  tak cię znajdę to w końcu mój dom.- zaczynam się go bać, jaka kara. Kiedy przeszedł koło sofy nie zaglądają za nią ulżyło mi chciałam już przemieścić się w inne miejsce ale nagle przed moimi oczami pojawił mi się on, słyszałma tylko wielki pisk i to mój.Chciałam uciec ale chłopak złapał mnie od tyłu próbując się wydostać zaczął mnie łaskotać chcąc się uwolnić dałam mu z łokcia w brzuch ale tak delikatnie chyba, bo chłopak się zgiął. Upadając na podłogę podeszła do niego i przyklękłam.
-Hej stary nic Ci nie jest to było delikatnie na prawdę.-po raz drugi się tłumaczyłam, chłopak popatrzył na mnie z byka, okey chyba jednak nie.
-Żartowałem- na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a ja zaczęłam go lać.Chłopak nie wyrabiał ze śmiechu nie miał siły nawet żeby się bronić.Ale wykorzystał moją nieuwagę bo teraz leżąc na podłodze to ja byłam pod nim.Patrzyłam się na niego ze złością
-Czemu takie piękne oczka mają tyle nienawiści- zaczęłam się śmiać
-A ty co poetą chcesz zostać ?- kiedy miał już coś powiedzieć drzwi do domu się otworzyły a w nich.....
__________________________________________________________________________
Hej *.*
Co tam u was Miśki :* Mam nadzieje że rozdział wam się spodoba <3 Trochę taki naciągany bo coś weny nie mam, ale spokojnie kiedyś mnie najdzie ale do puki nie dodam rozdziału to zapraszam na mój drugi BLOG <3 Pisam go z przyjaciółką http://lolsy123456789.blogspot.com/2015/03/rozdzai-20.html

Mam nadzieje że wam się spodoba ;) 
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
5 KOMENTARZY=NEXT 

Wyobraźcie sobie ze to Ross wychodzący z basen. Na widok tego zdjęcia moje zęby są cały czas na wierzchu :D

czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 8

Kiedy byłam już wykapana, poszłam się ubrać w mini czarną sukieneczkę, delikatny makijaż no i włosy we francuskiego koka.Van ubrała krótkie spodenki i wyprostowała włosy, napisałam jeszcze SmS do Vic żeby po mnie przyszła za 10 minut.Tak, tak dalej się zadaję z tą wariatką, chociaż muszę przyznać że zrobiła się spokojniejsza, no i jest pedagogiem w szkole, że te dzieci się jeszcze nie powiesiły. Założyłam łańcuszek z serduszkiem z brylancików i zeszłam na dół do mamy.
-Hej, oooo jak ty ładnie wyglądasz. Dla kogo się tak wystroiłaś ?
-Hahaha dziękuje. dla nikogo, mi nie jest nikt potrzebny.
-Ta mówisz tak bo nie masz brania- odezwała się Van, a ja zaczęłam się śmiać,zawsze jak się wykąpie to mam dobry humor.
-Zobaczysz jeszcze będziesz mi kiedyś zazdrościła mojego chłopaka.
-To weź go tylko poinformuj żeby się wyrobił do pięćdziesiątki.- i zaczęłyśmy się śmiać , nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Ja otworze- i poleciałam w mgnieniu oka.Po otworzeniu drzwi zobaczyłam blondynkę, w różowej sukieneczce, oo mój ulubiony kolor.Wyglądała ślicznie, ale ona tak jak ja nie ma chłopaka, i się tym nie przejmowała, nasz przyjaźń wszystko nadrabia.
-Hej hej hej! Wyglądasz ślicznie.
-Oooo dzięki, dobra co chcesz ?- i uśmiechnęła się do mnie ja zaczęłam się śmiać powiedziałam tylko że wychodzę, no i za chwile Van złapała mnie z jednej strony a Vic z drugiej.Szłyśmy sobie ulicą i chłopacy cały czas nas zagadywali no to znaczy Van ugh.Nagle na ulicy Van zobaczyła dwóch blondynów chyba jej wpadli w oko.To nie możliwe jej ? i nie zaprzątałam sobie tym głowy i nie czekając na Van poszłam z Vic na imprezę. Kiedy już byłyśmy w środku spotkałyśmy kolegę Vic z pracy.Przedstawił się bardzo ładnie i w ogóle, ale jak zobaczyłam jak się oni razem zachowują to tylko jedna myśl mi przyszła "Jak oni dostali tą pracę". Nie przeszkadzałam im w rozmowie więc poszłam sobie zamówić drinka.
-Hej co taka ładna dziewczyna robi tutaj sama ?-odezwał się kelner
-A ty co ? Wywiad przeprowadzasz czy może książkę piszesz? Chyba za to ci nie płacą co nie ? Drinka poproszę.-popatrzył się na mnie zdziwiony, taaa już chyba wiem czemu nie mam chłopaka.
-Daj razy dwa, postawię tej ładnej dziewczynie, może trochę ochłonie.- koło mnie pojawił  się blondyn, jak bym go znała, miał artystyczny nieład na głowie i brązowe oczy.
-A ty co, w Caritas się bawisz ? Dam sobie sama rade jestem dużo dziewczynką.
-Nie, Nie wątpię w to ale może poznam twoją milszą stronę.
-A skąd wiesz że taka istnieje ? Ja na twoim miejscu bym nie traciła czasu.- chłopak chciał już się odezwać, ale moja siostra przyszła.
-Hej Nell słuchaj.... o hej- i zaczęła się przymilać do chłopaka- czy my się skądś nie znamy ? - o Boże zaczyna się.
-Nie ale możemy.- chłopak odsłonił szereg swoich białych ząbków, a moja siostra zachowywała się jak nie powiem kto bo to moja siostra, nagle przyszedł kelner.wzięłam wypiłam tego drinka na raz, popatrzyli się na mnie ze zdziwieniem.
-No co jak się bawić to bawić.Daj jeszcze jednego.- wypiłam i chciałam odejść ale mnie zatrzymał ten za ladą.
-Hallo, a kto zapłaci ?
-On, dzięki- wskazałam na blondyna, i poszłam on tylko parsknął śmiechem i został z moją siostrą, na parkiecie była Vic z Martinem to ten jej przyjaciel.przyłączyłam się do nich.Kiedy po godzinnym tańcu nie mieli już siły poszli się napić, a ja zostałam.Nagle ktoś mnie złapał w tali i zaczął szeptać do ucha.
-Więc masz na imię Nell, miło mi Cie poznać- po głosie poznałam że to ten blondyn.
-Okey to ty już znasz moje imię, to teraz powiedz swoje.- usłyszałam tylko jak bladym się zaśmiał
-A ty co książkę piszesz ?- ooo ktoś tu moje odzywki używa, nie ładnie
-Nie traciła bym nawet strony na ciebie, po prostu nie wiem jak mam się do ciebie zwracać
-Jak chcesz.
-No proszę jeszcze że w Caritasie pracuje to  jeszcze jaki ugodowy.To będę do ciebie mówić tleniony.
-Ha ha ha śmieszna jesteś. nie żartuj.- zaśmiał się sarkastycznie, odwróciłam się do niego przodem poczochrałam jego włosy mówiąc
-To nie był żart- uśmiechnęłam się i poszłam.
Oczami Ross'a
 Kurcze zadziorna z niej dziewczynka nie łatwo będzie ją przelecieć, ale za to jej siostra wydaje się łatwa.Chciałem poszukać jej ale zatrzymał mnie brat.
-Ross możemy już stąd iść, nie ma tu nic ciekawego.- jak to nie dziewczyny wokół,a on mówi że nie ma nic ciekawego.
-Stary czy ty jesteś Gejem ?
-Nie,po prostu mnie nie interesują szybkie numerki.
-No okey to ty idź, a ja spróbuje coś upolować.-Riker sobie poszedł,a ja próbowałem namierzyć jakąś dziewczynkę która podda się mojemu urokowi.Dzisiaj wyjątkowo mi nie szło cały czas myślałem o Nell, jak bym już skądś znał to imię.Siedziałem sobie na sofie, nagle dosiadła się do mnie rudowłosa dziewczyna, no nie powiem ma czym oddychać.
-Hej jak Ci się podoba impreza ? Trochę nudno nie sądzisz ?-po tych słowach zaczęła jeździć ręką w okolicach mojego przyjaciela.- wiesz niedaleko mieszkam, jak byś miał ochotę się pobawić.-dziewczyna jest boska czyta mi w myślach.Złapała mnie za rękę i wyszliśmy z klubu.Będąc już w domu dziewczyna zamknęła drzwi na klucz i zaprowadziła mnie do pokoju,popchnęła mnie na łóżko,po drodze delikatnymi ruchami zsunęła z siebie sukieneczkę, nie powiem czerwona koronkowa bielizna dobrze wygląda na rudowłosej.Kiedy do mnie doszła usiadła na mnie ukradkiem,całując mnie rozpinała mi koszulę,kiedy ją ściągnęła rzuciła gdzieś w kąt, i zaczęła dobierać się do spodni.Nagle wylądowały one gdzieś na podłodze w oczach dziewczyny było widać pożądanie,kiedy chciała się już dobierać do mojego przyjaciela, ja przewróciłem ją tak że to teraz ona była pode mną,zacząłem okrążanymi ruchami masować jej piersi delikatnie włożyłem jej ręce pod plecy i rozsypiałem stanik,zacząłem ssać jej sutki i delikatnie pogryzać,za to dziewczyna jeździła delikatnie ręką po mojej klatce piersiowe,zjeżdżając coraz niżej zacisnęła rękę na moim przyrodzeniu,kiedy przeszliśmy do pocałunków jej język tańczył w moich ustach.Dziewczyna ściągnęła mi bokserki zabrała się za lizanie mojego penisa, najpierw wokół czubka jeździła językiem,a później zaczęła ssać,zacząłem pojękiwać, kiedy już nie mogłem wytrzymać i czułem jak wzrasta cały czas u mnie erekcja,ściągnąłem z dziewczyny koronkowe majteczki i w nią wszedłem.Było coraz mocniej i głębiej dziewczyna zaczęła pojękiwać i dyszeć, ja za to się rozkoszowałem tym przyjemnym uczuciem.Jej biodra współpracowały ze mną, czuć ze dziewczyna zna się na rzeczy.Później ruda usiadła na mnie ukradkiem nabijając się na mojego członka i delikatnie podskakiwać,jej piersi podskakiwały razem z nią więc postanowiłem jej pomóc i się nimi pobawić. Kiedy dziewczyna doszła wyszedłem z niej i położyłem się na łóżku, dziewczyna się we mnie wtuliła i szybko zasnęła.Kiedy rano się obudziłem dziewczyna dalej spała, delikatnie ją odkleiłem ode mnie i zacząłem się ubierać, zostawiłem jej karteczkę z napisem " będzie trzeba to powtórzyć" i wyszedłem.Postanowiłem pójść przez park, nie daleko zobaczyłem dziewczynę z aparatem, kiedy się odwróciła doznałem szoku to była Nell.Czy ona nie może spać?Postanowiłem do niej podejść.Kiedy byłem za dziewczyną krzyknąłem
-Hej!- tym samym strasząc ptaka któremu chciała zrobić zdjęcie.Chociaż może by nie uciekł, gdyby sama dziewczyna się nie wystraszyła i nie krzyknęła.Zacząłem się śmiać, a ona patrzyła na mnie ze wzrokiem zabójcy.
-Ty.......
_____________________________________________________________
Jakim sucharem pojedzie Nell tym razem Ross'a ???
Czy Ross się jej przedstawi ?? Czy będziesz coś między Ross'em a Van ?
Czytajcie, a się dowiecie wszystkiego po kolei.A i mam do was wielką prośbę jeżeli to czytacie to skomentujcie nawet nie wiecie ile to szczęścia daje człowiekowi nawet takie coś " :D " sprawia że uśmiech mam od ucha do ucha.I chodzę jak bym co ćpała ;) *.*