W holu stała jakaś dziewczyna,nie wielkich rozmiarów blondyneczka.Widać było,że na chłopakach zrobiła wrażenie,Van wyglądała jak by była zazdrosna tym,ze Ross ślini się na widok blondynki.
-Hej jestem Amanda wasz tato mnie tu przysłał.Kazał mi przekazać wam,że za dziesięć minut macie pojawić się w studiu.Bo podobno macie nagrać piosenkę.-uśmiechnęła się uroczo, a Van przewróciła teatralnie oczami,to było tak zabawne,że zaczęłam się śmiać,blondynka popatrzyła się na mnie z byka
-Okey to zbierajcie się dzieciaki,jedziecie z nami dziewczyny ?-ciocia zwróciła się do mnie i do Van
-Nie dzięki ciociu, ja wrócę do domu muszę jeszcze odrobić lekcje.
-A, ja pojadę z wami- powiedziała Van i wyszła.Chciałam już pójść do domu ale Ross mnie zatrzymał
-Ty nie myśl sobie,że ja zapomniałem o pojedynku.
-Jeżeli tak bardzo chcesz poczuć smak porażki.Tylko kiedy ?
-Ja i porażka haha śmieszna jesteś,zobaczysz.-i sobie poszedł,ten chłopak działa mi na nerwy.Idąc do domu podziwiałam sobie chmurki były takie bialutkie i puszyste,aż by się chciało po nich poskakać.Wchodząc do domu pokierowałam się do swojego pokoju.Otworzyłam drzwi od balkonu na rozcież wyniosłam podręczny stolik,pufę i zaczęłam odrabiać zadanie domowe.Kiedy został mi jeden przykład z matmy do zrobienia do pokoju nagle weszła Van.To ona nie pojechała z chłopakami ?
-Ty nie uwierzysz co się stało.Kiedy już doje.....-nie dałam jej dokończyć
-Chyba o czymś zapomniałaś- mówiąc to pokazałam na drzwi.Wyszła,zapukała i weszła chciała już zaczynać ale ponownie jej przerwałam-Nie powiedziałam proszę-popatrzyła się na mnie krzywo
-O co Ci chodzi ?
-O co mi chodzi ? O co MI chodzi ?! Może o to,że widzisz mnie tylko wtedy kiedy mnie potrzebujesz, a ja głupia zawsze Ci pomagam ale kiedy to ja potrzebuje wsparcia i pomocy to ciebie nie ma,szlajasz się gdzieś ze swoimi koleżkami,a życie to nie tylko szlajanie się po świecie to tez rodzina,dlaczego kiedy masz problem nie idziesz do nich ?-chciała już coś powiedzieć,ale nie przeszło jej to przez gardło-No właśnie dobra nie mam ochoty teraz z tobą rozmawiać chce skończyć zadanie z matmy, idź do swojego Ross'a- i pokazałam jej na drzwi `
-Aaaa to ja już wiem o co Ci chodzi.Chodzi Ci o Ross'a boli Cię to,że mam z nim lepszy kontakt niż ty.
-Cooo ? Nie prawda czy ty nie wnioskujesz zbyt dużo ? Za dużo ?!-mówiąc to podniosłam swoje cztery litery i wypchałam siostrę za drzwi i trzasnęłam.Opierając się o nie plecami usłyszałam
-Ja i tak swoje wiem
-Wal się-mówiąc to walnęłam nogą w drzwi i poszłam dokończyć zadanie.Po zadaniu byłam tak przymulona, nic mi się nie chciało,więc postanowiłam się położyć.Kiedy już miałam odpłynąć w błogi sen,zadzwonił do mnie telefon.Teraz! Na wyświetlaczu pojawiła się Vic.
-Hej hej hej ! Co tam u ciebie żyjesz jeszcze ?
-Wiesz,że widziałyśmy się-popatrzyłam na godzinę- cztery godziny temu ?
-No ale ja już tęsknię- zaczęłam się śmiać- a tak po za tym dzwonię bo chciałam się ciebie zapytać czy idziesz ze mną na imprezkę ?
-Nie chce mi się. Jaa chcę spać!
-Chyba źle się wypowiedziałam masz iść i już ! JA będę o 20. To do zobaczenia.-i się rozłączyła.Co za menda.Chciałam iść się wykąpać ale okazało się,ze nie ma ciepłej wody,więc byłam skazana myć się w zimnej.Najgorsze było to,ze kiedy już się wykąpałam to ciepła woda powróciła,plus jest taki,że już nie byłam tak przymulona.Zawinęłam włosy w ręcznik i poszłam się ubrać.Ubrałam to co zwykle czyli czarne rurki żółtą bokserkę a na to kurteczkę dżinsową.Wysuszyłam włosy i uczesałam się w wysokiego kucyka,a ze miałam długie włosy to sięgał mi on do pasa.Zrobiłam delikatny makijaż i byłam już gotowa, myślałam że będę miała jeszcze czas żeby sobie coś poczytać ale ktoś zadzwonił dzwonkiem, a że mamy nie było bo poszła z ciocią na zakupy,a Van pewnie szlaja się to byłam zmuszona otworzyć drzwi.Kiedy to zrobiłam moim oczom ukazała się Vic.
-To co gotowa ?-przytaknęłam zamknęłam drzwi i ruszyłyśmy w stronę klubu.Po drodze jak to my zaczęłyśmy się wygłupiać.Weszłyśmy do klubu był zapełniony ludźmi na środku była wielka scena na której był DJ,światła błyskały różnymi kolorami.Oczywiście Vic pierwsze co poszła po drinki ale ja odmówiłam ponieważ jutro mam zajęcia i muszę byś w formie.Zanim doszłyśmy na parkiet ze sto gostków się do nas miziało i wszyscy byli nawaleni w trzy dupy.Wygłupom nie było końca nagle zdawało mi się,ze widzę Rydel
ale po chwili mi zniknęła, albo ze mną jest coraz gorzej albo coś było w dzisiejszym obiedzie u cioci.Nie zaprzątając sobie dłużej głowy wróciłam do tańca.Nagle zgasły światła i na samym środku pojawił się jakiś gostek z mikrofonem oświetlały go reflektory.
-Siemano ludziska jak się bawicie.-na te słowa wszyscy zaczęli krzyczeć i gwizdać-To co rozpoczynamy "Taneczną walkę ".-ta sama reakcja co wcześniej.
-O co chodzi gdzie ty mnie zabrałaś ?
-Zobaczysz spodoba Ci się,a po za tym ty podobno lubisz tańczyć- uśmiechnęła się i puściła mi oczko.Okey?
-Dobra to ja powtarzam zasady jeszcze raz.Reflektor wybiera osobę,a osoba wybiera drugiego osobnika który wpadnie mu w oko.Zrozumiałe? Jak nie to sami zaraz zobaczycie.-Na sali było ciemno i jak na tyle ludzi było nawet cicho,wszyscy czekali z niecierpliwością na kogo wypadnie.Nagle reflektor wyznaczył jakiegoś blondyna nie wiem kto to bo widziałam tylko włosy.
-Okeeey to mamy już jednego zawodnika.Zapraszam do mnie.-zaczął się przemieszczać w stronę sceny.Kiedy już na niej był doznałam szoku to był Ross.Chciałam iść szybko do domu ale Vic mnie złapała za nadgarstek i nie chciała puścić.
-Zostań chociaż do końca występu.-powiedziałam oschle "Okey" i odpuściłam sobie.
-To kogo wybierasz na pojedynek ?-Ross oglądał się po całej sali, a ja robiłam wszystko żeby mnie nie zauważył.Powolutku przemieszczałam się w stronę wyjścia żeby Vic nie zauważyła.
-Ją!-i reflektory padły na mnie.Okey rozumiem, ze Bozia mogła mnie pokarać za to że nie dotrzymałam słowa no ale hej ja miałam oglądać tą walkę a nie brać w niej udział.
-No masz gust koleżko,choć tu do nas.
-Noooo.... ale ja muszę iść do domu.
-Nie bój się on da Ci fory.-że co ?
-Haha ja się nie boję, to jeszcze ja będę musiała dawać mu fory,tylko że dzisiaj nie mam ochoty upokarzać ludzi.-wszyscy zaczęli krzyczeć i gwizdać.
-Taka pewna siebie to chodź i pokaż na co cię stać.
-Okey !- i zaczęłam zmierzać na scenę
-Brawa dla dziewczyny-wszyscy zaczęli klaskać, a ja co krok robiłam się bardziej pewna siebie chciałam mu pokazać, ze nie jest najlepszy we wszystkim tak jak myśli.Stojąc na scenie koło blondyna gościu dodał
-DJ będzie wam zmieniał muzykę,a wy będziecie musieli się do niej przystosować kto na tym wyjdzie najlepiej wygrywa nie powiem czasem będziecie musieli współpracować.-że co > ja z nim haha sama sobie dam radę no chyba, że to będzie wolny.W klubie było ciemno jedynie scena była rozświetlona pierwszą piosenkę jaką puścił DJ Dubstep,szybko odnalazłam się w tej muzyce bo często uczę się choreografii z uczniami.Ale i tak blondyn zaczął,jego ciało gibało się w rytm muzyki ten efekt był niesamowity wiedziałam,że muszę dać z siebie wszystko.Delikatnie mnie popychając dał mi znać,że teraz moja kolej.Zaczęłam poruszając biodrami później dodałam do tego ręce i nogi,czułam się jak bym była tylko ja,muzyka i scena.Kiedy Dj zmienił muzykę na Hip-Hpo Ross wkroczył do akcji zaczął wyginać swoim ciałem różne pozy i kombinacje z których ludzie byli zadowoleni, co mi się nie spodobało chcąc mu przerwać z delikatnego rozbiegu wjechałam kolanami na jego cześć przez co miał ograniczone ruchy.Kiedy odszedł na bok zaczęłam się popisywać ty co potrafię,przebierając szybko nogami i dodając skok w którym robię w powietrzu szpagat,a w następnym dotykam głowę nogami ludzie szaleją podchodząc do blondyna i delikatnie go popycham bioderkiem.I o to chodzi.dzisiaj scena jest moja,ale reakcja blondyna mnie dziwi bije mi brawo i się uśmiecha.Okey ?
-Zwracam honor tańczysz tak samo dobrze jak ja.-mówi szepcząc mi do ucha.Chciałam mu już dogryźć mówiąc tekst typu "Nie wiedziałam,ze aż tak fatalnie" ale Dj znowu zmienił muzykę.Tym razem chciałam dowalić DJ za to ze dał powolną muzykę,do tego nie da się tańczyć samemu i to jest właśnie najgorsze to jest właśnie ta chwila w której muszę współpracować z Ross'em.Chciałam się już wycofać ale Ross zatrzymał mnie łapiąc za nadgarstek i przyciągając do siebie
-To nie koniec walki-wyszeptał i zakręcił mną,stając na proste kroki zaczęliśmy tańczyć do piosenki "Time of my life". Wolno się poruszaliśmy prawo, lewo, prawo, lewo,różyczka,obroty i na koniec wylądowanie w objęciach Ross'a.Nasze oczy przecięły się wzrokiem pełnym... Właśnie, pełnym czego ? Miłości ? Przyjaźni?Nienawiści ? W tym momencie nie dało się tego stwierdzić.Patrzyliśmy się tak na siebie kilka sekund, może minut, aż wreszcie chłopak pochylił się delikatnie,czując ciepły oddech.Wzdrygnęłam się.Gdyby gościu na scenie nie sprowadził nas na ziemie, nie chce myśleć co by się wydarzyło.
-Okey? Nie to,że chciałem wam przerywać czy coś ale wygrywa.........
______________________________________________________________________________
Hej hej he wróciłam mam nadzieje że wam się spodoba ;)
KOMENTUJESZ-MOTYWUJESZ ;) PROSZĘ PROSZĘ PROSZĘ ;)
KOCHAM WAS *.*
niedziela, 22 lutego 2015
sobota, 7 lutego 2015
Rozdział 10
Kiedy sobie tak szliśmy Ross cały czas coś robił na telefonie,nie lubię ciszy ale odezwać się nie odezwę,nie poniżę się aż tak.Kto by pomyślał,że przyjaźń zamieni się w nienawiść,przykre co nie.Ale ja się nie będę użalała,chciałam przejść przez ulicę,zauważając,że jedzie auto zatrzymałam się,chłopak,który miał wlepiony wzrok w telefon chciał już przechodzić kiedy zatrzymałam go w ostatniej chwili.I co dostałam w zamian
-Możesz mnie nie dotykać,nie życzę sobie tego.
-Wiesz gdybym Cię nie zatrzymała to byś wpadł pod samochód,wiesz jednak miałeś racje mogłam Cię nie ruszać.-powiedziałam ze sztucznym uśmieszkiem,chciałam sobie pójść ale chłopak złapał mnie za nadgarstek
-Co ty powiedziałaś?Przeproś-pokiwałam przecząco głową-Przeproś-zacisnął mocnej rękę,bolało ale nie przeproszę honor mi na to nie pozwala,a tak po za tym to za co?Za to,że mu życie uratowałam.Pff.-zadziora z ciebie ale zaraz to utemperujemy.-chciał już wygiąć mi rękę ale chyba jego koledzy zaczęli krzyczeć
-O hej Ross co to za panienka ?-zaczął się do mnie przymilać zmierzyłam go tylko chłodnym wzrokiem.Za chwile jego ręce powędrowały tam gdzie nie powinny,odepchnęłam kolesia-spokojnie mała ja tylko trochę tu trochę tam.-mówiąc to złapał mnie od tyłu w tali i zaczął przyciskać swoim ciałem do mojego,nie mogłam się uwolnić,kto by pomyślał,że Ross mnie uratuje
-Stary uwierz mi nie warto się za nią brać,ona ma już chłopaka.
-No nie dziwię się-popatrzył na mnie i puścił-Ej chcecie iść do Lolka na imprę ?
-Oooo, a z jakiej to okazji ?
-No wiesz moi straży wyjechali,więc czemu nie skorzystać z wolnej chaty ?-zaśmiali się i blondyn przybił piątkę jak dobrze pamiętam Lolkowi.
-To ja do was zaraz dojdę tylko odprowadzę Nell do domu.
-To ona nie idzie z nami ?-powiedział brunet
-Nie ja muszę iść do domu bo jutro mam....-nie dał mi dokończyć.Lolek złapał mnie za rękę i pociągnął w przeciwną stronę.
-Oj no weź raz kiedyś jest taka okazja- puścił mi oczko.Czemu nie może być fajnie,taa gdyby nie ich gadania po drodze.Mieli tylko jeden temat "dziewczyny 1-10" ale nie ich twarze tylko to czym oddychają.Kiedy byliśmy już pod domem byłam zdziwiona,że rodzice zostawili tak wielką chatę pod opieka tego nastolatka,muszą mu ufać.Dziewczyny widząc Ross'a rzuciły się na niego i to dosłownie, ja stojąc z boku zaczęłam się śmiać nawet nie wiecie jak to zabawnie wyglądało.Postanowiłam rozejrzeć się po domu,salon był ogromny podobał mi się kominek,kiedy chciałam iść zwiedzać dalej usłyszałam odgłosy "ach och ech" postanowiłam się wycofać i zostać w salonie.Usiadłam koło jakiś dwóch gostków,wydawali się spoko i nawet tacy byli.Rozmawialiśmy o muzyce i o swoich zainteresowaniach.Widząc na zegarku godzinę pierwszą postanowiłam się pożegnać i iść już do domu.Kiedy miałam już wychodzić Ross mnie zatrzymał
-Czekaj idę z tobą,w końcu miałem Cię odprowadzić.-pożegnał się z dziewczynami i swoimi przyjaciółmi i wyszedł za mną.Nie wiem po co chciał mnie odprowadzić jak i tak milczał,ale okey.Będą już prawie pod domem odezwał się,wow co nie
-Fajnych mam PRZYJACIÓŁ - strasznie to ostatnie słowo podkreślił,dobrze wiem o co mu chodzi.Będąc pod drzwiami powiedziałam.
-Szkoda,że ty taki nie jesteś- uśmiechnęłam się zwycięsko i weszłam do domu. .Kiedy byłam już u siebie poszłam się wykapać i spać,kładąc się zauważyłam że jest już wpół do drugiej.Rano wstałam nawet nawet gdyby nie liczyć bólu głowy.Zrobiłam sobie płatki spakowałam się,umyłam zęby, ubrałam się,wzięłam drugie śniadanie i poszłam do szkoły.Przed budynkiem czekała na mnie Vic przytuliłam ją na powitanie i weszłyśmy do pomieszczenia.Opowiedziałam jej wszystko co się wczoraj wydarzyło,była w szoku.Rozbrzmiał dzwonek poszłyśmy do sali najpierw mieliśmy matematykę,oczywiście pani wzięła mnie do odpowiedzi ale na szczęście poprzedni temat rozumiałam i dostałam pięć,cała klasa miała ubaw,tak jest zawsze kiedy odpowiadam.Później był angielki minął spokojnie,następnie w-f,muzyka,plastyka i do domu na szczęście.Kidy wracałam na uszach miałam słuchawki nagle ktoś mnie zatrzymał łapiąc mnie za rękę.Uff to była Rydel zsunęłam słuchawki z uszu
-Dziewczyno nie strasz tak bo można zawału dostać.Co tam ? Co ty tu robisz w ogóle?
-No sory.Teraz kiedy Cie odnalazłam już ci nie dam spokoju.-uśmiechnęła się
-Mam się bać ?
-Nie,chyba.-zaśmiałyśmy się-Ej chcesz dzisiaj do mnie przyjść ?
-Wiesz dzisiaj nie mogę bo prowadzę zajęcia.
-A mogę przyjść zboczyć jak wam idzie ?
-No jasne będziesz mile widziana.-uśmiechnęłam się.Pożegnałam się z blondynką i wróciłam do domu.Zjadłam obiad i wpadłam na Van,również jej wszystko opowiedziałam chyba mnie zlewała i połowy nie słuchała,nie wiem co się z nią dzieje.Poszłam szybko na górę ubrałam dresy i poszłam na zajęcia.Moja grupa na szczęście była już gotowa,porozciągali się więc mogłam zaczynać.
-Hej wam,u mnie dobrze u was pewnie też bo mnie widzicie ta ta ra ta,ale do rzeczy dzisiaj uczymy się Brakdance mój układ na dziś to.-zaczęłam im pokazywać-Raz..Dwa,Raz dwa trzy,hop hop cztery pięć sześć,przód tyły ,przód ,przód, bok ,obrót-itd.Moja grupa była dzisiaj nawet w formie,taniec im się spodobał więc szybko go załapali.-Okey to jeszcze raz-Kiedy mieliśmy zaczynać na sale weszła Rydel ale nie sama.Był jeszcze Ryland,Riker,Rocky,Ell,dziwne było to,że przyszli w strojach sportowych,ciekawe co trenują.Dziewczyny widząc chłopaków rzuciły się na nich,a ja poszłam przywitać się z Rydel po raz drugi.
-Już myślałam,że nie przyjdziecie ? Co się stało,że przyszliście w strojach sportowych?
-No wiesz mieliśmy nadzieje,że czegoś nas dzisiaj nauczysz ? - wyłonił się Riker spośród dziewczyn
-Hahaha- popatrzyli się na mnie ale nie śmiali się-Czyli wy tak na serio ?
-No serio,serio.-powiedział Rocky
-Okey to dobierzcie się w pary- Riker był z Sally brązowo okom blondyną,Rocky z Patty blondynką z niebieskimi oczami,Ryland z Rebeccą brunetką o niebieskich oczach,Rydel i Ell oczywiście razem,a ja z Victor'em.-Zatańczymy Rumbe.Trochę słów o niej,Partnerka w rumbie kusi i wymyka się, partner zaś prezentuje swą wybrankę i pozornie podejmuje jej grę, ale tak naprawdę to on prowadzi. Rumbę na turniejach tańca tańczy się jako trzecią z pięciu tańców latynoamerykańskich.Ciężar ciała musi być stale utrzymywany nad palcami stóp. Chodzenie w tym tańcu odbywa się na nogach przeprostowanych.-patrzyli się na mnie jak na debila-Dobra to ja wam to pokażę-włączyłam muzykę i zaczęłam tańczyć z moim partnerem.Raz,dwa,trzy,cztery,wolno,szybko,szybko i tak parę razy później obrót i ta Dam.-najważniejsze jest to że "Bohaterką" tego tańca jest kobieta, emanująca erotyzmem, który przenika każdy jej ruch, to na niej skupia się nasza uwaga.-Zaczęli tańczyć wychodziło im to...okropnie.Ale cóż to dopiero pierwszy raz,będzie lepiej.Oczywiście dziewczyny się wczuły,a że chłopacy byli tak rozkojarzeni ruchami zapomnieli co mają robić,jeszcze nigdy nie bolał mnie tak brzuch od śmiania się.Kiedy było koniec zajęć pożegnałam się z grupą i chciałam iść do domu ale zatrzymał mnie Rocky.
-Ej chcesz iść do nas na kolację będzie fajnie dawaj,Van i twoja mam już są u nas.
-Czy ja wiem jestem zmęczona,a dzisiaj dopiero poniedziałek jeszcze 4 dni do wolnego.
-Oj no prosimy-powiedział Ell z Rydel.Boziu jacy oni słodcy i jak tu odmówić.No cóż poszłam z nimi,cała drogę mnie męczyli żebym ich nauczyła dzisiejszego układu.Kiedy byliśmy już w domu poszłam się przywitać z mamą i ciocią.Na samym początku Ross zmierzył mnie wzrokiem koło niego siedziała Van,coś zaczął szeptać jej na ucho,a ona patrząc się na mnie zaczęła się śmiać.Ja go nie rozumiem to do Van się odzywa,a do mnie tylko wtedy kiedy chce mnie pojechać.Okey? Usiedliśmy przy stole,zaczęliśmy ze sobą rozmawiać.Rydel zaczęła opowiadać o dzisiejszych zajęciach o tym,że moja grupa jest zgrana i że zacznie uczęszczać na moje zajęcia.Nie powiem miłe to było,oczywiście całą sytuację musiał skomentować Ross
-Ona dobrze tańczy,pfff na pewno nie lepiej ode mnie.-chciałam załagodzić sytuację i powiedzieć coś w stylu "Na pewno nigdy Ci nie dorównam" ale Rydel mnie wyprzedziła.
-Hahaha jeszcze byś się zdziwił.Gdybyś ją dzisiaj zobaczył jak wywija swoim ciałkiem to by Ci japa opadła.-zaczęłam się śmiać, nie potrzebnie
-Tak Ci do śmiechu to dawaj do pojedynku,oni ocenią kto jest lepszy.
-Nie ja już nie mam siły jestem zmęczona.
-Cienias-powiedziała moja siostra i zaczęła się śmiać razem z Ross'em,kto by pomyślał,że moja własna siostra stanie się kiedyś moim wrogiem i od kiedy ona tak z Ross'em,jeszcze do mnie przyjdzie jak będzie potrzebowała porady sercowej,a takiego wała.Tak strasznie chce utrzeć im nosa ale wiadomo,ze Ross jest lepszy on tańczy od piątego roku życia,a ja od czternastego.A co jeśli mi coś nie wyjdzie i się zbłaźnię,a zresztą co mi szkodzi.
-Okey czemu nie przygotuj się na porażkę.-Uśmiechnęłam się do blondyna,kiedy mieliśmy zaczynać drzwi do domu się otworzyły a w holu stał.....
________________________________________________________________________
Sorki,że taki krótki ale jakoś weny nie mam ale obiecuje to już ostatni raz.
Jak myślicie kto to może być ?
Kto wygra ?
-Możesz mnie nie dotykać,nie życzę sobie tego.
-Wiesz gdybym Cię nie zatrzymała to byś wpadł pod samochód,wiesz jednak miałeś racje mogłam Cię nie ruszać.-powiedziałam ze sztucznym uśmieszkiem,chciałam sobie pójść ale chłopak złapał mnie za nadgarstek
-Co ty powiedziałaś?Przeproś-pokiwałam przecząco głową-Przeproś-zacisnął mocnej rękę,bolało ale nie przeproszę honor mi na to nie pozwala,a tak po za tym to za co?Za to,że mu życie uratowałam.Pff.-zadziora z ciebie ale zaraz to utemperujemy.-chciał już wygiąć mi rękę ale chyba jego koledzy zaczęli krzyczeć
-O hej Ross co to za panienka ?-zaczął się do mnie przymilać zmierzyłam go tylko chłodnym wzrokiem.Za chwile jego ręce powędrowały tam gdzie nie powinny,odepchnęłam kolesia-spokojnie mała ja tylko trochę tu trochę tam.-mówiąc to złapał mnie od tyłu w tali i zaczął przyciskać swoim ciałem do mojego,nie mogłam się uwolnić,kto by pomyślał,że Ross mnie uratuje
-Stary uwierz mi nie warto się za nią brać,ona ma już chłopaka.
-No nie dziwię się-popatrzył na mnie i puścił-Ej chcecie iść do Lolka na imprę ?
-Oooo, a z jakiej to okazji ?
-No wiesz moi straży wyjechali,więc czemu nie skorzystać z wolnej chaty ?-zaśmiali się i blondyn przybił piątkę jak dobrze pamiętam Lolkowi.
-To ja do was zaraz dojdę tylko odprowadzę Nell do domu.
-To ona nie idzie z nami ?-powiedział brunet
-Nie ja muszę iść do domu bo jutro mam....-nie dał mi dokończyć.Lolek złapał mnie za rękę i pociągnął w przeciwną stronę.
-Oj no weź raz kiedyś jest taka okazja- puścił mi oczko.Czemu nie może być fajnie,taa gdyby nie ich gadania po drodze.Mieli tylko jeden temat "dziewczyny 1-10" ale nie ich twarze tylko to czym oddychają.Kiedy byliśmy już pod domem byłam zdziwiona,że rodzice zostawili tak wielką chatę pod opieka tego nastolatka,muszą mu ufać.Dziewczyny widząc Ross'a rzuciły się na niego i to dosłownie, ja stojąc z boku zaczęłam się śmiać nawet nie wiecie jak to zabawnie wyglądało.Postanowiłam rozejrzeć się po domu,salon był ogromny podobał mi się kominek,kiedy chciałam iść zwiedzać dalej usłyszałam odgłosy "ach och ech" postanowiłam się wycofać i zostać w salonie.Usiadłam koło jakiś dwóch gostków,wydawali się spoko i nawet tacy byli.Rozmawialiśmy o muzyce i o swoich zainteresowaniach.Widząc na zegarku godzinę pierwszą postanowiłam się pożegnać i iść już do domu.Kiedy miałam już wychodzić Ross mnie zatrzymał
-Czekaj idę z tobą,w końcu miałem Cię odprowadzić.-pożegnał się z dziewczynami i swoimi przyjaciółmi i wyszedł za mną.Nie wiem po co chciał mnie odprowadzić jak i tak milczał,ale okey.Będą już prawie pod domem odezwał się,wow co nie
-Fajnych mam PRZYJACIÓŁ - strasznie to ostatnie słowo podkreślił,dobrze wiem o co mu chodzi.Będąc pod drzwiami powiedziałam.
-Szkoda,że ty taki nie jesteś- uśmiechnęłam się zwycięsko i weszłam do domu. .Kiedy byłam już u siebie poszłam się wykapać i spać,kładąc się zauważyłam że jest już wpół do drugiej.Rano wstałam nawet nawet gdyby nie liczyć bólu głowy.Zrobiłam sobie płatki spakowałam się,umyłam zęby, ubrałam się,wzięłam drugie śniadanie i poszłam do szkoły.Przed budynkiem czekała na mnie Vic przytuliłam ją na powitanie i weszłyśmy do pomieszczenia.Opowiedziałam jej wszystko co się wczoraj wydarzyło,była w szoku.Rozbrzmiał dzwonek poszłyśmy do sali najpierw mieliśmy matematykę,oczywiście pani wzięła mnie do odpowiedzi ale na szczęście poprzedni temat rozumiałam i dostałam pięć,cała klasa miała ubaw,tak jest zawsze kiedy odpowiadam.Później był angielki minął spokojnie,następnie w-f,muzyka,plastyka i do domu na szczęście.Kidy wracałam na uszach miałam słuchawki nagle ktoś mnie zatrzymał łapiąc mnie za rękę.Uff to była Rydel zsunęłam słuchawki z uszu
-Dziewczyno nie strasz tak bo można zawału dostać.Co tam ? Co ty tu robisz w ogóle?
-No sory.Teraz kiedy Cie odnalazłam już ci nie dam spokoju.-uśmiechnęła się
-Mam się bać ?
-Nie,chyba.-zaśmiałyśmy się-Ej chcesz dzisiaj do mnie przyjść ?
-Wiesz dzisiaj nie mogę bo prowadzę zajęcia.
-A mogę przyjść zboczyć jak wam idzie ?
-No jasne będziesz mile widziana.-uśmiechnęłam się.Pożegnałam się z blondynką i wróciłam do domu.Zjadłam obiad i wpadłam na Van,również jej wszystko opowiedziałam chyba mnie zlewała i połowy nie słuchała,nie wiem co się z nią dzieje.Poszłam szybko na górę ubrałam dresy i poszłam na zajęcia.Moja grupa na szczęście była już gotowa,porozciągali się więc mogłam zaczynać.
-Hej wam,u mnie dobrze u was pewnie też bo mnie widzicie ta ta ra ta,ale do rzeczy dzisiaj uczymy się Brakdance mój układ na dziś to.-zaczęłam im pokazywać-Raz..Dwa,Raz dwa trzy,hop hop cztery pięć sześć,przód tyły ,przód ,przód, bok ,obrót-itd.Moja grupa była dzisiaj nawet w formie,taniec im się spodobał więc szybko go załapali.-Okey to jeszcze raz-Kiedy mieliśmy zaczynać na sale weszła Rydel ale nie sama.Był jeszcze Ryland,Riker,Rocky,Ell,dziwne było to,że przyszli w strojach sportowych,ciekawe co trenują.Dziewczyny widząc chłopaków rzuciły się na nich,a ja poszłam przywitać się z Rydel po raz drugi.
-Już myślałam,że nie przyjdziecie ? Co się stało,że przyszliście w strojach sportowych?
-No wiesz mieliśmy nadzieje,że czegoś nas dzisiaj nauczysz ? - wyłonił się Riker spośród dziewczyn
-Hahaha- popatrzyli się na mnie ale nie śmiali się-Czyli wy tak na serio ?
-No serio,serio.-powiedział Rocky
-Okey to dobierzcie się w pary- Riker był z Sally brązowo okom blondyną,Rocky z Patty blondynką z niebieskimi oczami,Ryland z Rebeccą brunetką o niebieskich oczach,Rydel i Ell oczywiście razem,a ja z Victor'em.-Zatańczymy Rumbe.Trochę słów o niej,Partnerka w rumbie kusi i wymyka się, partner zaś prezentuje swą wybrankę i pozornie podejmuje jej grę, ale tak naprawdę to on prowadzi. Rumbę na turniejach tańca tańczy się jako trzecią z pięciu tańców latynoamerykańskich.Ciężar ciała musi być stale utrzymywany nad palcami stóp. Chodzenie w tym tańcu odbywa się na nogach przeprostowanych.-patrzyli się na mnie jak na debila-Dobra to ja wam to pokażę-włączyłam muzykę i zaczęłam tańczyć z moim partnerem.Raz,dwa,trzy,cztery,wolno,szybko,szybko i tak parę razy później obrót i ta Dam.-najważniejsze jest to że "Bohaterką" tego tańca jest kobieta, emanująca erotyzmem, który przenika każdy jej ruch, to na niej skupia się nasza uwaga.-Zaczęli tańczyć wychodziło im to...okropnie.Ale cóż to dopiero pierwszy raz,będzie lepiej.Oczywiście dziewczyny się wczuły,a że chłopacy byli tak rozkojarzeni ruchami zapomnieli co mają robić,jeszcze nigdy nie bolał mnie tak brzuch od śmiania się.Kiedy było koniec zajęć pożegnałam się z grupą i chciałam iść do domu ale zatrzymał mnie Rocky.
-Ej chcesz iść do nas na kolację będzie fajnie dawaj,Van i twoja mam już są u nas.
-Czy ja wiem jestem zmęczona,a dzisiaj dopiero poniedziałek jeszcze 4 dni do wolnego.
-Oj no prosimy-powiedział Ell z Rydel.Boziu jacy oni słodcy i jak tu odmówić.No cóż poszłam z nimi,cała drogę mnie męczyli żebym ich nauczyła dzisiejszego układu.Kiedy byliśmy już w domu poszłam się przywitać z mamą i ciocią.Na samym początku Ross zmierzył mnie wzrokiem koło niego siedziała Van,coś zaczął szeptać jej na ucho,a ona patrząc się na mnie zaczęła się śmiać.Ja go nie rozumiem to do Van się odzywa,a do mnie tylko wtedy kiedy chce mnie pojechać.Okey? Usiedliśmy przy stole,zaczęliśmy ze sobą rozmawiać.Rydel zaczęła opowiadać o dzisiejszych zajęciach o tym,że moja grupa jest zgrana i że zacznie uczęszczać na moje zajęcia.Nie powiem miłe to było,oczywiście całą sytuację musiał skomentować Ross
-Ona dobrze tańczy,pfff na pewno nie lepiej ode mnie.-chciałam załagodzić sytuację i powiedzieć coś w stylu "Na pewno nigdy Ci nie dorównam" ale Rydel mnie wyprzedziła.
-Hahaha jeszcze byś się zdziwił.Gdybyś ją dzisiaj zobaczył jak wywija swoim ciałkiem to by Ci japa opadła.-zaczęłam się śmiać, nie potrzebnie
-Tak Ci do śmiechu to dawaj do pojedynku,oni ocenią kto jest lepszy.
-Nie ja już nie mam siły jestem zmęczona.
-Cienias-powiedziała moja siostra i zaczęła się śmiać razem z Ross'em,kto by pomyślał,że moja własna siostra stanie się kiedyś moim wrogiem i od kiedy ona tak z Ross'em,jeszcze do mnie przyjdzie jak będzie potrzebowała porady sercowej,a takiego wała.Tak strasznie chce utrzeć im nosa ale wiadomo,ze Ross jest lepszy on tańczy od piątego roku życia,a ja od czternastego.A co jeśli mi coś nie wyjdzie i się zbłaźnię,a zresztą co mi szkodzi.
-Okey czemu nie przygotuj się na porażkę.-Uśmiechnęłam się do blondyna,kiedy mieliśmy zaczynać drzwi do domu się otworzyły a w holu stał.....
________________________________________________________________________
Sorki,że taki krótki ale jakoś weny nie mam ale obiecuje to już ostatni raz.
Jak myślicie kto to może być ?
Kto wygra ?
środa, 28 stycznia 2015
Rozdział 9
Jak co dzień byłam sobie na porannym spacerze, żeby porobić zdjęcia.Kiedy znalazłam pięknego ptaka, jeszcze tak świetnie padało na niego wschodzące słońce, że aż grzechem byłoby nie zrobić mu zdjęcia.Kiedy już miałam wszystko ustawione, miałam klikać ale nagle ktoś krzyknął strasząc mnie i tym samym płosząc ptaka, i zostało mi samo oświetlenie.To był ten gościu z klubu.
-Ty...aaaa..-byłam tak wkurzona że nawet nie potrafiłam na niego nakrzyczeć.
- Tak to ja-popatrzyłam się na niego ze złością-a może jednak nie ,co ci tak zależało na tym ptaku ?
-Nie widziałeś jaki on był piękny ?
-To chyba nie widziałaś mojego-no i nie chce.
-Tego liliputa ?-blondyn wyraczył oczy i widać było że jest zły
-Jeszcze byś się udławiła-uśmiechnął się tryumfalnie
-Chyba powietrzem - powiedziałam usatysfakcjonowana-a za tego ptaka to cię nienawidzę.-i odeszłam
-Wzajemnie- krzyknął chłopak.Wchodząc do domu zauważyłam że mama już nie śpi.No tak dzisiaj idziemy do kościoła.Poszłam szybko na górę przebrałam się w czarną koronkową sukienkę i czarne koturny do tego wisiorek,który dostałam od taty jeszcze jak byłam mała.Tak strasznie mi go brakuje.Schodząc na dół spostrzegłam się że Van jeszcze nie ma,zawsze jest gotowa.
-Mamo,a Van nie idzie do kościoła ?
-Nie, dajmy jej spać dobrze wiesz jaka jest marudna jak się nie wyśpi.-no to prawda,nie da się żyć z takim człowiekiem.Kiedy wyszłyśmy z mamą cała drogę opowiadała mi nowe kawały jakie usłyszała w pracy.Tak moja mam pracuje,lepiej się już czuje ale to nie zmienia faktu, że nie powinna,ale nie będę się kłócić bo i tak mnie nie posłucha.Niedziela to jedyny dzień,w którym możemy być razem bo cały tydzień mama pracuje.Kiedy msza się skończyła poszłyśmy na cmentarz,a później do domu.Mamie nie kończyły się kawały,co z tego że koniec mówiła na początku i tak były śmieszne,po za tym ja jestem pod wrażeniem bo spalić kawał to jest wielka sztuka.Mama chciała ze mną jeszcze iść na zakupy więc poszłyśmy na targ,a że były duże kolejki to ja poszłam do jednej,a mama do drugiej.Stanęłam za blondynką przy warzywach
-O hej dzięki tobie nie jestem ostatnia-zaśmiałam się z dziewczyną-jestem Rydel, a ty ?
-Hej Nell.Teraz ja jestem ostatnia,ale podobno ostatni stają się pierwszymi.
-Jak masz na imię ?-zapytała tak jak by zdziwiona,ciekawe dlaczego.
-Nell ?
-Nie pamiętasz mnie ? To ja Rydel Lynch,ta co Ci dała lalkę i ta co była twoją przyjaciółką.-WoW jestem w szoku,przytuliłam się do blondynki dziewczyna to odwzajemniła.
-Boziu ale ty się zmieniłaś.Co za spotkanie przy warzywniaku.-zaśmiałyśmy się.Opowiadaj co tam u was ?-i zaczęła opowiadać,że ma zespół z rodzeństwem i przyjacielem,musieli się tu przeprowadzić w sprawach biznesowych,a że im się tu spodobało to zostaną na zawsze.Że Ross się zmienił na gorsze.I że wszyscy za mną tęsknią.Kiedy z dziewczyną kupiłam to co potrzebuje poszłam do mamy okazało się że moja mama odnalazła ciocię Stormie.Nie mogę w to uwierzyć co za spotkanie,haha na targu.
-Słuchajcie mam taki pomysł może zrobię dzisiaj grilla i się wszyscy razem znowu spotkamy?-powiedziała ciocia, nie jestem zbytnio za
-No to będzie dobry pomysł,to co znowu razem ?-jak to? to jest zły pomysł.
- Pod warunkiem że się już nie wyprowadzicie.
-Nie ma mowy.-Stormie powiedziała nam jeszcze gdzie mieszka i o której mamy przyjść i się rozeszłyśmy.
-Mamo słuchaj bo ja się jakoś tak źle czuję i nie wiem czy dam radę iść na grilla.
-Coś kręcisz dobrze wiem,że się boisz spotkać z przyjaciółmi no i Ross'em ale daj spokój raz się żyje.-kurczę ja to mam dzisiaj pecha nie dość,że ten tleniony to jeszcze to spotkanie.Ale okey jestem silną dziewczyną,która przetrwa wszystko.Kiedy wróciliśmy do domu Van siedziała w kuchni i zajadała się płatkami.Widać było że nie ma dobrego humoru.
-Hej dzisiaj idziemy na grilla.-powiedziałam oschle,dziewczynie się to nie spodobało
-Ja nigdzie nie idę,nie obchodzi mnie gdzie i do kog.-powiedziała na fochu i poszła do pokoju.
-Mamo to jest niesprawiedliwe,ja muszę iść,a ona nie ?
-Oj no weź zostawisz mnie samą ?-powiedziała udawanym smutnym głosem,niby wiedziałam,że udaje ale i tak było mi szkoda zostawiać ją samą.Poszłam się przebrać,ubrałam czarne rurki,różowa bokserkę i do tego czarne trampki.Rozpuściłam włosy i zeszłam na dół,moja mam była już gotowa.Wychodząc krzyknęłam"wychodzę"usłyszałam tylko "no i dobrze"i się z mamą zaśmiałam .W końcu doszliśmy do wyznaczonego domu.Kiedy mama zapukała chciałam się wycofać ale mnie złapała za rękę.Otworzył mi wujek,jego słowa zmieniły moje nastawienie co do dzisiejszego grilla
-Oooo czyżby moja księżniczka wróciła w końcu do mnie ?-o czy to nie jest słodkie.
-Jakby mogło być inaczej.-uśmiechnęłam się do wujka i go przytuliłam,poczułam się tak jak kiedyś
-Heeeej. Jak miło że przyszłaś myślałam, że nie przyjdziesz.-no i dobrze myślałaś
-Nie no co ty darmowe żarcie kto by nie skorzystał- uśmiechnęłam się blondynka to odwzajemniła.
-Dziewczyny idźcie zawołać chłopaków i spotykamy się na ogródku.-nie ale po co ?
-Okey-powiedziała blondynka i łapiąc mnie za rękę pociągnęła po schodach,kiedy byłam już na górze,złapał mnie stres i się zatrzymałam.
-Stresujesz się co nie? Wiesz,że nie ma czym.Riker jest wiecznie zadowolony,Rocky lubi nowe znajomości,ale teraz to tylko ją odbuduj,zobaczysz Ell,Ryland cię po chwili pokochają,a Ross'em się nie przejmuj strasznie się zmienił,ale dasz radę.-no to mnie podniosła na duchu.Najpierw poszłyśmy po Rocky'ego,okazało się ze byli u niego wszyscy, oprócz Ross'a nawet nie wiecie jak się cieszyłam.
-Hej siora kogo nam przyprowadziłaś?-blondyn zmierzył mnie wzrokiem ma szczęście, że z uśmiechem.
-To jest Nell pamiętacie dziewczyna która kocha chowanego.-popatrzyli się na mnie tak jak by się przez chwile zacieli,za chwile podszedł do mnie chyba Ell
-No i ? Myślisz,że się teraz ucieszymy co nie?-okey zaczynam się bać -ale nie my cię wyściskamy-i mnie mocno ścisnął po chwili podeszła do mnie reszta i co? Grupowy uścisk to nie możliwe, że tak łatwo poszło.
-Okey to wy idźcie już do ogródka bo mama woła,a my idziemy jeszcze po Ross'a.
-A ja nie mogę iść z chłopakami ?
-Nie ty idziesz ze mną.-i pociągnęła mnie za sobą.Kiedy stałyśmy przed drzwiami słychać było brzmienie gitary i jakieś pod śpiewki.Kiedy Rydel zapukała nie usłyszała proszę więc weszła,kiedy weszłam chłopak miał nawet czysto nad jego łóżkiem wisiał obraz taki zagmatwany,on siedział na krześle tyłem do nas.
-Nie powiedziałem proszę, a ty i tak weszłaś.Czego ode mnie chcesz?-głos był znajomy
-I tak dobrze wiem,że byś się nie odezwał chciałam ci powiedzieć,że mamy gościa i rodzice robią grilla.
-A ten gość to?-i odwrócił się.To Tleniony? Nie no kto by się spodziewał,ale serio.-oo,a my się już znamy,dzisiaj przyjaźnie mnie powitała rano-powiedział sarkazmem patrząc się na mnie z byka.
-To ty wiedziałeś,że to jest Nell i nic minie powiedziałeś ?
-A ty ją znasz?To jakaś dziewczyna z imprezy, a ty na nie nie chodzisz skąd masz ją znać?
-A ty wiesz,że to jest ta Nell co się z nią droczyłeś kiedyś jak byłeś mały?-chłopak popatrzył się na mnie
-I co myślisz,że ci padnę teraz do stóp i powiem jak to ja nie tęskniłem ?Jeżeli tak to mylisz się.Po co przyszłaś żeby znowu po jakimś czasie się wyprowadzić?
-Nie chciałam się tylko z tobą przywitać ale z takim człowiekiem jak ty nie warto nawet się odzywać.-i wyszłam nie miałam ochoty ani na nie go patrzeć ani się odzywać.Usłyszałam tylko jak Rydel mówi "co za przywitanie" Kiedy byłam już na ogródku usiadłam między Rockym ,a Ellem nawet nie wiecie jacy z nich debile,ale oczywiście pozytywnie.Nagle wujek włączył muzykę i wziął mnie do tańca,poczułam się tak jak kiedyś kiedy wujek mną zakręcił wpadłam w ramiona Riker'a.Kiedy z nim tańczyłam do ogródka wszedł Ross.Co się stało że przyszedł? Usiadł koło Rydel cały czas coś szeptali i patrzyli się na mnie,kiedy moje i Ross'a spojrzenia się spotkało poczułam taki chłód postanowiłam nie przejmować się nimi i tańczyłam dalej.Zaczęła się wolna piosenka chciałam sobie już usiąść ale Rocky teraz zaczął mnie męczyć,a co tam raz się żyje.Kiedy tańczyliśmy zobaczyłam,że Rydel i Ell się do siebie przytulają to takie słodkie.
-Co też byś tak chciała?
-Wiesz nie zaprzeczę-uśmiechnęłam się do bruneta on odwzajemnił usmiech
-To wiesz jak chcesz-i mnie objął ale oczywiście po przyjacielsku zaczęliśmy się śmiać.Cały czas czułam na sobie to zimne spojrzenie.Niby kiedyś się tak przyjaźniliśmy,a teraz jest on dla mnie kompletnie obcym człowiekiem.Ale ważne,że reszta mnie zaakceptowała.Kiedy piosenka się skończyła poszłam usiąść wszyscy tańczyli oprócz Ross'a.Chłopak się przesiadł bliżej mnie i zaczął rozmowę
-Widzę,że ci Rocky wpadł w oko -chciałam zaprzeczyć ale mi nie dał dojść do słowa-i co jego też zostawisz po pewnym czasie?-powiedział z obrzydliwą pewnością siebie
-Jesteś świnią,dobrze wiesz,że wyjechałam dla dobra mamy.A Rocky to tylko mój przyjaciel.O co tobie chodzi strasznie się zmieniłeś ?
-Chodzi mi o to,że obiecałaś mi,że będziesz wysyłać listy dostałem tylko jeden przez te dziesięć lat.To życie mnie zmieniło.
-Wysłałam chyba z dziesięć,a ty mi obiecałeś,że znajdziemy się i dalej będziemy przyjaciółmi widzisz i ty i ja się zawiedliśmy na swoich obietnicach.-powiedziałam odchodząc od stołu i pożegnałam się z resztą,wytłumaczyłam,że jutro mam zajęcie i szkołę i że jest już późno.Oczywiście ten wieczór nie mógł sie skończyć radośnie bo Stormie wpadła na pomysł,że moja mama może u nich nocować,a Ross ma mnie odprowadzić.To była długa i ciężka podróż.
____________________________________________________________________
Hej Hej Hej *.* co tam u was :D u mnie nawet nawet jest jeden minus bo kończą mi się ferie.Tak strasznie się cieszę że komentujecie.Oczywiście moje czytelniczki/czytelników kocham :*
KOMENTUJESZ =MOTYWUJESZ
Tak na zachętę. Czy to nie nie jest boskie *.*
-Ty...aaaa..-byłam tak wkurzona że nawet nie potrafiłam na niego nakrzyczeć.
- Tak to ja-popatrzyłam się na niego ze złością-a może jednak nie ,co ci tak zależało na tym ptaku ?
-Nie widziałeś jaki on był piękny ?
-To chyba nie widziałaś mojego-no i nie chce.
-Tego liliputa ?-blondyn wyraczył oczy i widać było że jest zły
-Jeszcze byś się udławiła-uśmiechnął się tryumfalnie
-Chyba powietrzem - powiedziałam usatysfakcjonowana-a za tego ptaka to cię nienawidzę.-i odeszłam
-Wzajemnie- krzyknął chłopak.Wchodząc do domu zauważyłam że mama już nie śpi.No tak dzisiaj idziemy do kościoła.Poszłam szybko na górę przebrałam się w czarną koronkową sukienkę i czarne koturny do tego wisiorek,który dostałam od taty jeszcze jak byłam mała.Tak strasznie mi go brakuje.Schodząc na dół spostrzegłam się że Van jeszcze nie ma,zawsze jest gotowa.
-Mamo,a Van nie idzie do kościoła ?
-Nie, dajmy jej spać dobrze wiesz jaka jest marudna jak się nie wyśpi.-no to prawda,nie da się żyć z takim człowiekiem.Kiedy wyszłyśmy z mamą cała drogę opowiadała mi nowe kawały jakie usłyszała w pracy.Tak moja mam pracuje,lepiej się już czuje ale to nie zmienia faktu, że nie powinna,ale nie będę się kłócić bo i tak mnie nie posłucha.Niedziela to jedyny dzień,w którym możemy być razem bo cały tydzień mama pracuje.Kiedy msza się skończyła poszłyśmy na cmentarz,a później do domu.Mamie nie kończyły się kawały,co z tego że koniec mówiła na początku i tak były śmieszne,po za tym ja jestem pod wrażeniem bo spalić kawał to jest wielka sztuka.Mama chciała ze mną jeszcze iść na zakupy więc poszłyśmy na targ,a że były duże kolejki to ja poszłam do jednej,a mama do drugiej.Stanęłam za blondynką przy warzywach
-O hej dzięki tobie nie jestem ostatnia-zaśmiałam się z dziewczyną-jestem Rydel, a ty ?
-Hej Nell.Teraz ja jestem ostatnia,ale podobno ostatni stają się pierwszymi.
-Jak masz na imię ?-zapytała tak jak by zdziwiona,ciekawe dlaczego.
-Nell ?
-Nie pamiętasz mnie ? To ja Rydel Lynch,ta co Ci dała lalkę i ta co była twoją przyjaciółką.-WoW jestem w szoku,przytuliłam się do blondynki dziewczyna to odwzajemniła.
-Boziu ale ty się zmieniłaś.Co za spotkanie przy warzywniaku.-zaśmiałyśmy się.Opowiadaj co tam u was ?-i zaczęła opowiadać,że ma zespół z rodzeństwem i przyjacielem,musieli się tu przeprowadzić w sprawach biznesowych,a że im się tu spodobało to zostaną na zawsze.Że Ross się zmienił na gorsze.I że wszyscy za mną tęsknią.Kiedy z dziewczyną kupiłam to co potrzebuje poszłam do mamy okazało się że moja mama odnalazła ciocię Stormie.Nie mogę w to uwierzyć co za spotkanie,haha na targu.
-Słuchajcie mam taki pomysł może zrobię dzisiaj grilla i się wszyscy razem znowu spotkamy?-powiedziała ciocia, nie jestem zbytnio za
-No to będzie dobry pomysł,to co znowu razem ?-jak to? to jest zły pomysł.
- Pod warunkiem że się już nie wyprowadzicie.
-Nie ma mowy.-Stormie powiedziała nam jeszcze gdzie mieszka i o której mamy przyjść i się rozeszłyśmy.
-Mamo słuchaj bo ja się jakoś tak źle czuję i nie wiem czy dam radę iść na grilla.
-Coś kręcisz dobrze wiem,że się boisz spotkać z przyjaciółmi no i Ross'em ale daj spokój raz się żyje.-kurczę ja to mam dzisiaj pecha nie dość,że ten tleniony to jeszcze to spotkanie.Ale okey jestem silną dziewczyną,która przetrwa wszystko.Kiedy wróciliśmy do domu Van siedziała w kuchni i zajadała się płatkami.Widać było że nie ma dobrego humoru.
-Hej dzisiaj idziemy na grilla.-powiedziałam oschle,dziewczynie się to nie spodobało
-Ja nigdzie nie idę,nie obchodzi mnie gdzie i do kog.-powiedziała na fochu i poszła do pokoju.
-Mamo to jest niesprawiedliwe,ja muszę iść,a ona nie ?
-Oj no weź zostawisz mnie samą ?-powiedziała udawanym smutnym głosem,niby wiedziałam,że udaje ale i tak było mi szkoda zostawiać ją samą.Poszłam się przebrać,ubrałam czarne rurki,różowa bokserkę i do tego czarne trampki.Rozpuściłam włosy i zeszłam na dół,moja mam była już gotowa.Wychodząc krzyknęłam"wychodzę"usłyszałam tylko "no i dobrze"i się z mamą zaśmiałam .W końcu doszliśmy do wyznaczonego domu.Kiedy mama zapukała chciałam się wycofać ale mnie złapała za rękę.Otworzył mi wujek,jego słowa zmieniły moje nastawienie co do dzisiejszego grilla
-Oooo czyżby moja księżniczka wróciła w końcu do mnie ?-o czy to nie jest słodkie.
-Jakby mogło być inaczej.-uśmiechnęłam się do wujka i go przytuliłam,poczułam się tak jak kiedyś
-Heeeej. Jak miło że przyszłaś myślałam, że nie przyjdziesz.-no i dobrze myślałaś
-Nie no co ty darmowe żarcie kto by nie skorzystał- uśmiechnęłam się blondynka to odwzajemniła.
-Dziewczyny idźcie zawołać chłopaków i spotykamy się na ogródku.-nie ale po co ?
-Okey-powiedziała blondynka i łapiąc mnie za rękę pociągnęła po schodach,kiedy byłam już na górze,złapał mnie stres i się zatrzymałam.
-Stresujesz się co nie? Wiesz,że nie ma czym.Riker jest wiecznie zadowolony,Rocky lubi nowe znajomości,ale teraz to tylko ją odbuduj,zobaczysz Ell,Ryland cię po chwili pokochają,a Ross'em się nie przejmuj strasznie się zmienił,ale dasz radę.-no to mnie podniosła na duchu.Najpierw poszłyśmy po Rocky'ego,okazało się ze byli u niego wszyscy, oprócz Ross'a nawet nie wiecie jak się cieszyłam.
-Hej siora kogo nam przyprowadziłaś?-blondyn zmierzył mnie wzrokiem ma szczęście, że z uśmiechem.
-To jest Nell pamiętacie dziewczyna która kocha chowanego.-popatrzyli się na mnie tak jak by się przez chwile zacieli,za chwile podszedł do mnie chyba Ell
-No i ? Myślisz,że się teraz ucieszymy co nie?-okey zaczynam się bać -ale nie my cię wyściskamy-i mnie mocno ścisnął po chwili podeszła do mnie reszta i co? Grupowy uścisk to nie możliwe, że tak łatwo poszło.
-Okey to wy idźcie już do ogródka bo mama woła,a my idziemy jeszcze po Ross'a.
-A ja nie mogę iść z chłopakami ?
-Nie ty idziesz ze mną.-i pociągnęła mnie za sobą.Kiedy stałyśmy przed drzwiami słychać było brzmienie gitary i jakieś pod śpiewki.Kiedy Rydel zapukała nie usłyszała proszę więc weszła,kiedy weszłam chłopak miał nawet czysto nad jego łóżkiem wisiał obraz taki zagmatwany,on siedział na krześle tyłem do nas.
-Nie powiedziałem proszę, a ty i tak weszłaś.Czego ode mnie chcesz?-głos był znajomy
-I tak dobrze wiem,że byś się nie odezwał chciałam ci powiedzieć,że mamy gościa i rodzice robią grilla.
-A ten gość to?-i odwrócił się.To Tleniony? Nie no kto by się spodziewał,ale serio.-oo,a my się już znamy,dzisiaj przyjaźnie mnie powitała rano-powiedział sarkazmem patrząc się na mnie z byka.
-To ty wiedziałeś,że to jest Nell i nic minie powiedziałeś ?
-A ty ją znasz?To jakaś dziewczyna z imprezy, a ty na nie nie chodzisz skąd masz ją znać?
-A ty wiesz,że to jest ta Nell co się z nią droczyłeś kiedyś jak byłeś mały?-chłopak popatrzył się na mnie
-I co myślisz,że ci padnę teraz do stóp i powiem jak to ja nie tęskniłem ?Jeżeli tak to mylisz się.Po co przyszłaś żeby znowu po jakimś czasie się wyprowadzić?
-Nie chciałam się tylko z tobą przywitać ale z takim człowiekiem jak ty nie warto nawet się odzywać.-i wyszłam nie miałam ochoty ani na nie go patrzeć ani się odzywać.Usłyszałam tylko jak Rydel mówi "co za przywitanie" Kiedy byłam już na ogródku usiadłam między Rockym ,a Ellem nawet nie wiecie jacy z nich debile,ale oczywiście pozytywnie.Nagle wujek włączył muzykę i wziął mnie do tańca,poczułam się tak jak kiedyś kiedy wujek mną zakręcił wpadłam w ramiona Riker'a.Kiedy z nim tańczyłam do ogródka wszedł Ross.Co się stało że przyszedł? Usiadł koło Rydel cały czas coś szeptali i patrzyli się na mnie,kiedy moje i Ross'a spojrzenia się spotkało poczułam taki chłód postanowiłam nie przejmować się nimi i tańczyłam dalej.Zaczęła się wolna piosenka chciałam sobie już usiąść ale Rocky teraz zaczął mnie męczyć,a co tam raz się żyje.Kiedy tańczyliśmy zobaczyłam,że Rydel i Ell się do siebie przytulają to takie słodkie.
-Co też byś tak chciała?
-Wiesz nie zaprzeczę-uśmiechnęłam się do bruneta on odwzajemnił usmiech
-To wiesz jak chcesz-i mnie objął ale oczywiście po przyjacielsku zaczęliśmy się śmiać.Cały czas czułam na sobie to zimne spojrzenie.Niby kiedyś się tak przyjaźniliśmy,a teraz jest on dla mnie kompletnie obcym człowiekiem.Ale ważne,że reszta mnie zaakceptowała.Kiedy piosenka się skończyła poszłam usiąść wszyscy tańczyli oprócz Ross'a.Chłopak się przesiadł bliżej mnie i zaczął rozmowę
-Widzę,że ci Rocky wpadł w oko -chciałam zaprzeczyć ale mi nie dał dojść do słowa-i co jego też zostawisz po pewnym czasie?-powiedział z obrzydliwą pewnością siebie
-Jesteś świnią,dobrze wiesz,że wyjechałam dla dobra mamy.A Rocky to tylko mój przyjaciel.O co tobie chodzi strasznie się zmieniłeś ?
-Chodzi mi o to,że obiecałaś mi,że będziesz wysyłać listy dostałem tylko jeden przez te dziesięć lat.To życie mnie zmieniło.
-Wysłałam chyba z dziesięć,a ty mi obiecałeś,że znajdziemy się i dalej będziemy przyjaciółmi widzisz i ty i ja się zawiedliśmy na swoich obietnicach.-powiedziałam odchodząc od stołu i pożegnałam się z resztą,wytłumaczyłam,że jutro mam zajęcie i szkołę i że jest już późno.Oczywiście ten wieczór nie mógł sie skończyć radośnie bo Stormie wpadła na pomysł,że moja mama może u nich nocować,a Ross ma mnie odprowadzić.To była długa i ciężka podróż.
____________________________________________________________________
Hej Hej Hej *.* co tam u was :D u mnie nawet nawet jest jeden minus bo kończą mi się ferie.Tak strasznie się cieszę że komentujecie.Oczywiście moje czytelniczki/czytelników kocham :*
KOMENTUJESZ =MOTYWUJESZ
Tak na zachętę. Czy to nie nie jest boskie *.*
piątek, 23 stycznia 2015
Rozdział 7
Oczywiście dzień jak co dzień.Najpierw zjedliśmy razem śniadanie, powygłupialiśmy się, jak by to inaczej.No ale tato niestety musiał jechać do pracy, kiedy się żegnał dał nam buziaka no i powiedział
-Macie się słuchać mamusi tak ?
-Tak jest .- dałyśmy tacie buziaki w policzek no i się pożegnał czule z mamą.Kiedy tato wyszedł mama wpadła na pomysł żeby wziąć Margaret i iść na spacer byłam za bo lubię wozić małą Alice w wózku.Kiedy się ubrałyśmy i byłyśmy już gotowe, ktoś zapukał do drzwi to na pewno ciocia Margaret i mała Alice.Kiedy wyszłyśmy z domu kierowałyśmy się w stronę parku.Kobitki rozmawiały sobie z tyłu, a ja i Van razem z Alice wyprułyśmy do przodu.
-Nell ? Zastanawiałaś się kiedyś jak by to było gdybyśmy nie wyleciały ?
-Nie i nie chcę nawet o tym myśleć, bo jak zaczynam to nasuwa mi się tylko jedno imię Ross, którego nienawidzę.
-No co ty ? To był przecież nasz przyjaciel, to znaczy jest.
-Jeżeli chcesz to uważaj go dalej za przyjaciela, tylko zadaj sobie pytanie czy przyjaciele się tak zachowują.
-To znaczy jak?
-Sama ostatnio powiedziałaś że gdyby był moim przyjacielem to by dał mi jakiś znak co tam u niego.
-Ale ja to powiedziałam na spontanie.
-Oby tak dalej siostrzyczko, wtedy jesteś mądra.-uśmiechnęłam się i szłam przed siebie.Kiedy już wróciłyśmy do domu. Ja poszłam do swojego pokoju, a Van do swojego, a moja mama nadal gadała z Margaret.Kiedy ciocia już poszła to byłą godzina 20, a taty dalej nie było. Ale przysłał mamie SmS że się spóźni, kiedy mama zrobiła kolacje, nie czekając na tatę zjadłyśmy. I mama kazała nam się położyć spać. Kiedy już zasnęłam, nagle z dołu dobiegł dźwięk tłuczonego szkła, zdezorientowana i wystraszona, zbiegłam na dół razem z Van. Widok mnie zaskoczył mama w salonie klękała na podłodze,a wokół niej było stłuczone szkło.
-Mamo co się stało? - mama tylko płakała, i wskazała na telewizor. Leciały teraz wiadomości i była mowa o wypadku nagle prowadzący powiedział " Jestem na miejscu gdzie tir zderzył się z autem sześcioosobowym, na miejscu zginął nie jaki Max Norrington. Wygląda na to że nie było szans żeby kierowca auta przeżył.Błąd popełnił kierowca tira.Rodzinie poszkodowanych składam kondolencje" Cooo?? Oni...chyba...nie mówią... o moim.. tacie ? Prawda ? Powiedźcie że tak.Moja mama razem z Van siedziała na podłodze Van próbowała mamę uspokoić chociaż sama strasznie płakała. Nagle weszła Margaret z Gregiem. I szybko podbiegli do mamy nic nie mówiąc tylko się tuląc. Ja już nie mam siły szybko pobiegłam do swojego pokoju, otworzyłam gwałtownie drzwi od balkonu i krzyknęłam
-Czego ty ode mnie chcesz ? Co?! Dam Ci wszystko ale proszę oddaj mi mojego tatę- mówiłam przez łzy nie potrafiłam ich zatrzymać- Masz !- weszłam do pokoju i wzięłam swoje ulubione poduszeczki .-Ile chcesz jedną,dwie, a może trzy, a wiesz co masz wszystkie nie potrzebuje ich.- mówiąc te słowa zaczęłam wyrzucać poduszki za balkon ku górze, nagle weszła ciocia i mnie obezwładniła.
-Ciiii mała ciii chodź-próbowała mnie uspokoić
-Puść mnie, najlepiej zostaw, wyjdź co kol wiek ale puść mnie.- cały czas płakałam.Nagle ciocia mnie wtuliła w siebie.Ja też, już nie mam siły się opierać, teraz właśnie najbardziej potrzebuje oparcia.
-Straciłam swojego księcia jednocześnie najlepszego tatę na świecie, a co to jest za księżniczka bez swojego księcia, no powiedz.- ciocia zaczęła jeszcze bardziej płakać,widać było że chce mnie uspokoić ale sama nie potrafi.Minął tydzień, koniec ferii i jednocześnie pogrzeb mojego taty. Nikt go nie znał z mojej klasy ale przyszli, dla mnie, moja klasa jest kochana. Tydzień później była rozprawa w sądzie. Kiedy zobaczyliśmy kierowcę Van i mama się zdenerwowały, nie był on stary miał chyba z 20-30 lat nie więcej.Mama zaczęła na niego krzyczeć, a on zaczął nas przepraszać nagle zwrócił się do mnie i powiedział
-Przepraszam , ja naprawdę nie chciałem
-Wiem,ale nie przepraszaj już, twoje słowa nie zwrócą mi taty, a ty będziesz do końca życia żyć ze świadomością ze zabiłeś tatę małych dziewczynek- chłopka posmutniał- smutne prawda, teraz już wiesz jak się czuję, wiem ze mówisz to tylko dlatego żeby dostać mniejszy wyrok bo masz nadzieje że się nad tobą zlitujemy.Ale przykro mi to nie ode mnie zależy niestety,a wiesz dlaczego niestety, bo gdybym to ja była sędzią to bym cię nie wypościła z tego pierdla, byś tam gnił nawet bym się nad tobą nie zlitowała, ja będę do końca życia żyłą bez taty a ty tylko jak wyjdziesz z więzienia to zapomnisz.- chłopak się już nie odezwał, a policjanci którzy go trzymali patrzyli na mnie ze zdziwieniem, to chyba nic dziwnego że mówię to co myślę i czuję.Każdy dzień mijał tak samo, no tylko ze mamie pogorszył się stan i była w szpitalu,a nami opiekowała się Margaret. Już nasze życie nie było tak radosne jak kiedyś, teraz siedziałam cały czas w swoim pokoju i patrzyłam się w ścianę,brzdąkając na gitarze. No i oczywiście nie zabrakło rozmów z tatą, codziennie wieczorem, szłam na balkon.I tak dzień w dzień
Będąc na nocnych biegach przystałam,żeby się porozciągać, na szczęście nikogo nie było w pobliżu, mając już siedemnaście lat nie przestałam rozmawiać z tatą, wiem teraz pewnie powiecie ze to dziecinne, ale mam nadzieje że mnie wysłucha.Zaczynając biec dalej zapatrzyłam się gdzieś w dal biegłam jak by zahipnotyzowana, i usłyszałam tylko "uważaj", ale była za późno bo ktoś na mnie wjechał. Wstając zobaczyłam chłopaka w czarnych rurkach,w kapturze,trampkach i z różową deskorolką... taaa to bardzo męskie. byłam tak na niego zła, ale i zaczęłam się śmiać.Kiedy chłopak wstał popatrzył się na mnie ze wzrokiem zabójcy, nie powiem kolesie w kapturze mnie przerażają .
-No i z czego się tak śmiejesz ? Dopiero co cię potrąciłem bo ktoś tu nie potrafi uważać,a ty się śmiejesz ?!
-No właśnie tym ktosiem jesteś ty ! A tak po za tym to masz strasznie męska deskorolkę.- i zaczęłam się śmiać.
-Ha ha ha! Następnym razem może uważaj jak biegniesz co i rozglądaj się! Mozę ty potrzebujesz okularów?
-Bardzo śmieszne, nie!Mam nadzieje ze się już więcej nie spotkamy!
-Oooo lepiej tego nie mogłaś powiedzieć! - i odwróciłam się i pobiegłam w stronę domu. Kiedy weszłam do domu byłam strasznie zbulwersowana, Van od razu to za uwarzyła i się zapytała
-Hej coś się stało ?
-Wiesz pełno debili jest w tym mieście, podobno jest to miasto aniołów powinni zmienić je na miasto Debili !
-Okey to powiesz o co chodzi ?
-No bo biegnę sobie spokojnie, a tu nagle wjeżdża na mnie jakiś palant z różową deskorolką.
-Oj no weź na dzieciaka będziesz się złościła ?
-No właśnie chodzi o to że to nie był dzieciak ! On był starszy, nie powiem ci dokładnie ile miał bo był w kapturze. Widziałam tylko że miał ciemno brązowe oczy, że bóg takim debilom daje takie ładne oczy.
-Hahaha z różową deskorolką haha dobre
-Ja ci się tu produkuje, a ty tylko tą deskorolkę zapamiętałaś.Dobra nie ważne idę się szykować na imprezę mam nadzieje że idziesz co nie ?
-No jasne, Party be ze mnie.- taa na pewno nikt by się nie skapną no może tylko chłopcy.Van odkąd dorosłą strasznie wyładniała no i ma branie u chłopaków, a po za tym pracuje w modelingu i jest popularna, a ja za to prowadzę szkołę taneczną i chodzę do szkoły muzycznej.Dużo się u nas zmieniło, ale na lepsze nawet mamie już lepiej i to znacznie miejmy nadzieje że na zawszę.
___________________________________________________________
Hej hej hej *.* Zostawiłam już te biedne dzieci, i teraz będę opisywała ich życie jak u nastolatków. Mam nadzieję że czytacie mojego bloga bo jak nie to się pogniewamy ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
-Macie się słuchać mamusi tak ?
-Tak jest .- dałyśmy tacie buziaki w policzek no i się pożegnał czule z mamą.Kiedy tato wyszedł mama wpadła na pomysł żeby wziąć Margaret i iść na spacer byłam za bo lubię wozić małą Alice w wózku.Kiedy się ubrałyśmy i byłyśmy już gotowe, ktoś zapukał do drzwi to na pewno ciocia Margaret i mała Alice.Kiedy wyszłyśmy z domu kierowałyśmy się w stronę parku.Kobitki rozmawiały sobie z tyłu, a ja i Van razem z Alice wyprułyśmy do przodu.
-Nell ? Zastanawiałaś się kiedyś jak by to było gdybyśmy nie wyleciały ?
-Nie i nie chcę nawet o tym myśleć, bo jak zaczynam to nasuwa mi się tylko jedno imię Ross, którego nienawidzę.
-No co ty ? To był przecież nasz przyjaciel, to znaczy jest.
-Jeżeli chcesz to uważaj go dalej za przyjaciela, tylko zadaj sobie pytanie czy przyjaciele się tak zachowują.
-To znaczy jak?
-Sama ostatnio powiedziałaś że gdyby był moim przyjacielem to by dał mi jakiś znak co tam u niego.
-Ale ja to powiedziałam na spontanie.
-Oby tak dalej siostrzyczko, wtedy jesteś mądra.-uśmiechnęłam się i szłam przed siebie.Kiedy już wróciłyśmy do domu. Ja poszłam do swojego pokoju, a Van do swojego, a moja mama nadal gadała z Margaret.Kiedy ciocia już poszła to byłą godzina 20, a taty dalej nie było. Ale przysłał mamie SmS że się spóźni, kiedy mama zrobiła kolacje, nie czekając na tatę zjadłyśmy. I mama kazała nam się położyć spać. Kiedy już zasnęłam, nagle z dołu dobiegł dźwięk tłuczonego szkła, zdezorientowana i wystraszona, zbiegłam na dół razem z Van. Widok mnie zaskoczył mama w salonie klękała na podłodze,a wokół niej było stłuczone szkło.
-Mamo co się stało? - mama tylko płakała, i wskazała na telewizor. Leciały teraz wiadomości i była mowa o wypadku nagle prowadzący powiedział " Jestem na miejscu gdzie tir zderzył się z autem sześcioosobowym, na miejscu zginął nie jaki Max Norrington. Wygląda na to że nie było szans żeby kierowca auta przeżył.Błąd popełnił kierowca tira.Rodzinie poszkodowanych składam kondolencje" Cooo?? Oni...chyba...nie mówią... o moim.. tacie ? Prawda ? Powiedźcie że tak.Moja mama razem z Van siedziała na podłodze Van próbowała mamę uspokoić chociaż sama strasznie płakała. Nagle weszła Margaret z Gregiem. I szybko podbiegli do mamy nic nie mówiąc tylko się tuląc. Ja już nie mam siły szybko pobiegłam do swojego pokoju, otworzyłam gwałtownie drzwi od balkonu i krzyknęłam
-Czego ty ode mnie chcesz ? Co?! Dam Ci wszystko ale proszę oddaj mi mojego tatę- mówiłam przez łzy nie potrafiłam ich zatrzymać- Masz !- weszłam do pokoju i wzięłam swoje ulubione poduszeczki .-Ile chcesz jedną,dwie, a może trzy, a wiesz co masz wszystkie nie potrzebuje ich.- mówiąc te słowa zaczęłam wyrzucać poduszki za balkon ku górze, nagle weszła ciocia i mnie obezwładniła.
-Ciiii mała ciii chodź-próbowała mnie uspokoić
-Puść mnie, najlepiej zostaw, wyjdź co kol wiek ale puść mnie.- cały czas płakałam.Nagle ciocia mnie wtuliła w siebie.Ja też, już nie mam siły się opierać, teraz właśnie najbardziej potrzebuje oparcia.
-Straciłam swojego księcia jednocześnie najlepszego tatę na świecie, a co to jest za księżniczka bez swojego księcia, no powiedz.- ciocia zaczęła jeszcze bardziej płakać,widać było że chce mnie uspokoić ale sama nie potrafi.Minął tydzień, koniec ferii i jednocześnie pogrzeb mojego taty. Nikt go nie znał z mojej klasy ale przyszli, dla mnie, moja klasa jest kochana. Tydzień później była rozprawa w sądzie. Kiedy zobaczyliśmy kierowcę Van i mama się zdenerwowały, nie był on stary miał chyba z 20-30 lat nie więcej.Mama zaczęła na niego krzyczeć, a on zaczął nas przepraszać nagle zwrócił się do mnie i powiedział
-Przepraszam , ja naprawdę nie chciałem
-Wiem,ale nie przepraszaj już, twoje słowa nie zwrócą mi taty, a ty będziesz do końca życia żyć ze świadomością ze zabiłeś tatę małych dziewczynek- chłopka posmutniał- smutne prawda, teraz już wiesz jak się czuję, wiem ze mówisz to tylko dlatego żeby dostać mniejszy wyrok bo masz nadzieje że się nad tobą zlitujemy.Ale przykro mi to nie ode mnie zależy niestety,a wiesz dlaczego niestety, bo gdybym to ja była sędzią to bym cię nie wypościła z tego pierdla, byś tam gnił nawet bym się nad tobą nie zlitowała, ja będę do końca życia żyłą bez taty a ty tylko jak wyjdziesz z więzienia to zapomnisz.- chłopak się już nie odezwał, a policjanci którzy go trzymali patrzyli na mnie ze zdziwieniem, to chyba nic dziwnego że mówię to co myślę i czuję.Każdy dzień mijał tak samo, no tylko ze mamie pogorszył się stan i była w szpitalu,a nami opiekowała się Margaret. Już nasze życie nie było tak radosne jak kiedyś, teraz siedziałam cały czas w swoim pokoju i patrzyłam się w ścianę,brzdąkając na gitarze. No i oczywiście nie zabrakło rozmów z tatą, codziennie wieczorem, szłam na balkon.I tak dzień w dzień
***********************
Dziesięć lat później Będąc na nocnych biegach przystałam,żeby się porozciągać, na szczęście nikogo nie było w pobliżu, mając już siedemnaście lat nie przestałam rozmawiać z tatą, wiem teraz pewnie powiecie ze to dziecinne, ale mam nadzieje że mnie wysłucha.Zaczynając biec dalej zapatrzyłam się gdzieś w dal biegłam jak by zahipnotyzowana, i usłyszałam tylko "uważaj", ale była za późno bo ktoś na mnie wjechał. Wstając zobaczyłam chłopaka w czarnych rurkach,w kapturze,trampkach i z różową deskorolką... taaa to bardzo męskie. byłam tak na niego zła, ale i zaczęłam się śmiać.Kiedy chłopak wstał popatrzył się na mnie ze wzrokiem zabójcy, nie powiem kolesie w kapturze mnie przerażają .
-No i z czego się tak śmiejesz ? Dopiero co cię potrąciłem bo ktoś tu nie potrafi uważać,a ty się śmiejesz ?!
-No właśnie tym ktosiem jesteś ty ! A tak po za tym to masz strasznie męska deskorolkę.- i zaczęłam się śmiać.
-Ha ha ha! Następnym razem może uważaj jak biegniesz co i rozglądaj się! Mozę ty potrzebujesz okularów?
-Bardzo śmieszne, nie!Mam nadzieje ze się już więcej nie spotkamy!
-Oooo lepiej tego nie mogłaś powiedzieć! - i odwróciłam się i pobiegłam w stronę domu. Kiedy weszłam do domu byłam strasznie zbulwersowana, Van od razu to za uwarzyła i się zapytała
-Hej coś się stało ?
-Wiesz pełno debili jest w tym mieście, podobno jest to miasto aniołów powinni zmienić je na miasto Debili !
-Okey to powiesz o co chodzi ?
-No bo biegnę sobie spokojnie, a tu nagle wjeżdża na mnie jakiś palant z różową deskorolką.
-Oj no weź na dzieciaka będziesz się złościła ?
-No właśnie chodzi o to że to nie był dzieciak ! On był starszy, nie powiem ci dokładnie ile miał bo był w kapturze. Widziałam tylko że miał ciemno brązowe oczy, że bóg takim debilom daje takie ładne oczy.
-Hahaha z różową deskorolką haha dobre
-Ja ci się tu produkuje, a ty tylko tą deskorolkę zapamiętałaś.Dobra nie ważne idę się szykować na imprezę mam nadzieje że idziesz co nie ?
-No jasne, Party be ze mnie.- taa na pewno nikt by się nie skapną no może tylko chłopcy.Van odkąd dorosłą strasznie wyładniała no i ma branie u chłopaków, a po za tym pracuje w modelingu i jest popularna, a ja za to prowadzę szkołę taneczną i chodzę do szkoły muzycznej.Dużo się u nas zmieniło, ale na lepsze nawet mamie już lepiej i to znacznie miejmy nadzieje że na zawszę.
___________________________________________________________
Hej hej hej *.* Zostawiłam już te biedne dzieci, i teraz będę opisywała ich życie jak u nastolatków. Mam nadzieję że czytacie mojego bloga bo jak nie to się pogniewamy ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
czwartek, 22 stycznia 2015
Rozdział 6
Poszłam szybciutko otworzyć drzwi, jestem ciekawa kto to o tej porze. Kiedy otworzyłam stała tam jakaś kobieta z mężczyzną.Okey powiedziałam milutko
-Witam, w czym mogę pomóc ?
-Witaj księżniczko- ooo to miłe- my przyślijmy się zapoznać z nowymi sąsiadami.
-Zapraszam- goście weszli, a ja zaprowadziłam ich do kuchni. Przywitali się z tatą i Van.Kiedy tato już przygotował kolacje zasiedliśmy do stołu, dorośli sobie gawędzili , a ja z Van się brechtałyśmy ze wszystkiego, no to znaczy ze szkoły.
-Urocze masz córeczki.
-Dziękuje, widzę że wy też niedługo będziecie mieć potomstwo ?
-Tak już nie możemy się doczekać -i uśmiechnęli się
-Już mogę pani obiecać że będę chętna do zabawy, a i jeszcze pytanko będę mogła z panią chodzić na spacery i z maluszkiem ?
-No jasne, a wy macie mamę ?
-Tak mamy tylko teraz jest w szpitalu, ale ona wyzdrowieje i na pewno się dogadacie bo z niej jest miła kobieta.
-Aha nie no na pewno, już coś czuję że będę miała nowa koleżankę- uśmiechnęła się do mnie kobieta
-Dobra tato to my idziemy do siebie pa kolorowych snów i do widzenia- powiedziałam przytuliłam się do taty i poszłam na górę, wstąpiła do mnie też Van.Oby dwie poszłyśmy na balkon, i patrzyłyśmy w gwiazdy.
-Ej piszesz ze mną list do Cioci ?
-Po co ?
-Ale głupie pytanie żeby o nas nie zapomnieli ? No co ty dawaj.
-Nie dzięki- i wyszła sobie z pokoju, co się z nią dzieje. Czy Bozia nie pozwala sobie na zbyt dużo, najpierw mama teraz jeszcze siostra, No Ej. Dobra nareszcie wzięłam się za list. Napisałam ze mam nową przyjaciółkę,poznałam nowych sąsiadów i że będą mieli bobaska no i że w szkole dobrze mi idzie.Minął tydzień,a Van dalej była chyba na mnie obrażona, nie wiem za co, w szkole zdobyłam wiele piątek, z sąsiadka wychodzę codziennie na spacery, wiecie co, ona potrafi śpiewać zawsze idziemy do parku ona bierze gitarę i tam uczy mnie śpiewać, jest naprawdę kochana. Od tygodnia nie widziałam się z mamą bo tato powiedział ze to zły pomysł. Kiedy wróciłam do domu ze szkoły z sąsiadką, a zapomniałam wam powiedzieć że jak tato pracuje to się nami zajmuje ma na imię Margaret. Zawsze bawimy się odrabiamy razem lekcje, a Van razem z nami ale do mnie dalej się nie odzywa.Chciałam się w końcu dowiedzieć o co jej chodzi.Zapukałam do pokoju ona powiedziała "proszę",weszłam
-Hej słuchaj czy ty jesteś na mnie zła ?
-Nie, a dlaczego miała bym być na ciebie zła ? Za to że cały czas żyjesz marzeniami, za to że cały czas myślisz ze te twoje głupie listy coś dadzą, zrozum oni i tak o nas zapomną. Powiedz mi dostałaś od nich chociaż jedną wiadomość?- pokiwałam głowa przecząco mając łzy w oczach.- No właśnie ty się starasz a oni mają Cię w głębokim poważaniu.
-Nie mów tak, może nie mają czasu, może listonosz jeszcze nie przyniósł.
-Na prawdę wierzysz w to ? Zrozum oni chcą ułożyć sobie na nowo życie bez nas.- To co Van mówiło było sensowne napisałam do nich dziesięć listów i ani jednego od nich. Przykre ale prawda zazwyczaj boli.Szybko poszłam do swojego pokoju położyłam się na łóżeczku, wzięłam lalkę barbie ulubioną Rydel i mocno ją przytuliłam, zawsze kiedy to robiłam czułam jak bym przytulała przyjaciółkę.Może to prawda nie powinnam do nich pisać listów, tylko im przeszkadzam.Nagle z dołu usłyszałam śmiech taty, szybko zleciałam i zobaczyłam mamę, pobiegłam się do niej przytulić. Jak ja się ciesze że wróciła tak mi jej brakowało.Teraz będzie wszystko inaczej.
-Hej wam jak ja się za wami stęskniłam. Czy ty Nell płakałaś?
-Nie mamo tylko Ci się tak wydaje, my też tęskniłyśmy, a no i to jest pani Margaret nasza sąsiadka, wiesz co ona uczy mnie śpiewać i mówi że bardzo ładnie mi to wychodzi.- powiedziałam uśmiechając się do mamy.Pani się tylko uśmiechnęła i mama zaczęła z nią gawędzić i dziękować za to że się nami opiekowała.
Nagle mamie zadzwonił telefon jestem ciekawa kto to.
Oczami Kristen
Nagle w spodniach zaczął wibrować mi telefon, spojrzałam na ekran to była Stormie.
-Halo
-Hej co tam u ciebie jesteś już w domu, jak się czujesz ?
-Właśnie weszłam,kiedy zobaczyłam dziewczynki poczułam się o wiele lepiej, a co tam u ciebie ?
-A daj spokój, nawet nie wiesz jak Ross się zmienił przez ten tydzień, nikogo nie słucha tylko siedzi w pokoju i brzdęka na swojej gitarze, nie daje mu już listów bo codziennie było gorzej.Ale za to ja czytam i nawet nie wiesz jak za wami tęsknie.
-My też tęsknimy za wami.
-Dobra kończę bo Ross znowu kłuci się z Markiem papa pozdrów dziewczynki.-rozłączyła się i to tyle po naszej rozmowie.
-Mamo co powiedziała ciocia ?- zapytała się po chwili Nell uśmiechnięta od ucha do ucha
-Dobra jesteś, powiedziała że tęskni za wami
-A coś o Ross'ie ?
-Nic, chyba już się pogodził z tym że wyjechałyście i układa sobie życie na nowo - wiem ze to nie prawda ale najwyższa pora żeby zapomniała o nim, wszyscy dobrze wiemy że się nie spotkają i tylko będą cierpieć. Nagle Nell poleciała szybko do pokoju.
-Co ??? - powiedział Max
-Nie no co ty, podobno z Ross'em się pogorszyło nikogo się nie słucha i ma swój własny świat, a nie chcę żeby z Nell było tak samo, już najwyższa pora żeby o nim zapomniała.
-Masz racje pocierpi pocierpi i przestanie. Jest silną dziewczynką da radę.
Oczami Nell
Nie mogę w to uwierzyć, najpierw chce żeby pisać do niego listy, a teraz nagle ma mnie gdzieś. Okey.... To ja też mam go..... gdzieś. Powiedzieć łatwo ale z czynem trudniej, ale ja dam radę.Wyszłam na balkon z dmuchaną poduszką, usiadłam po turecku i patrzyłam się w gwiazdy zawsze mnie to uspokaja. Kocham ten stan.Poszłam się wykąpać, a później do łóżeczka. Kiedy wstałam uświadomiłam sobie ze jest sobota i nie muszę iść dzisiaj do szkoły. Schodząc na śniadanie usłyszałam śmiechy, tak to właśnie moja rodzinka. Kiedy mnie zobaczyli dali mi buziaka, a Van powiedziała tylko "hej".
-Słuchajcie razem z ojcem wpadliśmy na pomysł żeby dzisiejszy dzień spędzić na mieście co wy na to że weżniemy, panią Margaret i Greg'a.
-Takkk- krzyknęłyśmy z Van. Dzień był wspaniały, byłyśmy w wesołym miasteczku,Mc na rynku, w cukierni, a na koniec poszliśmy na alejkę przy jeziorku wzdłuż drogi były lampy ozdobione w liście, dodawało to temu miejscu uroku. Nagle z dala było słychać muzykę wtedy tato wziął mnie i Van za rękę i zaczął z nami tańczyć, co z tego ze ludzie się na nas patrzyli liczyły się tylko teraz dwie rzeczy, muzyka i to że jesteśmy razem,a cały świat może się walić, ważne że jesteśmy teraz razem.Po trzech miesiącach zmieniło się to że mamy nowego sąsiada, tak to znaczy ze Margaret urodziła córkę nazywa się Alice, no i nareszcie mamie poprawia się stan, jest tylko pod kontrolą i ani razu jeszcze nie miała krwotoku oczywiście od tych trzech miesięcy. Nareszcie zaczęły się ferie, przez pierwszy tydzień było fajnie, bawiąc się z Van i Vic na ogródku były nocowanka, ale drugi tydzień wywrócił nie tylko moje życie do góry nogami ale jak i całej mojej rodzimy...................
______________________________________________________
Jak myślicie co się wydarzy ?? Czy mała dziewczynka da sobie rade, czy to będzie zbyt trudne dla niej ?
Dowiecie się w następnym rozdziale *.*
Mam nadzieje że ktoś w ogóle czyta to co tam wypocę co nie ? I proszę was zostawiajcie komentarze, bo nie wiem czy wam się podoba czy w ogóle jest sens dalej pisać.
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ <3
-Witam, w czym mogę pomóc ?
-Witaj księżniczko- ooo to miłe- my przyślijmy się zapoznać z nowymi sąsiadami.
-Zapraszam- goście weszli, a ja zaprowadziłam ich do kuchni. Przywitali się z tatą i Van.Kiedy tato już przygotował kolacje zasiedliśmy do stołu, dorośli sobie gawędzili , a ja z Van się brechtałyśmy ze wszystkiego, no to znaczy ze szkoły.
-Urocze masz córeczki.
-Dziękuje, widzę że wy też niedługo będziecie mieć potomstwo ?
-Tak już nie możemy się doczekać -i uśmiechnęli się
-Już mogę pani obiecać że będę chętna do zabawy, a i jeszcze pytanko będę mogła z panią chodzić na spacery i z maluszkiem ?
-No jasne, a wy macie mamę ?
-Tak mamy tylko teraz jest w szpitalu, ale ona wyzdrowieje i na pewno się dogadacie bo z niej jest miła kobieta.
-Aha nie no na pewno, już coś czuję że będę miała nowa koleżankę- uśmiechnęła się do mnie kobieta
-Dobra tato to my idziemy do siebie pa kolorowych snów i do widzenia- powiedziałam przytuliłam się do taty i poszłam na górę, wstąpiła do mnie też Van.Oby dwie poszłyśmy na balkon, i patrzyłyśmy w gwiazdy.
-Ej piszesz ze mną list do Cioci ?
-Po co ?
-Ale głupie pytanie żeby o nas nie zapomnieli ? No co ty dawaj.
-Nie dzięki- i wyszła sobie z pokoju, co się z nią dzieje. Czy Bozia nie pozwala sobie na zbyt dużo, najpierw mama teraz jeszcze siostra, No Ej. Dobra nareszcie wzięłam się za list. Napisałam ze mam nową przyjaciółkę,poznałam nowych sąsiadów i że będą mieli bobaska no i że w szkole dobrze mi idzie.Minął tydzień,a Van dalej była chyba na mnie obrażona, nie wiem za co, w szkole zdobyłam wiele piątek, z sąsiadka wychodzę codziennie na spacery, wiecie co, ona potrafi śpiewać zawsze idziemy do parku ona bierze gitarę i tam uczy mnie śpiewać, jest naprawdę kochana. Od tygodnia nie widziałam się z mamą bo tato powiedział ze to zły pomysł. Kiedy wróciłam do domu ze szkoły z sąsiadką, a zapomniałam wam powiedzieć że jak tato pracuje to się nami zajmuje ma na imię Margaret. Zawsze bawimy się odrabiamy razem lekcje, a Van razem z nami ale do mnie dalej się nie odzywa.Chciałam się w końcu dowiedzieć o co jej chodzi.Zapukałam do pokoju ona powiedziała "proszę",weszłam
-Hej słuchaj czy ty jesteś na mnie zła ?
-Nie, a dlaczego miała bym być na ciebie zła ? Za to że cały czas żyjesz marzeniami, za to że cały czas myślisz ze te twoje głupie listy coś dadzą, zrozum oni i tak o nas zapomną. Powiedz mi dostałaś od nich chociaż jedną wiadomość?- pokiwałam głowa przecząco mając łzy w oczach.- No właśnie ty się starasz a oni mają Cię w głębokim poważaniu.
-Nie mów tak, może nie mają czasu, może listonosz jeszcze nie przyniósł.
-Na prawdę wierzysz w to ? Zrozum oni chcą ułożyć sobie na nowo życie bez nas.- To co Van mówiło było sensowne napisałam do nich dziesięć listów i ani jednego od nich. Przykre ale prawda zazwyczaj boli.Szybko poszłam do swojego pokoju położyłam się na łóżeczku, wzięłam lalkę barbie ulubioną Rydel i mocno ją przytuliłam, zawsze kiedy to robiłam czułam jak bym przytulała przyjaciółkę.Może to prawda nie powinnam do nich pisać listów, tylko im przeszkadzam.Nagle z dołu usłyszałam śmiech taty, szybko zleciałam i zobaczyłam mamę, pobiegłam się do niej przytulić. Jak ja się ciesze że wróciła tak mi jej brakowało.Teraz będzie wszystko inaczej.
-Hej wam jak ja się za wami stęskniłam. Czy ty Nell płakałaś?
-Nie mamo tylko Ci się tak wydaje, my też tęskniłyśmy, a no i to jest pani Margaret nasza sąsiadka, wiesz co ona uczy mnie śpiewać i mówi że bardzo ładnie mi to wychodzi.- powiedziałam uśmiechając się do mamy.Pani się tylko uśmiechnęła i mama zaczęła z nią gawędzić i dziękować za to że się nami opiekowała.
Nagle mamie zadzwonił telefon jestem ciekawa kto to.
Oczami Kristen
Nagle w spodniach zaczął wibrować mi telefon, spojrzałam na ekran to była Stormie.
-Halo
-Hej co tam u ciebie jesteś już w domu, jak się czujesz ?
-Właśnie weszłam,kiedy zobaczyłam dziewczynki poczułam się o wiele lepiej, a co tam u ciebie ?
-A daj spokój, nawet nie wiesz jak Ross się zmienił przez ten tydzień, nikogo nie słucha tylko siedzi w pokoju i brzdęka na swojej gitarze, nie daje mu już listów bo codziennie było gorzej.Ale za to ja czytam i nawet nie wiesz jak za wami tęsknie.
-My też tęsknimy za wami.
-Dobra kończę bo Ross znowu kłuci się z Markiem papa pozdrów dziewczynki.-rozłączyła się i to tyle po naszej rozmowie.
-Mamo co powiedziała ciocia ?- zapytała się po chwili Nell uśmiechnięta od ucha do ucha
-Dobra jesteś, powiedziała że tęskni za wami
-A coś o Ross'ie ?
-Nic, chyba już się pogodził z tym że wyjechałyście i układa sobie życie na nowo - wiem ze to nie prawda ale najwyższa pora żeby zapomniała o nim, wszyscy dobrze wiemy że się nie spotkają i tylko będą cierpieć. Nagle Nell poleciała szybko do pokoju.
-Co ??? - powiedział Max
-Nie no co ty, podobno z Ross'em się pogorszyło nikogo się nie słucha i ma swój własny świat, a nie chcę żeby z Nell było tak samo, już najwyższa pora żeby o nim zapomniała.
-Masz racje pocierpi pocierpi i przestanie. Jest silną dziewczynką da radę.
Oczami Nell
Nie mogę w to uwierzyć, najpierw chce żeby pisać do niego listy, a teraz nagle ma mnie gdzieś. Okey.... To ja też mam go..... gdzieś. Powiedzieć łatwo ale z czynem trudniej, ale ja dam radę.Wyszłam na balkon z dmuchaną poduszką, usiadłam po turecku i patrzyłam się w gwiazdy zawsze mnie to uspokaja. Kocham ten stan.Poszłam się wykąpać, a później do łóżeczka. Kiedy wstałam uświadomiłam sobie ze jest sobota i nie muszę iść dzisiaj do szkoły. Schodząc na śniadanie usłyszałam śmiechy, tak to właśnie moja rodzinka. Kiedy mnie zobaczyli dali mi buziaka, a Van powiedziała tylko "hej".
-Słuchajcie razem z ojcem wpadliśmy na pomysł żeby dzisiejszy dzień spędzić na mieście co wy na to że weżniemy, panią Margaret i Greg'a.
-Takkk- krzyknęłyśmy z Van. Dzień był wspaniały, byłyśmy w wesołym miasteczku,Mc na rynku, w cukierni, a na koniec poszliśmy na alejkę przy jeziorku wzdłuż drogi były lampy ozdobione w liście, dodawało to temu miejscu uroku. Nagle z dala było słychać muzykę wtedy tato wziął mnie i Van za rękę i zaczął z nami tańczyć, co z tego ze ludzie się na nas patrzyli liczyły się tylko teraz dwie rzeczy, muzyka i to że jesteśmy razem,a cały świat może się walić, ważne że jesteśmy teraz razem.Po trzech miesiącach zmieniło się to że mamy nowego sąsiada, tak to znaczy ze Margaret urodziła córkę nazywa się Alice, no i nareszcie mamie poprawia się stan, jest tylko pod kontrolą i ani razu jeszcze nie miała krwotoku oczywiście od tych trzech miesięcy. Nareszcie zaczęły się ferie, przez pierwszy tydzień było fajnie, bawiąc się z Van i Vic na ogródku były nocowanka, ale drugi tydzień wywrócił nie tylko moje życie do góry nogami ale jak i całej mojej rodzimy...................
______________________________________________________
Jak myślicie co się wydarzy ?? Czy mała dziewczynka da sobie rade, czy to będzie zbyt trudne dla niej ?
Dowiecie się w następnym rozdziale *.*
Mam nadzieje że ktoś w ogóle czyta to co tam wypocę co nie ? I proszę was zostawiajcie komentarze, bo nie wiem czy wam się podoba czy w ogóle jest sens dalej pisać.
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ <3
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Rozdział 5
-Co ty tu robisz ? - uff to tylko tato, pewnie Van mu powiedziała, ale skąd ona wiedziała pewnie? Pewnie się domyśliła, ale będę miała przechlapane
-Nie gniewaj się na mnie tatusiu i nie krzycz ja chciałam tylko wysłać list cioci.- powiedziałam łamiącym się głosem, tato tylko na mnie popatrzył i kucnął.
-Nie będę na ciebie krzyczeć skarbie- przytulił mnie i kontynuował- dlaczego mi nic nie powiedziałaś byśmy poszli razem, nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiłem dobrze że Van wpadła na pomysł gdzie jesteś.I nie będę się na ciebie gniewać jeżeli mi obiecasz że drugiego razu nie będzie- i wystawił małego paluszka
-Obiecuje- uśmiechnęłam się i ścisnęliśmy się małymi paluszkami- tato, a ty jesteś na nas zły? - zapytałąm się wracając z nim do domu.
-Nie, a dlaczego tak myślisz ?
-No bo poszedłeś do swojego pokoju i trzasnąłeś drzwiami, zawsze Van tak robi jak jest na mnie zła.
-Nie kochanie po prostu nie daje sobie już rady, nie powinienem był tak postąpić przepraszam, wiem że nie jestem wspaniałym ojcem ale się cały czas staram ale też mi nie wychodzi.- zatrzymałam tatę na środku chodnika stając przed nim i mówiąć
-Masz racje tato nie jesteś wspaniały, a wiesz dlaczego bo jesteś najwspanialszym tata na świecie i każda dziewczynka taka jak ja chciałaby mieć takiego tatę.- po tych słowach ruchem ręki pokazałam tacie żeby się schylił i dałam mu buziaka.Tato się uśmiechnął wziął mnie na barana i powiedział
-Dobra wracajmy bo w domu jest sama Van i się pewnie boi.
-Wio koniku- po tych słowach tato się zaśmiał i zmierzaliśmy w stronę domu. Kiedy już wróciliśmy Van w ogóle nie była zmartwiona, oglądała sobie "Toma i Jerre'go ". Szybko zeskoczyłam z kucyka i się do niej przyłączyłam.Kiedy baja się skończyła poszłyśmy się wykąpać dzisiaj jest moja kolej na wannę.Oczywiście kiedy się wykapałam poszłam napisać kolejny list, napisałam w nim że mam nową koleżankę Vic iże dzieci mnie przyjęły ciepło no i jak zawsze na końcu napisałam że za nimi tęsknie.Kiedy usłyszałam że idzie tato szybko schowałam list do szuflady i położyłam się w łóżeczku.Tato przyszedł dał mi buziaczka i przewidział "kolorowych snów , moja mała księżniczko", niech mi tylko ktoś powie że ma lepszego tatę ode mnie.Kiedy tato wyszedł szybciutko i cichutko wyszłam na balkon żeby sobie porozmawiać z Bozią.
-Hej mam na imię Nell, mam siedem lat i chodzę do pierwszej klasy, pewnie się zastanawiasz co od ciebie chcę skoro już wszystko mam, no nie do końca, mam mamę którą mi zabierasz, a to nie ładnie bo ona jest moja, jak byś się czół gdyby ci z dnia na dzień umierała osoba którą kochasz pod słońce- nagle zawiał mocny i chłodny wiaterek- no właśnie ja się czuje tak samo.Na koniec chciałabym ci powiedzieć że ufam tobie i mam nadzieje że nie zrobisz nic na moją niekorzyść.Dobranoc Boziu.- i poszłam się położyć do łóżeczka. Zasnęłam w mgnieniu oka.Następnego dnia obudziła mnie Van, poszłam na dół na stole czekały płatki, ale ja mam kochaną siostrzyczkę.Zjadłyśmy płatki i poszłyśmy umyć ząbki, taty nie było ani w pokoju jak i w domu.
-Ej Van gdzie jest tato ?
-Poszedł coś sprawdzić w samochodzie.Powiedział że jak wróci to mamy być gotowe.- kiedy skończyłam poszłam do pokoju po plecak.Dzisiaj Van ma o jedną lekcje więcej ode mnie.Tato przyszedł po nas i zawiózł nas do szkoły. Pożegnałyśmy się z nim, a później pożegnałam się z Van bo przyszły po nią jej nowe koleżanki.Ona poszła w swoją stronę , a ja w swoją.Nagle ktoś mnie zaczepił na korytarzu, to była Vic
-Hej Nell co tam u ciebie?- nie dała mi dojść do słowa strasznie roztrzepana z niej dziewczyna-dobra słuchaj chcesz dzisiaj do mnie wpaść?
-No hej.. u mnie spoko
-Dobra nie o to się ciebie pytałam- naskoczyła na mnie dziewczynka
-Okey spokojnie odpowiadam Ci na pytania po kolei, będę musiała się zapytać taty
-Fajnie by było-nagle zadzwonił dzwonek- dobra chodź na lekcje i pociągnęła mnie za sobą.Kto by pomyślał że będę miała taką roztrzepaną koleżankę, no na pewno nie ja.
Oczami Stormie
Dzień jak co dzień czyli cicho nic się nie dzieje, odkąd nie ma tu tych małych roztrzepanych dziewczynek ten dom jest nudny i ponury. Jak co dzień poszłam sprawdzić czy coś do mnie przyszło.W skrzyńce był list zaadresowany do moich dzieci po sposobie pisania domyśliłam się że to Nell.Oczywiście nie mogłam się powstrzymać żeby go nie otworzyć. Dziewczynka opisała wszystko to jak wygląda jej dom,jak się w nim czuje,no i że z mamą coraz gorzej, tak strasznie szkoda mi tych dzieci nawet nie wiedzą co ich czeka.Ale końcówka była najlepsza "Kochamy was i tęsknimy Wasze księżniczki". Tak strasznie za nimi tęsknie poleciała mi łezka, gdy nagle do domu wparowała cała gromadka, a ja po przeczytaniu listu miałam lepszy humor.
-Hej dzieci patrzcie co mam.-mówiąc to przyleciały do mnie no oprócz Ross'a cały czas jest smutny i chodzi taki bez życia, szkoda mi chłopaka ale musi się przyzwyczaić.Kiedy dzieciaki się dorwały do listu zaczęły czytać na głos.Były szczęśliwe że Nell i Van o nich nie zapomną i będą do nich pisać.Ale Ross nie był nawet listem zadowolony, kiedy Rydel skończyła czytać Ross pobiegł po schodach do swojego pokoju.Postanowiłam pójść z nim porozmawiać. Kiedy weszłam brzdąkał sobie na gitarze, zawsze to robi kiedy jest smutny.
-Hej czemu jesteś smutny ? Powinieneś się cieszyć że dziewczynki do nas napisały.
-Niby masz racje, ale list to nie to samo co spotkanie na żywo i droczenie się, zabawa, czy nawet wspólne brzdąkanie na gitarze,teraz będzie już wszystko inaczej.
-Sam kierujesz swoim życiem i jeżeli nie chcesz zmian to ich nie rób, za parę lat będzie wszystko tak samo.- Przytuliłam chłopaka i poszłam do reszty zostawiając Ross z jego gitarą.Kiedy zeszłam na dół każdy był smutny te listy źle na nich działają, nie wiem dla czego powinni się cieszyć.Pogoniłam ich żeby poszli odrabiać lekcje, a sama zadzwoniłam do Kristen.
-Hej kochana co tam u ciebie dostaliśmy list od twoich córeczek.
-Hej Stormie u mnie dobrze, i co tam w nim napisała, nawet mi nie chciała dać przeczytać
-Nie udawaj moja droga że wszystko dobrze bo wiem że niej jest, twoja córeczka wszystko napisała.
-A to wredne- zaśmiała się- no co mam ci powiedzieć nie jest zbyt dobrze z moim stanem jeżeli mi się nie polepszy to jeszcze w tym miesiącu mogę umrzeć-zaczęła płakać - nie wiem co mam robić nie chcę rozstawać się z moją gromadką, a przede wszystkim nie chcę żeby dzieciaki cierpiały w tak młodym wieku.
-Będzie dobrze zobaczysz jeszcze wyzdrowiejesz.
-Mam nadzieje że jeszcze się spotkamy w tym życiu, dobra ja muszę kończyć zabierają mnie na badania pa kochana.- i się rozłączyła.Postanowiłam wziąć się za obiad.
Oczami Nell
Dzisiejszy dzień w szkole minął nawet spokojnie, nie licząc przerw, na których latałam jak szalona z Vic. Kiedy tato podjechał po mnie zapytałam się go czy mogę jechać do Vic pozwolił mi. Dałam mu buziaka i poszłam do auta rodziców koleżanki. Przywitałam się i ruszyliśmy, szczerze mówiąc to mieszka w samym centrum i troszkę dalej ode mnie.Kiedy weszłyśmy do domu od razu poleciałyśmy do pokoju Vic, był on wielgaśny większy od mojego i było strasznie przytulnie gdzie się nie ruszysz tam pluszak najbardziej polubiłam 2 metrowego psa, oczywiście pluszowego, ale prawdziwego też nie zabrakło. Był to Bernardyn zwany Mućka nie wiem dlaczego i wole nie wiedzieć.Kiedy odrobiłyśmy lekcję poszłyśmy na obiad, a po obiedzie poszłyśmy się pobawić lalkami.Kiedy było już późno mama Vic mnie odwiozła.Wchodząc do domu krzyknełam
-Księżniczka wróciła, nie musicie się kłaniać.- tato w kuchni się z Van zaśmiał już wiedziałam gdzie są.Kiedy robiliśmy kolacje ktoś zapukał do drzwi......
______________________________________________________________
Domyślacie się kto to może być ? Czy mama dziewczynek przeżyje ?
Czytajcie a się dowiecie ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
-Nie gniewaj się na mnie tatusiu i nie krzycz ja chciałam tylko wysłać list cioci.- powiedziałam łamiącym się głosem, tato tylko na mnie popatrzył i kucnął.
-Nie będę na ciebie krzyczeć skarbie- przytulił mnie i kontynuował- dlaczego mi nic nie powiedziałaś byśmy poszli razem, nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiłem dobrze że Van wpadła na pomysł gdzie jesteś.I nie będę się na ciebie gniewać jeżeli mi obiecasz że drugiego razu nie będzie- i wystawił małego paluszka
-Obiecuje- uśmiechnęłam się i ścisnęliśmy się małymi paluszkami- tato, a ty jesteś na nas zły? - zapytałąm się wracając z nim do domu.
-Nie, a dlaczego tak myślisz ?
-No bo poszedłeś do swojego pokoju i trzasnąłeś drzwiami, zawsze Van tak robi jak jest na mnie zła.
-Nie kochanie po prostu nie daje sobie już rady, nie powinienem był tak postąpić przepraszam, wiem że nie jestem wspaniałym ojcem ale się cały czas staram ale też mi nie wychodzi.- zatrzymałam tatę na środku chodnika stając przed nim i mówiąć
-Masz racje tato nie jesteś wspaniały, a wiesz dlaczego bo jesteś najwspanialszym tata na świecie i każda dziewczynka taka jak ja chciałaby mieć takiego tatę.- po tych słowach ruchem ręki pokazałam tacie żeby się schylił i dałam mu buziaka.Tato się uśmiechnął wziął mnie na barana i powiedział
-Dobra wracajmy bo w domu jest sama Van i się pewnie boi.
-Wio koniku- po tych słowach tato się zaśmiał i zmierzaliśmy w stronę domu. Kiedy już wróciliśmy Van w ogóle nie była zmartwiona, oglądała sobie "Toma i Jerre'go ". Szybko zeskoczyłam z kucyka i się do niej przyłączyłam.Kiedy baja się skończyła poszłyśmy się wykąpać dzisiaj jest moja kolej na wannę.Oczywiście kiedy się wykapałam poszłam napisać kolejny list, napisałam w nim że mam nową koleżankę Vic iże dzieci mnie przyjęły ciepło no i jak zawsze na końcu napisałam że za nimi tęsknie.Kiedy usłyszałam że idzie tato szybko schowałam list do szuflady i położyłam się w łóżeczku.Tato przyszedł dał mi buziaczka i przewidział "kolorowych snów , moja mała księżniczko", niech mi tylko ktoś powie że ma lepszego tatę ode mnie.Kiedy tato wyszedł szybciutko i cichutko wyszłam na balkon żeby sobie porozmawiać z Bozią.
-Hej mam na imię Nell, mam siedem lat i chodzę do pierwszej klasy, pewnie się zastanawiasz co od ciebie chcę skoro już wszystko mam, no nie do końca, mam mamę którą mi zabierasz, a to nie ładnie bo ona jest moja, jak byś się czół gdyby ci z dnia na dzień umierała osoba którą kochasz pod słońce- nagle zawiał mocny i chłodny wiaterek- no właśnie ja się czuje tak samo.Na koniec chciałabym ci powiedzieć że ufam tobie i mam nadzieje że nie zrobisz nic na moją niekorzyść.Dobranoc Boziu.- i poszłam się położyć do łóżeczka. Zasnęłam w mgnieniu oka.Następnego dnia obudziła mnie Van, poszłam na dół na stole czekały płatki, ale ja mam kochaną siostrzyczkę.Zjadłyśmy płatki i poszłyśmy umyć ząbki, taty nie było ani w pokoju jak i w domu.
-Ej Van gdzie jest tato ?
-Poszedł coś sprawdzić w samochodzie.Powiedział że jak wróci to mamy być gotowe.- kiedy skończyłam poszłam do pokoju po plecak.Dzisiaj Van ma o jedną lekcje więcej ode mnie.Tato przyszedł po nas i zawiózł nas do szkoły. Pożegnałyśmy się z nim, a później pożegnałam się z Van bo przyszły po nią jej nowe koleżanki.Ona poszła w swoją stronę , a ja w swoją.Nagle ktoś mnie zaczepił na korytarzu, to była Vic
-Hej Nell co tam u ciebie?- nie dała mi dojść do słowa strasznie roztrzepana z niej dziewczyna-dobra słuchaj chcesz dzisiaj do mnie wpaść?
-No hej.. u mnie spoko
-Dobra nie o to się ciebie pytałam- naskoczyła na mnie dziewczynka
-Okey spokojnie odpowiadam Ci na pytania po kolei, będę musiała się zapytać taty
-Fajnie by było-nagle zadzwonił dzwonek- dobra chodź na lekcje i pociągnęła mnie za sobą.Kto by pomyślał że będę miała taką roztrzepaną koleżankę, no na pewno nie ja.
Oczami Stormie
Dzień jak co dzień czyli cicho nic się nie dzieje, odkąd nie ma tu tych małych roztrzepanych dziewczynek ten dom jest nudny i ponury. Jak co dzień poszłam sprawdzić czy coś do mnie przyszło.W skrzyńce był list zaadresowany do moich dzieci po sposobie pisania domyśliłam się że to Nell.Oczywiście nie mogłam się powstrzymać żeby go nie otworzyć. Dziewczynka opisała wszystko to jak wygląda jej dom,jak się w nim czuje,no i że z mamą coraz gorzej, tak strasznie szkoda mi tych dzieci nawet nie wiedzą co ich czeka.Ale końcówka była najlepsza "Kochamy was i tęsknimy Wasze księżniczki". Tak strasznie za nimi tęsknie poleciała mi łezka, gdy nagle do domu wparowała cała gromadka, a ja po przeczytaniu listu miałam lepszy humor.
-Hej dzieci patrzcie co mam.-mówiąc to przyleciały do mnie no oprócz Ross'a cały czas jest smutny i chodzi taki bez życia, szkoda mi chłopaka ale musi się przyzwyczaić.Kiedy dzieciaki się dorwały do listu zaczęły czytać na głos.Były szczęśliwe że Nell i Van o nich nie zapomną i będą do nich pisać.Ale Ross nie był nawet listem zadowolony, kiedy Rydel skończyła czytać Ross pobiegł po schodach do swojego pokoju.Postanowiłam pójść z nim porozmawiać. Kiedy weszłam brzdąkał sobie na gitarze, zawsze to robi kiedy jest smutny.
-Hej czemu jesteś smutny ? Powinieneś się cieszyć że dziewczynki do nas napisały.
-Niby masz racje, ale list to nie to samo co spotkanie na żywo i droczenie się, zabawa, czy nawet wspólne brzdąkanie na gitarze,teraz będzie już wszystko inaczej.
-Sam kierujesz swoim życiem i jeżeli nie chcesz zmian to ich nie rób, za parę lat będzie wszystko tak samo.- Przytuliłam chłopaka i poszłam do reszty zostawiając Ross z jego gitarą.Kiedy zeszłam na dół każdy był smutny te listy źle na nich działają, nie wiem dla czego powinni się cieszyć.Pogoniłam ich żeby poszli odrabiać lekcje, a sama zadzwoniłam do Kristen.
-Hej kochana co tam u ciebie dostaliśmy list od twoich córeczek.
-Hej Stormie u mnie dobrze, i co tam w nim napisała, nawet mi nie chciała dać przeczytać
-Nie udawaj moja droga że wszystko dobrze bo wiem że niej jest, twoja córeczka wszystko napisała.
-A to wredne- zaśmiała się- no co mam ci powiedzieć nie jest zbyt dobrze z moim stanem jeżeli mi się nie polepszy to jeszcze w tym miesiącu mogę umrzeć-zaczęła płakać - nie wiem co mam robić nie chcę rozstawać się z moją gromadką, a przede wszystkim nie chcę żeby dzieciaki cierpiały w tak młodym wieku.
-Będzie dobrze zobaczysz jeszcze wyzdrowiejesz.
-Mam nadzieje że jeszcze się spotkamy w tym życiu, dobra ja muszę kończyć zabierają mnie na badania pa kochana.- i się rozłączyła.Postanowiłam wziąć się za obiad.
Oczami Nell
Dzisiejszy dzień w szkole minął nawet spokojnie, nie licząc przerw, na których latałam jak szalona z Vic. Kiedy tato podjechał po mnie zapytałam się go czy mogę jechać do Vic pozwolił mi. Dałam mu buziaka i poszłam do auta rodziców koleżanki. Przywitałam się i ruszyliśmy, szczerze mówiąc to mieszka w samym centrum i troszkę dalej ode mnie.Kiedy weszłyśmy do domu od razu poleciałyśmy do pokoju Vic, był on wielgaśny większy od mojego i było strasznie przytulnie gdzie się nie ruszysz tam pluszak najbardziej polubiłam 2 metrowego psa, oczywiście pluszowego, ale prawdziwego też nie zabrakło. Był to Bernardyn zwany Mućka nie wiem dlaczego i wole nie wiedzieć.Kiedy odrobiłyśmy lekcję poszłyśmy na obiad, a po obiedzie poszłyśmy się pobawić lalkami.Kiedy było już późno mama Vic mnie odwiozła.Wchodząc do domu krzyknełam
-Księżniczka wróciła, nie musicie się kłaniać.- tato w kuchni się z Van zaśmiał już wiedziałam gdzie są.Kiedy robiliśmy kolacje ktoś zapukał do drzwi......
______________________________________________________________
Domyślacie się kto to może być ? Czy mama dziewczynek przeżyje ?
Czytajcie a się dowiecie ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
niedziela, 18 stycznia 2015
Rozdział 4
Z samego rana obudziła mnie mama, dając mi całusa w czółko.Była godzina ósma, założyłam swoje kapciuszki i zeszłam na dół na śniadanie. Przy stole siedziała już Van i tato,bawili się jedzeniem, ahh dorośli, ale ten widok był tak zabawny że grzechem było by się nie uśmiechnąć.Dając tacie całusa zauważyłam że za oknem słonko przykrywają nieprzyjemne chmury, przywitałam się z Van i zasiadłam do stołu.Kiedy zjadłam śniadanie ze swoją siostrzyczką szybko pobiegłyśmy na górę umyć ząbki.Będąc już gotowe do szkoły założyłam jeszcze mój szczęśliwy wisiorek, który dostałam od cioci na urodziny i zeszłam na dół.Razem z Van byłam ubrana na galowo, tato się odpicował do swojej nowej pracy. Pożegnałyśmy się z mamą i poszłyśmy do samochodu. W samochodzie tato na rozluźnienie puścił piosenki i całą drogę do szkoły śpiewaliśmy, dobrze że nie mam do niej daleko bo tato tak fałszował że aż cud że mi bębenki nie poszły. Wchodząc do szkoły Van złapała mnie za rękę, na korytarzu było pełno dzieci w różnym wieku nawet starsze ode mnie.Ale nasze drogi z Van się rozeszły ona musiała pójść do drugiej klasy,a ja postanowiłam poszukać pierwszej. Przeciskając się między dziećmi wpadłam na pewną dziewczynkę, miało ona długie blond włosy i ciemno niebieskie oczka.
-Oj przepraszam nie zauważyłam Cię jestem tu nowa i trudno jest mi się tu odnaleźć. Szukam pierwszej klasy wiesz może gdzie ona się znajduje?
-Nic nie szkodzi Vic jestem, widzę że w klasie będziemy mieć nową koleżankę.Chodź zaprowadzę cię bo i tak sama tam idę.- uśmiechnęła się, złapała mnie za rękę i powędrowałyśmy. Kiedy byłyśmy już pod klasą ona chciała wejść ale ja się zatrzymałam.
-Coś się stało ?- zapytała widząc że nie mam ochoty tam wejść
-No bo wiesz jestem nowa i się boję że mnie dzieci nie zaakceptują.
-No co ty nasza klasa jest wspaniała z nami nie będziesz się nudziła, nawet nasza wychowawczyni jest spoko. A zresztą zobacz sama.- kiedy weszłam do klasy dzieci podeszły do mnie i zaczęły się mnie wypytywać jak mam na imię skąd jestem i o wszystko co się dało.To było miłe każdy z każdym rozmawiał i każdy z każdym się dogadywał.Kiedy weszła nauczycielka wszyscy usiedli na swoje miejsca ja usiadłam z Vic. Zapoznałam się z nauczycielką i było koniec zajęć.Wychodząc z klasy spotkałam moja siostrę chciałyśmy już wychodzić ale Vic mas zatrzymała.
-Hej słuchaj jeżeli chcesz to mogę cie oprowadzić po szkole
-Okey . Vic to jest moja siostra Vanessa ale możesz mówić na nią Van.- dziewczyny podały sobie rękę i ruszyłyśmy zwiedzać szkołę.Była ona ogromna, biblioteka i hala sportowa zajmowały najwięcej miejsca. Po skończeniu pożegnałam się z Vic i poszłam z Van do samochodu, kiedy tylko zamknęłam drzwi ja i moja siostra zaczęłyśmy nawijać mamie jak było.Okazało się ze klasa Van też jest przyjazna i nie ma się czego bać.Kiedy byłyśmy już w domu kartonów nie było na podłodze, to oznaczało tylko jedna jakaś wróżka je zabrała albo bardziej rzeczywista myśl mama je rozpakowała wróżka mi się bardziej podoba.Wchodząc do pokoju wzięłam list w z szuflady i włożyłam do koperty.
-Mamo mamo! Słuchaj mogła byś wysłać ten list cioci ?
-A co w nim jest ?
-Jest tam cały mój dzień jak go przeżyłam i co się wydarzyło, nie chciałabym żeby ciocia myślała ze o nich zapomniałam dlatego będę przysyłała im codziennie listy żeby nie odczuli mojej nieobecności, no i obiecałam Ross'owi
-Ooo to jest kochane postaram się go jeszcze dzisiaj zaadresować i wysłać.- kiedy mama to powiedziała z nosa poleciała jej kropla krwi, byłam przerażona szybko przyniosłam mamie chusteczkę chciałam zadzwonić na pogotowie ale mam powiedziała ze to nic takiego. Ale z sekundy na sekundę było coraz gorzej krew nie przestawała lecieć i było jej coraz więcej nie słuchając mamy co mówi zadzwoniłam na karetkę, powiedzieli że za niedługo będą, a później do taty. Karetka przyjechała po 5 minutach zabrali mamę do karetki, tato zdążył jeszcze żeby porozmawiać z lekarzem. Kiedy karetka odjechała tato wrócił do domu całej tej sytuacji przyglądała się Van, to musiało być dla niej straszne tak jak dla nas wszystkich.Tato nie odzywając się do nikogo poszedł do swojego pokoju i trzasną drzwiami. Ja wytarłam podłogę i poszłam do siebie do pokoju. Otworzyłam drzwi na balkon i przyglądam się jak krople deszczy powoli uderzają o ziemię. Można by powiedzieć ze ludzie właśnie są jak takie krople deszczu, każdy kiedyś rozbije się o ziemię i zniknie.Wyszłam na balkon i stanęłam w kroplach deszczu, patrząc się ku górze zadawałam sobie pytanie , dlaczego to właśnie spotkało moją rodzinę dlaczego bozia nie wybrała kogoś innego. Może..... jednak nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.Przypomniało mi się że mama zostawiła list na stole, a że on był dla mnie bardzo ważny postanowiłam po niego zejść i dać go do publicznej skrzynki w centrum.Ale zanim to zrobiłam dopisałam jeszcze co się wydarzyło z mamą, a że zabrakło mi kartki poszłam po nową.Kiedy skończyłam wyszłam z domu do centrum,gdyby nie droga samochodem do szkoły nie wiedziałabym że takie coś istnieje.Pomyślcie sobie jak się bałam był wieczór, a ja sama przebijałam się między ludźmi.Kiedy doszłam wrzuciłam list i chciałam wracać do domu kiedy ktoś mnie złapał za rękę.....
____________________________________________________________________
Domyślacie się kto to może być ??? Jesteście ciekawi jak potoczą się sprawy młodej bohaterki?Mam nadzieje że wam się spodoba.No i oczywiście że będzie dużo komentarzy ;) (Marzenia) ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
P.S Tak dla zachęty Foto <3 *.*
-Oj przepraszam nie zauważyłam Cię jestem tu nowa i trudno jest mi się tu odnaleźć. Szukam pierwszej klasy wiesz może gdzie ona się znajduje?
-Nic nie szkodzi Vic jestem, widzę że w klasie będziemy mieć nową koleżankę.Chodź zaprowadzę cię bo i tak sama tam idę.- uśmiechnęła się, złapała mnie za rękę i powędrowałyśmy. Kiedy byłyśmy już pod klasą ona chciała wejść ale ja się zatrzymałam.
-Coś się stało ?- zapytała widząc że nie mam ochoty tam wejść
-No bo wiesz jestem nowa i się boję że mnie dzieci nie zaakceptują.
-No co ty nasza klasa jest wspaniała z nami nie będziesz się nudziła, nawet nasza wychowawczyni jest spoko. A zresztą zobacz sama.- kiedy weszłam do klasy dzieci podeszły do mnie i zaczęły się mnie wypytywać jak mam na imię skąd jestem i o wszystko co się dało.To było miłe każdy z każdym rozmawiał i każdy z każdym się dogadywał.Kiedy weszła nauczycielka wszyscy usiedli na swoje miejsca ja usiadłam z Vic. Zapoznałam się z nauczycielką i było koniec zajęć.Wychodząc z klasy spotkałam moja siostrę chciałyśmy już wychodzić ale Vic mas zatrzymała.
-Hej słuchaj jeżeli chcesz to mogę cie oprowadzić po szkole
-Okey . Vic to jest moja siostra Vanessa ale możesz mówić na nią Van.- dziewczyny podały sobie rękę i ruszyłyśmy zwiedzać szkołę.Była ona ogromna, biblioteka i hala sportowa zajmowały najwięcej miejsca. Po skończeniu pożegnałam się z Vic i poszłam z Van do samochodu, kiedy tylko zamknęłam drzwi ja i moja siostra zaczęłyśmy nawijać mamie jak było.Okazało się ze klasa Van też jest przyjazna i nie ma się czego bać.Kiedy byłyśmy już w domu kartonów nie było na podłodze, to oznaczało tylko jedna jakaś wróżka je zabrała albo bardziej rzeczywista myśl mama je rozpakowała wróżka mi się bardziej podoba.Wchodząc do pokoju wzięłam list w z szuflady i włożyłam do koperty.
-Mamo mamo! Słuchaj mogła byś wysłać ten list cioci ?
-A co w nim jest ?
-Jest tam cały mój dzień jak go przeżyłam i co się wydarzyło, nie chciałabym żeby ciocia myślała ze o nich zapomniałam dlatego będę przysyłała im codziennie listy żeby nie odczuli mojej nieobecności, no i obiecałam Ross'owi
-Ooo to jest kochane postaram się go jeszcze dzisiaj zaadresować i wysłać.- kiedy mama to powiedziała z nosa poleciała jej kropla krwi, byłam przerażona szybko przyniosłam mamie chusteczkę chciałam zadzwonić na pogotowie ale mam powiedziała ze to nic takiego. Ale z sekundy na sekundę było coraz gorzej krew nie przestawała lecieć i było jej coraz więcej nie słuchając mamy co mówi zadzwoniłam na karetkę, powiedzieli że za niedługo będą, a później do taty. Karetka przyjechała po 5 minutach zabrali mamę do karetki, tato zdążył jeszcze żeby porozmawiać z lekarzem. Kiedy karetka odjechała tato wrócił do domu całej tej sytuacji przyglądała się Van, to musiało być dla niej straszne tak jak dla nas wszystkich.Tato nie odzywając się do nikogo poszedł do swojego pokoju i trzasną drzwiami. Ja wytarłam podłogę i poszłam do siebie do pokoju. Otworzyłam drzwi na balkon i przyglądam się jak krople deszczy powoli uderzają o ziemię. Można by powiedzieć ze ludzie właśnie są jak takie krople deszczu, każdy kiedyś rozbije się o ziemię i zniknie.Wyszłam na balkon i stanęłam w kroplach deszczu, patrząc się ku górze zadawałam sobie pytanie , dlaczego to właśnie spotkało moją rodzinę dlaczego bozia nie wybrała kogoś innego. Może..... jednak nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.Przypomniało mi się że mama zostawiła list na stole, a że on był dla mnie bardzo ważny postanowiłam po niego zejść i dać go do publicznej skrzynki w centrum.Ale zanim to zrobiłam dopisałam jeszcze co się wydarzyło z mamą, a że zabrakło mi kartki poszłam po nową.Kiedy skończyłam wyszłam z domu do centrum,gdyby nie droga samochodem do szkoły nie wiedziałabym że takie coś istnieje.Pomyślcie sobie jak się bałam był wieczór, a ja sama przebijałam się między ludźmi.Kiedy doszłam wrzuciłam list i chciałam wracać do domu kiedy ktoś mnie złapał za rękę.....
____________________________________________________________________
Domyślacie się kto to może być ??? Jesteście ciekawi jak potoczą się sprawy młodej bohaterki?Mam nadzieje że wam się spodoba.No i oczywiście że będzie dużo komentarzy ;) (Marzenia) ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
P.S Tak dla zachęty Foto <3 *.*
Subskrybuj:
Posty (Atom)





