-Macie się słuchać mamusi tak ?
-Tak jest .- dałyśmy tacie buziaki w policzek no i się pożegnał czule z mamą.Kiedy tato wyszedł mama wpadła na pomysł żeby wziąć Margaret i iść na spacer byłam za bo lubię wozić małą Alice w wózku.Kiedy się ubrałyśmy i byłyśmy już gotowe, ktoś zapukał do drzwi to na pewno ciocia Margaret i mała Alice.Kiedy wyszłyśmy z domu kierowałyśmy się w stronę parku.Kobitki rozmawiały sobie z tyłu, a ja i Van razem z Alice wyprułyśmy do przodu.
-Nell ? Zastanawiałaś się kiedyś jak by to było gdybyśmy nie wyleciały ?
-Nie i nie chcę nawet o tym myśleć, bo jak zaczynam to nasuwa mi się tylko jedno imię Ross, którego nienawidzę.
-No co ty ? To był przecież nasz przyjaciel, to znaczy jest.
-Jeżeli chcesz to uważaj go dalej za przyjaciela, tylko zadaj sobie pytanie czy przyjaciele się tak zachowują.
-To znaczy jak?
-Sama ostatnio powiedziałaś że gdyby był moim przyjacielem to by dał mi jakiś znak co tam u niego.
-Ale ja to powiedziałam na spontanie.
-Oby tak dalej siostrzyczko, wtedy jesteś mądra.-uśmiechnęłam się i szłam przed siebie.Kiedy już wróciłyśmy do domu. Ja poszłam do swojego pokoju, a Van do swojego, a moja mama nadal gadała z Margaret.Kiedy ciocia już poszła to byłą godzina 20, a taty dalej nie było. Ale przysłał mamie SmS że się spóźni, kiedy mama zrobiła kolacje, nie czekając na tatę zjadłyśmy. I mama kazała nam się położyć spać. Kiedy już zasnęłam, nagle z dołu dobiegł dźwięk tłuczonego szkła, zdezorientowana i wystraszona, zbiegłam na dół razem z Van. Widok mnie zaskoczył mama w salonie klękała na podłodze,a wokół niej było stłuczone szkło.
-Mamo co się stało? - mama tylko płakała, i wskazała na telewizor. Leciały teraz wiadomości i była mowa o wypadku nagle prowadzący powiedział " Jestem na miejscu gdzie tir zderzył się z autem sześcioosobowym, na miejscu zginął nie jaki Max Norrington. Wygląda na to że nie było szans żeby kierowca auta przeżył.Błąd popełnił kierowca tira.Rodzinie poszkodowanych składam kondolencje" Cooo?? Oni...chyba...nie mówią... o moim.. tacie ? Prawda ? Powiedźcie że tak.Moja mama razem z Van siedziała na podłodze Van próbowała mamę uspokoić chociaż sama strasznie płakała. Nagle weszła Margaret z Gregiem. I szybko podbiegli do mamy nic nie mówiąc tylko się tuląc. Ja już nie mam siły szybko pobiegłam do swojego pokoju, otworzyłam gwałtownie drzwi od balkonu i krzyknęłam
-Czego ty ode mnie chcesz ? Co?! Dam Ci wszystko ale proszę oddaj mi mojego tatę- mówiłam przez łzy nie potrafiłam ich zatrzymać- Masz !- weszłam do pokoju i wzięłam swoje ulubione poduszeczki .-Ile chcesz jedną,dwie, a może trzy, a wiesz co masz wszystkie nie potrzebuje ich.- mówiąc te słowa zaczęłam wyrzucać poduszki za balkon ku górze, nagle weszła ciocia i mnie obezwładniła.
-Ciiii mała ciii chodź-próbowała mnie uspokoić
-Puść mnie, najlepiej zostaw, wyjdź co kol wiek ale puść mnie.- cały czas płakałam.Nagle ciocia mnie wtuliła w siebie.Ja też, już nie mam siły się opierać, teraz właśnie najbardziej potrzebuje oparcia.
-Straciłam swojego księcia jednocześnie najlepszego tatę na świecie, a co to jest za księżniczka bez swojego księcia, no powiedz.- ciocia zaczęła jeszcze bardziej płakać,widać było że chce mnie uspokoić ale sama nie potrafi.Minął tydzień, koniec ferii i jednocześnie pogrzeb mojego taty. Nikt go nie znał z mojej klasy ale przyszli, dla mnie, moja klasa jest kochana. Tydzień później była rozprawa w sądzie. Kiedy zobaczyliśmy kierowcę Van i mama się zdenerwowały, nie był on stary miał chyba z 20-30 lat nie więcej.Mama zaczęła na niego krzyczeć, a on zaczął nas przepraszać nagle zwrócił się do mnie i powiedział
-Przepraszam , ja naprawdę nie chciałem
-Wiem,ale nie przepraszaj już, twoje słowa nie zwrócą mi taty, a ty będziesz do końca życia żyć ze świadomością ze zabiłeś tatę małych dziewczynek- chłopka posmutniał- smutne prawda, teraz już wiesz jak się czuję, wiem ze mówisz to tylko dlatego żeby dostać mniejszy wyrok bo masz nadzieje że się nad tobą zlitujemy.Ale przykro mi to nie ode mnie zależy niestety,a wiesz dlaczego niestety, bo gdybym to ja była sędzią to bym cię nie wypościła z tego pierdla, byś tam gnił nawet bym się nad tobą nie zlitowała, ja będę do końca życia żyłą bez taty a ty tylko jak wyjdziesz z więzienia to zapomnisz.- chłopak się już nie odezwał, a policjanci którzy go trzymali patrzyli na mnie ze zdziwieniem, to chyba nic dziwnego że mówię to co myślę i czuję.Każdy dzień mijał tak samo, no tylko ze mamie pogorszył się stan i była w szpitalu,a nami opiekowała się Margaret. Już nasze życie nie było tak radosne jak kiedyś, teraz siedziałam cały czas w swoim pokoju i patrzyłam się w ścianę,brzdąkając na gitarze. No i oczywiście nie zabrakło rozmów z tatą, codziennie wieczorem, szłam na balkon.I tak dzień w dzień
***********************
Dziesięć lat później Będąc na nocnych biegach przystałam,żeby się porozciągać, na szczęście nikogo nie było w pobliżu, mając już siedemnaście lat nie przestałam rozmawiać z tatą, wiem teraz pewnie powiecie ze to dziecinne, ale mam nadzieje że mnie wysłucha.Zaczynając biec dalej zapatrzyłam się gdzieś w dal biegłam jak by zahipnotyzowana, i usłyszałam tylko "uważaj", ale była za późno bo ktoś na mnie wjechał. Wstając zobaczyłam chłopaka w czarnych rurkach,w kapturze,trampkach i z różową deskorolką... taaa to bardzo męskie. byłam tak na niego zła, ale i zaczęłam się śmiać.Kiedy chłopak wstał popatrzył się na mnie ze wzrokiem zabójcy, nie powiem kolesie w kapturze mnie przerażają .
-No i z czego się tak śmiejesz ? Dopiero co cię potrąciłem bo ktoś tu nie potrafi uważać,a ty się śmiejesz ?!
-No właśnie tym ktosiem jesteś ty ! A tak po za tym to masz strasznie męska deskorolkę.- i zaczęłam się śmiać.
-Ha ha ha! Następnym razem może uważaj jak biegniesz co i rozglądaj się! Mozę ty potrzebujesz okularów?
-Bardzo śmieszne, nie!Mam nadzieje ze się już więcej nie spotkamy!
-Oooo lepiej tego nie mogłaś powiedzieć! - i odwróciłam się i pobiegłam w stronę domu. Kiedy weszłam do domu byłam strasznie zbulwersowana, Van od razu to za uwarzyła i się zapytała
-Hej coś się stało ?
-Wiesz pełno debili jest w tym mieście, podobno jest to miasto aniołów powinni zmienić je na miasto Debili !
-Okey to powiesz o co chodzi ?
-No bo biegnę sobie spokojnie, a tu nagle wjeżdża na mnie jakiś palant z różową deskorolką.
-Oj no weź na dzieciaka będziesz się złościła ?
-No właśnie chodzi o to że to nie był dzieciak ! On był starszy, nie powiem ci dokładnie ile miał bo był w kapturze. Widziałam tylko że miał ciemno brązowe oczy, że bóg takim debilom daje takie ładne oczy.
-Hahaha z różową deskorolką haha dobre
-Ja ci się tu produkuje, a ty tylko tą deskorolkę zapamiętałaś.Dobra nie ważne idę się szykować na imprezę mam nadzieje że idziesz co nie ?
-No jasne, Party be ze mnie.- taa na pewno nikt by się nie skapną no może tylko chłopcy.Van odkąd dorosłą strasznie wyładniała no i ma branie u chłopaków, a po za tym pracuje w modelingu i jest popularna, a ja za to prowadzę szkołę taneczną i chodzę do szkoły muzycznej.Dużo się u nas zmieniło, ale na lepsze nawet mamie już lepiej i to znacznie miejmy nadzieje że na zawszę.
___________________________________________________________
Hej hej hej *.* Zostawiłam już te biedne dzieci, i teraz będę opisywała ich życie jak u nastolatków. Mam nadzieję że czytacie mojego bloga bo jak nie to się pogniewamy ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

Wspaniały rozdział. Obstawiam, że wpadła na Rossa
OdpowiedzUsuńSuper!!! To musiał być Ross, no bo kto by miał różową deskorolkę, jak nie on... xD Czekam na next :)
OdpowiedzUsuń~ Wera
jezuu dziś zaczęłam czytać i już jest super <3 dawaj szybko kolejny <3
OdpowiedzUsuńTak, jak mówiłam wcześniej twój blog jest bombowy :) Świetny pomysł, superowa fabuła. Bardzo przyjemnie się go czyta. Masz naprawdę wielki talent.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na dalszy ciąg,
Weronika <333
P.s
Zapraszam również do siebie:
http://story-with-ross-lynch.blogspot.com/
Kocham ten rozdział <3
OdpowiedzUsuń