poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 5

-Co ty tu robisz ? - uff to tylko tato, pewnie Van mu powiedziała, ale skąd ona wiedziała pewnie? Pewnie się domyśliła, ale będę miała przechlapane
-Nie gniewaj się na mnie tatusiu i nie krzycz ja chciałam tylko wysłać list cioci.- powiedziałam łamiącym się głosem, tato tylko na mnie popatrzył i kucnął.
-Nie będę na ciebie krzyczeć skarbie- przytulił mnie i kontynuował- dlaczego mi nic nie powiedziałaś byśmy poszli razem, nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiłem dobrze że Van wpadła na pomysł gdzie jesteś.I nie będę się na ciebie gniewać jeżeli mi obiecasz że drugiego razu nie będzie- i wystawił małego paluszka
-Obiecuje- uśmiechnęłam się i ścisnęliśmy się małymi paluszkami- tato, a ty jesteś na nas zły? - zapytałąm się wracając z nim do domu.
-Nie, a dlaczego tak myślisz ?
-No bo poszedłeś do swojego pokoju i trzasnąłeś drzwiami, zawsze Van tak robi jak jest na mnie zła.
-Nie kochanie po prostu nie daje sobie już rady, nie powinienem był tak postąpić przepraszam, wiem że nie jestem wspaniałym ojcem ale się cały czas staram ale też mi nie wychodzi.- zatrzymałam tatę na środku chodnika  stając przed nim i mówiąć
-Masz racje tato nie jesteś wspaniały, a wiesz dlaczego bo jesteś najwspanialszym tata na świecie i każda dziewczynka taka jak ja chciałaby mieć takiego tatę.- po tych słowach ruchem ręki pokazałam tacie żeby się schylił i dałam mu buziaka.Tato się uśmiechnął wziął mnie na barana i powiedział
-Dobra wracajmy bo w domu jest sama Van  i się pewnie boi.
-Wio koniku- po tych słowach tato się zaśmiał i zmierzaliśmy w stronę domu. Kiedy już wróciliśmy Van w ogóle nie była zmartwiona, oglądała sobie "Toma i Jerre'go ". Szybko zeskoczyłam z kucyka i się do niej przyłączyłam.Kiedy baja się skończyła poszłyśmy się wykąpać dzisiaj jest moja kolej na wannę.Oczywiście kiedy się wykapałam poszłam napisać kolejny list, napisałam w nim że mam nową koleżankę Vic iże dzieci mnie przyjęły ciepło no i jak zawsze na końcu napisałam że za nimi tęsknie.Kiedy usłyszałam że idzie tato szybko schowałam list do szuflady i położyłam się w łóżeczku.Tato przyszedł dał mi buziaczka i przewidział "kolorowych snów , moja mała księżniczko", niech mi tylko ktoś powie że ma lepszego tatę ode mnie.Kiedy tato wyszedł szybciutko i cichutko wyszłam na balkon żeby sobie porozmawiać z Bozią.
-Hej mam na imię Nell, mam siedem lat i chodzę do pierwszej klasy, pewnie się zastanawiasz co od ciebie chcę skoro już wszystko mam, no nie do końca, mam mamę którą mi zabierasz, a to nie ładnie bo ona jest moja, jak byś się czół gdyby ci z dnia na dzień umierała osoba którą kochasz pod słońce- nagle zawiał mocny i chłodny wiaterek- no właśnie ja się czuje tak samo.Na koniec chciałabym ci powiedzieć że ufam tobie i mam nadzieje że nie zrobisz nic na moją niekorzyść.Dobranoc Boziu.- i poszłam się położyć do łóżeczka. Zasnęłam w mgnieniu oka.Następnego dnia obudziła mnie Van, poszłam na dół  na stole czekały płatki, ale ja mam kochaną siostrzyczkę.Zjadłyśmy płatki i poszłyśmy umyć ząbki, taty nie było ani w pokoju jak i w domu.
-Ej Van gdzie jest tato ?
-Poszedł coś sprawdzić w samochodzie.Powiedział że jak wróci to mamy być gotowe.- kiedy skończyłam poszłam do pokoju po plecak.Dzisiaj Van ma o jedną lekcje więcej ode mnie.Tato przyszedł po nas i zawiózł nas do szkoły. Pożegnałyśmy się z nim, a później pożegnałam się z Van bo przyszły po nią jej nowe koleżanki.Ona poszła w swoją stronę , a ja w swoją.Nagle ktoś mnie zaczepił na korytarzu, to była Vic
-Hej Nell co tam u ciebie?- nie dała mi dojść do słowa strasznie roztrzepana z niej dziewczyna-dobra słuchaj chcesz dzisiaj do mnie wpaść?
-No hej.. u mnie spoko
-Dobra nie o to się ciebie pytałam- naskoczyła na mnie dziewczynka
-Okey spokojnie odpowiadam Ci na pytania po kolei, będę musiała się zapytać taty
-Fajnie by było-nagle zadzwonił dzwonek- dobra chodź na lekcje i pociągnęła mnie za sobą.Kto by pomyślał że będę miała taką roztrzepaną koleżankę, no na pewno nie ja.
Oczami Stormie
Dzień jak co dzień czyli cicho nic się nie dzieje, odkąd nie ma tu tych małych roztrzepanych dziewczynek ten dom jest nudny i ponury. Jak co dzień poszłam sprawdzić czy coś do mnie przyszło.W skrzyńce był list zaadresowany do moich dzieci po sposobie pisania domyśliłam się że to Nell.Oczywiście nie mogłam się powstrzymać żeby go nie otworzyć. Dziewczynka opisała wszystko to jak wygląda jej dom,jak się w nim czuje,no i że z mamą coraz gorzej, tak strasznie szkoda mi tych dzieci nawet nie wiedzą co ich czeka.Ale końcówka była najlepsza "Kochamy was i tęsknimy Wasze księżniczki". Tak strasznie za nimi tęsknie poleciała mi łezka, gdy nagle do domu wparowała cała gromadka, a ja po przeczytaniu listu miałam lepszy humor.
-Hej dzieci patrzcie co mam.-mówiąc to przyleciały do mnie no oprócz Ross'a cały czas jest smutny i chodzi taki bez życia, szkoda mi chłopaka ale musi się przyzwyczaić.Kiedy dzieciaki się dorwały do listu zaczęły czytać na głos.Były szczęśliwe że Nell i Van o nich nie zapomną i będą do nich pisać.Ale Ross nie był nawet listem zadowolony, kiedy Rydel skończyła czytać Ross pobiegł po schodach do swojego pokoju.Postanowiłam pójść z nim porozmawiać. Kiedy weszłam brzdąkał sobie na gitarze, zawsze to robi kiedy jest smutny.
-Hej czemu jesteś smutny ? Powinieneś się cieszyć że dziewczynki do nas napisały.
-Niby masz racje, ale list to nie to samo co spotkanie na żywo i droczenie się, zabawa, czy nawet wspólne brzdąkanie na gitarze,teraz będzie już wszystko inaczej.
-Sam kierujesz swoim życiem i jeżeli nie chcesz zmian to ich nie rób, za parę lat będzie wszystko tak samo.- Przytuliłam chłopaka i poszłam do reszty zostawiając Ross z jego gitarą.Kiedy zeszłam na dół każdy był smutny te listy źle na nich działają, nie wiem dla czego powinni się cieszyć.Pogoniłam ich żeby poszli odrabiać lekcje, a sama zadzwoniłam do Kristen.
-Hej kochana co tam u ciebie dostaliśmy list od twoich córeczek.
-Hej Stormie u mnie dobrze, i co tam w nim napisała, nawet mi nie chciała dać przeczytać
-Nie udawaj moja droga że wszystko dobrze bo wiem że niej jest, twoja córeczka wszystko napisała.
-A to wredne- zaśmiała się- no co mam ci powiedzieć nie jest zbyt dobrze z moim stanem jeżeli mi się nie polepszy to jeszcze w tym miesiącu mogę umrzeć-zaczęła płakać - nie wiem co mam robić nie chcę rozstawać się z moją gromadką, a przede wszystkim nie chcę żeby dzieciaki cierpiały w tak młodym wieku.
-Będzie dobrze zobaczysz jeszcze wyzdrowiejesz.
-Mam nadzieje że jeszcze się spotkamy w tym życiu, dobra ja muszę kończyć zabierają mnie na badania pa kochana.- i się rozłączyła.Postanowiłam wziąć się za obiad.
Oczami Nell
Dzisiejszy dzień w szkole minął nawet spokojnie, nie licząc przerw, na których latałam jak szalona z Vic. Kiedy tato podjechał po mnie zapytałam się go czy mogę jechać do Vic pozwolił mi. Dałam mu buziaka i poszłam do auta rodziców koleżanki. Przywitałam się i ruszyliśmy, szczerze mówiąc to mieszka w samym centrum i troszkę dalej ode mnie.Kiedy weszłyśmy do domu od razu poleciałyśmy do pokoju Vic, był on wielgaśny większy od mojego i było strasznie przytulnie gdzie się nie ruszysz tam pluszak najbardziej polubiłam 2 metrowego psa, oczywiście pluszowego, ale prawdziwego też nie zabrakło. Był to Bernardyn zwany Mućka nie wiem dlaczego i wole nie wiedzieć.Kiedy odrobiłyśmy lekcję poszłyśmy na obiad, a po obiedzie poszłyśmy się pobawić lalkami.Kiedy było już późno mama Vic mnie odwiozła.Wchodząc do domu krzyknełam
-Księżniczka wróciła, nie musicie się kłaniać.- tato w kuchni się z Van zaśmiał już wiedziałam gdzie są.Kiedy robiliśmy kolacje ktoś zapukał do drzwi......
______________________________________________________________
Domyślacie się kto to może być ? Czy mama dziewczynek przeżyje ?
Czytajcie a się dowiecie ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

2 komentarze:

  1. Super blog. Czekam jak zwykle na next i zapraszam do siebie <3
    http://why-did-you-do-that-im-warrior-in-you.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń