Jak co dzień byłam sobie na porannym spacerze, żeby porobić zdjęcia.Kiedy znalazłam pięknego ptaka, jeszcze tak świetnie padało na niego wschodzące słońce, że aż grzechem byłoby nie zrobić mu zdjęcia.Kiedy już miałam wszystko ustawione, miałam klikać ale nagle ktoś krzyknął strasząc mnie i tym samym płosząc ptaka, i zostało mi samo oświetlenie.To był ten gościu z klubu.
-Ty...aaaa..-byłam tak wkurzona że nawet nie potrafiłam na niego nakrzyczeć.
- Tak to ja-popatrzyłam się na niego ze złością-a może jednak nie ,co ci tak zależało na tym ptaku ?
-Nie widziałeś jaki on był piękny ?
-To chyba nie widziałaś mojego-no i nie chce.
-Tego liliputa ?-blondyn wyraczył oczy i widać było że jest zły
-Jeszcze byś się udławiła-uśmiechnął się tryumfalnie
-Chyba powietrzem - powiedziałam usatysfakcjonowana-a za tego ptaka to cię nienawidzę.-i odeszłam
-Wzajemnie- krzyknął chłopak.Wchodząc do domu zauważyłam że mama już nie śpi.No tak dzisiaj idziemy do kościoła.Poszłam szybko na górę przebrałam się w czarną koronkową sukienkę i czarne koturny do tego wisiorek,który dostałam od taty jeszcze jak byłam mała.Tak strasznie mi go brakuje.Schodząc na dół spostrzegłam się że Van jeszcze nie ma,zawsze jest gotowa.
-Mamo,a Van nie idzie do kościoła ?
-Nie, dajmy jej spać dobrze wiesz jaka jest marudna jak się nie wyśpi.-no to prawda,nie da się żyć z takim człowiekiem.Kiedy wyszłyśmy z mamą cała drogę opowiadała mi nowe kawały jakie usłyszała w pracy.Tak moja mam pracuje,lepiej się już czuje ale to nie zmienia faktu, że nie powinna,ale nie będę się kłócić bo i tak mnie nie posłucha.Niedziela to jedyny dzień,w którym możemy być razem bo cały tydzień mama pracuje.Kiedy msza się skończyła poszłyśmy na cmentarz,a później do domu.Mamie nie kończyły się kawały,co z tego że koniec mówiła na początku i tak były śmieszne,po za tym ja jestem pod wrażeniem bo spalić kawał to jest wielka sztuka.Mama chciała ze mną jeszcze iść na zakupy więc poszłyśmy na targ,a że były duże kolejki to ja poszłam do jednej,a mama do drugiej.Stanęłam za blondynką przy warzywach
-O hej dzięki tobie nie jestem ostatnia-zaśmiałam się z dziewczyną-jestem Rydel, a ty ?
-Hej Nell.Teraz ja jestem ostatnia,ale podobno ostatni stają się pierwszymi.
-Jak masz na imię ?-zapytała tak jak by zdziwiona,ciekawe dlaczego.
-Nell ?
-Nie pamiętasz mnie ? To ja Rydel Lynch,ta co Ci dała lalkę i ta co była twoją przyjaciółką.-WoW jestem w szoku,przytuliłam się do blondynki dziewczyna to odwzajemniła.
-Boziu ale ty się zmieniłaś.Co za spotkanie przy warzywniaku.-zaśmiałyśmy się.Opowiadaj co tam u was ?-i zaczęła opowiadać,że ma zespół z rodzeństwem i przyjacielem,musieli się tu przeprowadzić w sprawach biznesowych,a że im się tu spodobało to zostaną na zawsze.Że Ross się zmienił na gorsze.I że wszyscy za mną tęsknią.Kiedy z dziewczyną kupiłam to co potrzebuje poszłam do mamy okazało się że moja mama odnalazła ciocię Stormie.Nie mogę w to uwierzyć co za spotkanie,haha na targu.
-Słuchajcie mam taki pomysł może zrobię dzisiaj grilla i się wszyscy razem znowu spotkamy?-powiedziała ciocia, nie jestem zbytnio za
-No to będzie dobry pomysł,to co znowu razem ?-jak to? to jest zły pomysł.
- Pod warunkiem że się już nie wyprowadzicie.
-Nie ma mowy.-Stormie powiedziała nam jeszcze gdzie mieszka i o której mamy przyjść i się rozeszłyśmy.
-Mamo słuchaj bo ja się jakoś tak źle czuję i nie wiem czy dam radę iść na grilla.
-Coś kręcisz dobrze wiem,że się boisz spotkać z przyjaciółmi no i Ross'em ale daj spokój raz się żyje.-kurczę ja to mam dzisiaj pecha nie dość,że ten tleniony to jeszcze to spotkanie.Ale okey jestem silną dziewczyną,która przetrwa wszystko.Kiedy wróciliśmy do domu Van siedziała w kuchni i zajadała się płatkami.Widać było że nie ma dobrego humoru.
-Hej dzisiaj idziemy na grilla.-powiedziałam oschle,dziewczynie się to nie spodobało
-Ja nigdzie nie idę,nie obchodzi mnie gdzie i do kog.-powiedziała na fochu i poszła do pokoju.
-Mamo to jest niesprawiedliwe,ja muszę iść,a ona nie ?
-Oj no weź zostawisz mnie samą ?-powiedziała udawanym smutnym głosem,niby wiedziałam,że udaje ale i tak było mi szkoda zostawiać ją samą.Poszłam się przebrać,ubrałam czarne rurki,różowa bokserkę i do tego czarne trampki.Rozpuściłam włosy i zeszłam na dół,moja mam była już gotowa.Wychodząc krzyknęłam"wychodzę"usłyszałam tylko "no i dobrze"i się z mamą zaśmiałam .W końcu doszliśmy do wyznaczonego domu.Kiedy mama zapukała chciałam się wycofać ale mnie złapała za rękę.Otworzył mi wujek,jego słowa zmieniły moje nastawienie co do dzisiejszego grilla
-Oooo czyżby moja księżniczka wróciła w końcu do mnie ?-o czy to nie jest słodkie.
-Jakby mogło być inaczej.-uśmiechnęłam się do wujka i go przytuliłam,poczułam się tak jak kiedyś
-Heeeej. Jak miło że przyszłaś myślałam, że nie przyjdziesz.-no i dobrze myślałaś
-Nie no co ty darmowe żarcie kto by nie skorzystał- uśmiechnęłam się blondynka to odwzajemniła.
-Dziewczyny idźcie zawołać chłopaków i spotykamy się na ogródku.-nie ale po co ?
-Okey-powiedziała blondynka i łapiąc mnie za rękę pociągnęła po schodach,kiedy byłam już na górze,złapał mnie stres i się zatrzymałam.
-Stresujesz się co nie? Wiesz,że nie ma czym.Riker jest wiecznie zadowolony,Rocky lubi nowe znajomości,ale teraz to tylko ją odbuduj,zobaczysz Ell,Ryland cię po chwili pokochają,a Ross'em się nie przejmuj strasznie się zmienił,ale dasz radę.-no to mnie podniosła na duchu.Najpierw poszłyśmy po Rocky'ego,okazało się ze byli u niego wszyscy, oprócz Ross'a nawet nie wiecie jak się cieszyłam.
-Hej siora kogo nam przyprowadziłaś?-blondyn zmierzył mnie wzrokiem ma szczęście, że z uśmiechem.
-To jest Nell pamiętacie dziewczyna która kocha chowanego.-popatrzyli się na mnie tak jak by się przez chwile zacieli,za chwile podszedł do mnie chyba Ell
-No i ? Myślisz,że się teraz ucieszymy co nie?-okey zaczynam się bać -ale nie my cię wyściskamy-i mnie mocno ścisnął po chwili podeszła do mnie reszta i co? Grupowy uścisk to nie możliwe, że tak łatwo poszło.
-Okey to wy idźcie już do ogródka bo mama woła,a my idziemy jeszcze po Ross'a.
-A ja nie mogę iść z chłopakami ?
-Nie ty idziesz ze mną.-i pociągnęła mnie za sobą.Kiedy stałyśmy przed drzwiami słychać było brzmienie gitary i jakieś pod śpiewki.Kiedy Rydel zapukała nie usłyszała proszę więc weszła,kiedy weszłam chłopak miał nawet czysto nad jego łóżkiem wisiał obraz taki zagmatwany,on siedział na krześle tyłem do nas.
-Nie powiedziałem proszę, a ty i tak weszłaś.Czego ode mnie chcesz?-głos był znajomy
-I tak dobrze wiem,że byś się nie odezwał chciałam ci powiedzieć,że mamy gościa i rodzice robią grilla.
-A ten gość to?-i odwrócił się.To Tleniony? Nie no kto by się spodziewał,ale serio.-oo,a my się już znamy,dzisiaj przyjaźnie mnie powitała rano-powiedział sarkazmem patrząc się na mnie z byka.
-To ty wiedziałeś,że to jest Nell i nic minie powiedziałeś ?
-A ty ją znasz?To jakaś dziewczyna z imprezy, a ty na nie nie chodzisz skąd masz ją znać?
-A ty wiesz,że to jest ta Nell co się z nią droczyłeś kiedyś jak byłeś mały?-chłopak popatrzył się na mnie
-I co myślisz,że ci padnę teraz do stóp i powiem jak to ja nie tęskniłem ?Jeżeli tak to mylisz się.Po co przyszłaś żeby znowu po jakimś czasie się wyprowadzić?
-Nie chciałam się tylko z tobą przywitać ale z takim człowiekiem jak ty nie warto nawet się odzywać.-i wyszłam nie miałam ochoty ani na nie go patrzeć ani się odzywać.Usłyszałam tylko jak Rydel mówi "co za przywitanie" Kiedy byłam już na ogródku usiadłam między Rockym ,a Ellem nawet nie wiecie jacy z nich debile,ale oczywiście pozytywnie.Nagle wujek włączył muzykę i wziął mnie do tańca,poczułam się tak jak kiedyś kiedy wujek mną zakręcił wpadłam w ramiona Riker'a.Kiedy z nim tańczyłam do ogródka wszedł Ross.Co się stało że przyszedł? Usiadł koło Rydel cały czas coś szeptali i patrzyli się na mnie,kiedy moje i Ross'a spojrzenia się spotkało poczułam taki chłód postanowiłam nie przejmować się nimi i tańczyłam dalej.Zaczęła się wolna piosenka chciałam sobie już usiąść ale Rocky teraz zaczął mnie męczyć,a co tam raz się żyje.Kiedy tańczyliśmy zobaczyłam,że Rydel i Ell się do siebie przytulają to takie słodkie.
-Co też byś tak chciała?
-Wiesz nie zaprzeczę-uśmiechnęłam się do bruneta on odwzajemnił usmiech
-To wiesz jak chcesz-i mnie objął ale oczywiście po przyjacielsku zaczęliśmy się śmiać.Cały czas czułam na sobie to zimne spojrzenie.Niby kiedyś się tak przyjaźniliśmy,a teraz jest on dla mnie kompletnie obcym człowiekiem.Ale ważne,że reszta mnie zaakceptowała.Kiedy piosenka się skończyła poszłam usiąść wszyscy tańczyli oprócz Ross'a.Chłopak się przesiadł bliżej mnie i zaczął rozmowę
-Widzę,że ci Rocky wpadł w oko -chciałam zaprzeczyć ale mi nie dał dojść do słowa-i co jego też zostawisz po pewnym czasie?-powiedział z obrzydliwą pewnością siebie
-Jesteś świnią,dobrze wiesz,że wyjechałam dla dobra mamy.A Rocky to tylko mój przyjaciel.O co tobie chodzi strasznie się zmieniłeś ?
-Chodzi mi o to,że obiecałaś mi,że będziesz wysyłać listy dostałem tylko jeden przez te dziesięć lat.To życie mnie zmieniło.
-Wysłałam chyba z dziesięć,a ty mi obiecałeś,że znajdziemy się i dalej będziemy przyjaciółmi widzisz i ty i ja się zawiedliśmy na swoich obietnicach.-powiedziałam odchodząc od stołu i pożegnałam się z resztą,wytłumaczyłam,że jutro mam zajęcie i szkołę i że jest już późno.Oczywiście ten wieczór nie mógł sie skończyć radośnie bo Stormie wpadła na pomysł,że moja mama może u nich nocować,a Ross ma mnie odprowadzić.To była długa i ciężka podróż.
____________________________________________________________________
Hej Hej Hej *.* co tam u was :D u mnie nawet nawet jest jeden minus bo kończą mi się ferie.Tak strasznie się cieszę że komentujecie.Oczywiście moje czytelniczki/czytelników kocham :*
KOMENTUJESZ =MOTYWUJESZ
Tak na zachętę. Czy to nie nie jest boskie *.*
środa, 28 stycznia 2015
piątek, 23 stycznia 2015
Rozdział 7
Oczywiście dzień jak co dzień.Najpierw zjedliśmy razem śniadanie, powygłupialiśmy się, jak by to inaczej.No ale tato niestety musiał jechać do pracy, kiedy się żegnał dał nam buziaka no i powiedział
-Macie się słuchać mamusi tak ?
-Tak jest .- dałyśmy tacie buziaki w policzek no i się pożegnał czule z mamą.Kiedy tato wyszedł mama wpadła na pomysł żeby wziąć Margaret i iść na spacer byłam za bo lubię wozić małą Alice w wózku.Kiedy się ubrałyśmy i byłyśmy już gotowe, ktoś zapukał do drzwi to na pewno ciocia Margaret i mała Alice.Kiedy wyszłyśmy z domu kierowałyśmy się w stronę parku.Kobitki rozmawiały sobie z tyłu, a ja i Van razem z Alice wyprułyśmy do przodu.
-Nell ? Zastanawiałaś się kiedyś jak by to było gdybyśmy nie wyleciały ?
-Nie i nie chcę nawet o tym myśleć, bo jak zaczynam to nasuwa mi się tylko jedno imię Ross, którego nienawidzę.
-No co ty ? To był przecież nasz przyjaciel, to znaczy jest.
-Jeżeli chcesz to uważaj go dalej za przyjaciela, tylko zadaj sobie pytanie czy przyjaciele się tak zachowują.
-To znaczy jak?
-Sama ostatnio powiedziałaś że gdyby był moim przyjacielem to by dał mi jakiś znak co tam u niego.
-Ale ja to powiedziałam na spontanie.
-Oby tak dalej siostrzyczko, wtedy jesteś mądra.-uśmiechnęłam się i szłam przed siebie.Kiedy już wróciłyśmy do domu. Ja poszłam do swojego pokoju, a Van do swojego, a moja mama nadal gadała z Margaret.Kiedy ciocia już poszła to byłą godzina 20, a taty dalej nie było. Ale przysłał mamie SmS że się spóźni, kiedy mama zrobiła kolacje, nie czekając na tatę zjadłyśmy. I mama kazała nam się położyć spać. Kiedy już zasnęłam, nagle z dołu dobiegł dźwięk tłuczonego szkła, zdezorientowana i wystraszona, zbiegłam na dół razem z Van. Widok mnie zaskoczył mama w salonie klękała na podłodze,a wokół niej było stłuczone szkło.
-Mamo co się stało? - mama tylko płakała, i wskazała na telewizor. Leciały teraz wiadomości i była mowa o wypadku nagle prowadzący powiedział " Jestem na miejscu gdzie tir zderzył się z autem sześcioosobowym, na miejscu zginął nie jaki Max Norrington. Wygląda na to że nie było szans żeby kierowca auta przeżył.Błąd popełnił kierowca tira.Rodzinie poszkodowanych składam kondolencje" Cooo?? Oni...chyba...nie mówią... o moim.. tacie ? Prawda ? Powiedźcie że tak.Moja mama razem z Van siedziała na podłodze Van próbowała mamę uspokoić chociaż sama strasznie płakała. Nagle weszła Margaret z Gregiem. I szybko podbiegli do mamy nic nie mówiąc tylko się tuląc. Ja już nie mam siły szybko pobiegłam do swojego pokoju, otworzyłam gwałtownie drzwi od balkonu i krzyknęłam
-Czego ty ode mnie chcesz ? Co?! Dam Ci wszystko ale proszę oddaj mi mojego tatę- mówiłam przez łzy nie potrafiłam ich zatrzymać- Masz !- weszłam do pokoju i wzięłam swoje ulubione poduszeczki .-Ile chcesz jedną,dwie, a może trzy, a wiesz co masz wszystkie nie potrzebuje ich.- mówiąc te słowa zaczęłam wyrzucać poduszki za balkon ku górze, nagle weszła ciocia i mnie obezwładniła.
-Ciiii mała ciii chodź-próbowała mnie uspokoić
-Puść mnie, najlepiej zostaw, wyjdź co kol wiek ale puść mnie.- cały czas płakałam.Nagle ciocia mnie wtuliła w siebie.Ja też, już nie mam siły się opierać, teraz właśnie najbardziej potrzebuje oparcia.
-Straciłam swojego księcia jednocześnie najlepszego tatę na świecie, a co to jest za księżniczka bez swojego księcia, no powiedz.- ciocia zaczęła jeszcze bardziej płakać,widać było że chce mnie uspokoić ale sama nie potrafi.Minął tydzień, koniec ferii i jednocześnie pogrzeb mojego taty. Nikt go nie znał z mojej klasy ale przyszli, dla mnie, moja klasa jest kochana. Tydzień później była rozprawa w sądzie. Kiedy zobaczyliśmy kierowcę Van i mama się zdenerwowały, nie był on stary miał chyba z 20-30 lat nie więcej.Mama zaczęła na niego krzyczeć, a on zaczął nas przepraszać nagle zwrócił się do mnie i powiedział
-Przepraszam , ja naprawdę nie chciałem
-Wiem,ale nie przepraszaj już, twoje słowa nie zwrócą mi taty, a ty będziesz do końca życia żyć ze świadomością ze zabiłeś tatę małych dziewczynek- chłopka posmutniał- smutne prawda, teraz już wiesz jak się czuję, wiem ze mówisz to tylko dlatego żeby dostać mniejszy wyrok bo masz nadzieje że się nad tobą zlitujemy.Ale przykro mi to nie ode mnie zależy niestety,a wiesz dlaczego niestety, bo gdybym to ja była sędzią to bym cię nie wypościła z tego pierdla, byś tam gnił nawet bym się nad tobą nie zlitowała, ja będę do końca życia żyłą bez taty a ty tylko jak wyjdziesz z więzienia to zapomnisz.- chłopak się już nie odezwał, a policjanci którzy go trzymali patrzyli na mnie ze zdziwieniem, to chyba nic dziwnego że mówię to co myślę i czuję.Każdy dzień mijał tak samo, no tylko ze mamie pogorszył się stan i była w szpitalu,a nami opiekowała się Margaret. Już nasze życie nie było tak radosne jak kiedyś, teraz siedziałam cały czas w swoim pokoju i patrzyłam się w ścianę,brzdąkając na gitarze. No i oczywiście nie zabrakło rozmów z tatą, codziennie wieczorem, szłam na balkon.I tak dzień w dzień
Będąc na nocnych biegach przystałam,żeby się porozciągać, na szczęście nikogo nie było w pobliżu, mając już siedemnaście lat nie przestałam rozmawiać z tatą, wiem teraz pewnie powiecie ze to dziecinne, ale mam nadzieje że mnie wysłucha.Zaczynając biec dalej zapatrzyłam się gdzieś w dal biegłam jak by zahipnotyzowana, i usłyszałam tylko "uważaj", ale była za późno bo ktoś na mnie wjechał. Wstając zobaczyłam chłopaka w czarnych rurkach,w kapturze,trampkach i z różową deskorolką... taaa to bardzo męskie. byłam tak na niego zła, ale i zaczęłam się śmiać.Kiedy chłopak wstał popatrzył się na mnie ze wzrokiem zabójcy, nie powiem kolesie w kapturze mnie przerażają .
-No i z czego się tak śmiejesz ? Dopiero co cię potrąciłem bo ktoś tu nie potrafi uważać,a ty się śmiejesz ?!
-No właśnie tym ktosiem jesteś ty ! A tak po za tym to masz strasznie męska deskorolkę.- i zaczęłam się śmiać.
-Ha ha ha! Następnym razem może uważaj jak biegniesz co i rozglądaj się! Mozę ty potrzebujesz okularów?
-Bardzo śmieszne, nie!Mam nadzieje ze się już więcej nie spotkamy!
-Oooo lepiej tego nie mogłaś powiedzieć! - i odwróciłam się i pobiegłam w stronę domu. Kiedy weszłam do domu byłam strasznie zbulwersowana, Van od razu to za uwarzyła i się zapytała
-Hej coś się stało ?
-Wiesz pełno debili jest w tym mieście, podobno jest to miasto aniołów powinni zmienić je na miasto Debili !
-Okey to powiesz o co chodzi ?
-No bo biegnę sobie spokojnie, a tu nagle wjeżdża na mnie jakiś palant z różową deskorolką.
-Oj no weź na dzieciaka będziesz się złościła ?
-No właśnie chodzi o to że to nie był dzieciak ! On był starszy, nie powiem ci dokładnie ile miał bo był w kapturze. Widziałam tylko że miał ciemno brązowe oczy, że bóg takim debilom daje takie ładne oczy.
-Hahaha z różową deskorolką haha dobre
-Ja ci się tu produkuje, a ty tylko tą deskorolkę zapamiętałaś.Dobra nie ważne idę się szykować na imprezę mam nadzieje że idziesz co nie ?
-No jasne, Party be ze mnie.- taa na pewno nikt by się nie skapną no może tylko chłopcy.Van odkąd dorosłą strasznie wyładniała no i ma branie u chłopaków, a po za tym pracuje w modelingu i jest popularna, a ja za to prowadzę szkołę taneczną i chodzę do szkoły muzycznej.Dużo się u nas zmieniło, ale na lepsze nawet mamie już lepiej i to znacznie miejmy nadzieje że na zawszę.
___________________________________________________________
Hej hej hej *.* Zostawiłam już te biedne dzieci, i teraz będę opisywała ich życie jak u nastolatków. Mam nadzieję że czytacie mojego bloga bo jak nie to się pogniewamy ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
-Macie się słuchać mamusi tak ?
-Tak jest .- dałyśmy tacie buziaki w policzek no i się pożegnał czule z mamą.Kiedy tato wyszedł mama wpadła na pomysł żeby wziąć Margaret i iść na spacer byłam za bo lubię wozić małą Alice w wózku.Kiedy się ubrałyśmy i byłyśmy już gotowe, ktoś zapukał do drzwi to na pewno ciocia Margaret i mała Alice.Kiedy wyszłyśmy z domu kierowałyśmy się w stronę parku.Kobitki rozmawiały sobie z tyłu, a ja i Van razem z Alice wyprułyśmy do przodu.
-Nell ? Zastanawiałaś się kiedyś jak by to było gdybyśmy nie wyleciały ?
-Nie i nie chcę nawet o tym myśleć, bo jak zaczynam to nasuwa mi się tylko jedno imię Ross, którego nienawidzę.
-No co ty ? To był przecież nasz przyjaciel, to znaczy jest.
-Jeżeli chcesz to uważaj go dalej za przyjaciela, tylko zadaj sobie pytanie czy przyjaciele się tak zachowują.
-To znaczy jak?
-Sama ostatnio powiedziałaś że gdyby był moim przyjacielem to by dał mi jakiś znak co tam u niego.
-Ale ja to powiedziałam na spontanie.
-Oby tak dalej siostrzyczko, wtedy jesteś mądra.-uśmiechnęłam się i szłam przed siebie.Kiedy już wróciłyśmy do domu. Ja poszłam do swojego pokoju, a Van do swojego, a moja mama nadal gadała z Margaret.Kiedy ciocia już poszła to byłą godzina 20, a taty dalej nie było. Ale przysłał mamie SmS że się spóźni, kiedy mama zrobiła kolacje, nie czekając na tatę zjadłyśmy. I mama kazała nam się położyć spać. Kiedy już zasnęłam, nagle z dołu dobiegł dźwięk tłuczonego szkła, zdezorientowana i wystraszona, zbiegłam na dół razem z Van. Widok mnie zaskoczył mama w salonie klękała na podłodze,a wokół niej było stłuczone szkło.
-Mamo co się stało? - mama tylko płakała, i wskazała na telewizor. Leciały teraz wiadomości i była mowa o wypadku nagle prowadzący powiedział " Jestem na miejscu gdzie tir zderzył się z autem sześcioosobowym, na miejscu zginął nie jaki Max Norrington. Wygląda na to że nie było szans żeby kierowca auta przeżył.Błąd popełnił kierowca tira.Rodzinie poszkodowanych składam kondolencje" Cooo?? Oni...chyba...nie mówią... o moim.. tacie ? Prawda ? Powiedźcie że tak.Moja mama razem z Van siedziała na podłodze Van próbowała mamę uspokoić chociaż sama strasznie płakała. Nagle weszła Margaret z Gregiem. I szybko podbiegli do mamy nic nie mówiąc tylko się tuląc. Ja już nie mam siły szybko pobiegłam do swojego pokoju, otworzyłam gwałtownie drzwi od balkonu i krzyknęłam
-Czego ty ode mnie chcesz ? Co?! Dam Ci wszystko ale proszę oddaj mi mojego tatę- mówiłam przez łzy nie potrafiłam ich zatrzymać- Masz !- weszłam do pokoju i wzięłam swoje ulubione poduszeczki .-Ile chcesz jedną,dwie, a może trzy, a wiesz co masz wszystkie nie potrzebuje ich.- mówiąc te słowa zaczęłam wyrzucać poduszki za balkon ku górze, nagle weszła ciocia i mnie obezwładniła.
-Ciiii mała ciii chodź-próbowała mnie uspokoić
-Puść mnie, najlepiej zostaw, wyjdź co kol wiek ale puść mnie.- cały czas płakałam.Nagle ciocia mnie wtuliła w siebie.Ja też, już nie mam siły się opierać, teraz właśnie najbardziej potrzebuje oparcia.
-Straciłam swojego księcia jednocześnie najlepszego tatę na świecie, a co to jest za księżniczka bez swojego księcia, no powiedz.- ciocia zaczęła jeszcze bardziej płakać,widać było że chce mnie uspokoić ale sama nie potrafi.Minął tydzień, koniec ferii i jednocześnie pogrzeb mojego taty. Nikt go nie znał z mojej klasy ale przyszli, dla mnie, moja klasa jest kochana. Tydzień później była rozprawa w sądzie. Kiedy zobaczyliśmy kierowcę Van i mama się zdenerwowały, nie był on stary miał chyba z 20-30 lat nie więcej.Mama zaczęła na niego krzyczeć, a on zaczął nas przepraszać nagle zwrócił się do mnie i powiedział
-Przepraszam , ja naprawdę nie chciałem
-Wiem,ale nie przepraszaj już, twoje słowa nie zwrócą mi taty, a ty będziesz do końca życia żyć ze świadomością ze zabiłeś tatę małych dziewczynek- chłopka posmutniał- smutne prawda, teraz już wiesz jak się czuję, wiem ze mówisz to tylko dlatego żeby dostać mniejszy wyrok bo masz nadzieje że się nad tobą zlitujemy.Ale przykro mi to nie ode mnie zależy niestety,a wiesz dlaczego niestety, bo gdybym to ja była sędzią to bym cię nie wypościła z tego pierdla, byś tam gnił nawet bym się nad tobą nie zlitowała, ja będę do końca życia żyłą bez taty a ty tylko jak wyjdziesz z więzienia to zapomnisz.- chłopak się już nie odezwał, a policjanci którzy go trzymali patrzyli na mnie ze zdziwieniem, to chyba nic dziwnego że mówię to co myślę i czuję.Każdy dzień mijał tak samo, no tylko ze mamie pogorszył się stan i była w szpitalu,a nami opiekowała się Margaret. Już nasze życie nie było tak radosne jak kiedyś, teraz siedziałam cały czas w swoim pokoju i patrzyłam się w ścianę,brzdąkając na gitarze. No i oczywiście nie zabrakło rozmów z tatą, codziennie wieczorem, szłam na balkon.I tak dzień w dzień
***********************
Dziesięć lat później Będąc na nocnych biegach przystałam,żeby się porozciągać, na szczęście nikogo nie było w pobliżu, mając już siedemnaście lat nie przestałam rozmawiać z tatą, wiem teraz pewnie powiecie ze to dziecinne, ale mam nadzieje że mnie wysłucha.Zaczynając biec dalej zapatrzyłam się gdzieś w dal biegłam jak by zahipnotyzowana, i usłyszałam tylko "uważaj", ale była za późno bo ktoś na mnie wjechał. Wstając zobaczyłam chłopaka w czarnych rurkach,w kapturze,trampkach i z różową deskorolką... taaa to bardzo męskie. byłam tak na niego zła, ale i zaczęłam się śmiać.Kiedy chłopak wstał popatrzył się na mnie ze wzrokiem zabójcy, nie powiem kolesie w kapturze mnie przerażają .
-No i z czego się tak śmiejesz ? Dopiero co cię potrąciłem bo ktoś tu nie potrafi uważać,a ty się śmiejesz ?!
-No właśnie tym ktosiem jesteś ty ! A tak po za tym to masz strasznie męska deskorolkę.- i zaczęłam się śmiać.
-Ha ha ha! Następnym razem może uważaj jak biegniesz co i rozglądaj się! Mozę ty potrzebujesz okularów?
-Bardzo śmieszne, nie!Mam nadzieje ze się już więcej nie spotkamy!
-Oooo lepiej tego nie mogłaś powiedzieć! - i odwróciłam się i pobiegłam w stronę domu. Kiedy weszłam do domu byłam strasznie zbulwersowana, Van od razu to za uwarzyła i się zapytała
-Hej coś się stało ?
-Wiesz pełno debili jest w tym mieście, podobno jest to miasto aniołów powinni zmienić je na miasto Debili !
-Okey to powiesz o co chodzi ?
-No bo biegnę sobie spokojnie, a tu nagle wjeżdża na mnie jakiś palant z różową deskorolką.
-Oj no weź na dzieciaka będziesz się złościła ?
-No właśnie chodzi o to że to nie był dzieciak ! On był starszy, nie powiem ci dokładnie ile miał bo był w kapturze. Widziałam tylko że miał ciemno brązowe oczy, że bóg takim debilom daje takie ładne oczy.
-Hahaha z różową deskorolką haha dobre
-Ja ci się tu produkuje, a ty tylko tą deskorolkę zapamiętałaś.Dobra nie ważne idę się szykować na imprezę mam nadzieje że idziesz co nie ?
-No jasne, Party be ze mnie.- taa na pewno nikt by się nie skapną no może tylko chłopcy.Van odkąd dorosłą strasznie wyładniała no i ma branie u chłopaków, a po za tym pracuje w modelingu i jest popularna, a ja za to prowadzę szkołę taneczną i chodzę do szkoły muzycznej.Dużo się u nas zmieniło, ale na lepsze nawet mamie już lepiej i to znacznie miejmy nadzieje że na zawszę.
___________________________________________________________
Hej hej hej *.* Zostawiłam już te biedne dzieci, i teraz będę opisywała ich życie jak u nastolatków. Mam nadzieję że czytacie mojego bloga bo jak nie to się pogniewamy ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
czwartek, 22 stycznia 2015
Rozdział 6
Poszłam szybciutko otworzyć drzwi, jestem ciekawa kto to o tej porze. Kiedy otworzyłam stała tam jakaś kobieta z mężczyzną.Okey powiedziałam milutko
-Witam, w czym mogę pomóc ?
-Witaj księżniczko- ooo to miłe- my przyślijmy się zapoznać z nowymi sąsiadami.
-Zapraszam- goście weszli, a ja zaprowadziłam ich do kuchni. Przywitali się z tatą i Van.Kiedy tato już przygotował kolacje zasiedliśmy do stołu, dorośli sobie gawędzili , a ja z Van się brechtałyśmy ze wszystkiego, no to znaczy ze szkoły.
-Urocze masz córeczki.
-Dziękuje, widzę że wy też niedługo będziecie mieć potomstwo ?
-Tak już nie możemy się doczekać -i uśmiechnęli się
-Już mogę pani obiecać że będę chętna do zabawy, a i jeszcze pytanko będę mogła z panią chodzić na spacery i z maluszkiem ?
-No jasne, a wy macie mamę ?
-Tak mamy tylko teraz jest w szpitalu, ale ona wyzdrowieje i na pewno się dogadacie bo z niej jest miła kobieta.
-Aha nie no na pewno, już coś czuję że będę miała nowa koleżankę- uśmiechnęła się do mnie kobieta
-Dobra tato to my idziemy do siebie pa kolorowych snów i do widzenia- powiedziałam przytuliłam się do taty i poszłam na górę, wstąpiła do mnie też Van.Oby dwie poszłyśmy na balkon, i patrzyłyśmy w gwiazdy.
-Ej piszesz ze mną list do Cioci ?
-Po co ?
-Ale głupie pytanie żeby o nas nie zapomnieli ? No co ty dawaj.
-Nie dzięki- i wyszła sobie z pokoju, co się z nią dzieje. Czy Bozia nie pozwala sobie na zbyt dużo, najpierw mama teraz jeszcze siostra, No Ej. Dobra nareszcie wzięłam się za list. Napisałam ze mam nową przyjaciółkę,poznałam nowych sąsiadów i że będą mieli bobaska no i że w szkole dobrze mi idzie.Minął tydzień,a Van dalej była chyba na mnie obrażona, nie wiem za co, w szkole zdobyłam wiele piątek, z sąsiadka wychodzę codziennie na spacery, wiecie co, ona potrafi śpiewać zawsze idziemy do parku ona bierze gitarę i tam uczy mnie śpiewać, jest naprawdę kochana. Od tygodnia nie widziałam się z mamą bo tato powiedział ze to zły pomysł. Kiedy wróciłam do domu ze szkoły z sąsiadką, a zapomniałam wam powiedzieć że jak tato pracuje to się nami zajmuje ma na imię Margaret. Zawsze bawimy się odrabiamy razem lekcje, a Van razem z nami ale do mnie dalej się nie odzywa.Chciałam się w końcu dowiedzieć o co jej chodzi.Zapukałam do pokoju ona powiedziała "proszę",weszłam
-Hej słuchaj czy ty jesteś na mnie zła ?
-Nie, a dlaczego miała bym być na ciebie zła ? Za to że cały czas żyjesz marzeniami, za to że cały czas myślisz ze te twoje głupie listy coś dadzą, zrozum oni i tak o nas zapomną. Powiedz mi dostałaś od nich chociaż jedną wiadomość?- pokiwałam głowa przecząco mając łzy w oczach.- No właśnie ty się starasz a oni mają Cię w głębokim poważaniu.
-Nie mów tak, może nie mają czasu, może listonosz jeszcze nie przyniósł.
-Na prawdę wierzysz w to ? Zrozum oni chcą ułożyć sobie na nowo życie bez nas.- To co Van mówiło było sensowne napisałam do nich dziesięć listów i ani jednego od nich. Przykre ale prawda zazwyczaj boli.Szybko poszłam do swojego pokoju położyłam się na łóżeczku, wzięłam lalkę barbie ulubioną Rydel i mocno ją przytuliłam, zawsze kiedy to robiłam czułam jak bym przytulała przyjaciółkę.Może to prawda nie powinnam do nich pisać listów, tylko im przeszkadzam.Nagle z dołu usłyszałam śmiech taty, szybko zleciałam i zobaczyłam mamę, pobiegłam się do niej przytulić. Jak ja się ciesze że wróciła tak mi jej brakowało.Teraz będzie wszystko inaczej.
-Hej wam jak ja się za wami stęskniłam. Czy ty Nell płakałaś?
-Nie mamo tylko Ci się tak wydaje, my też tęskniłyśmy, a no i to jest pani Margaret nasza sąsiadka, wiesz co ona uczy mnie śpiewać i mówi że bardzo ładnie mi to wychodzi.- powiedziałam uśmiechając się do mamy.Pani się tylko uśmiechnęła i mama zaczęła z nią gawędzić i dziękować za to że się nami opiekowała.
Nagle mamie zadzwonił telefon jestem ciekawa kto to.
Oczami Kristen
Nagle w spodniach zaczął wibrować mi telefon, spojrzałam na ekran to była Stormie.
-Halo
-Hej co tam u ciebie jesteś już w domu, jak się czujesz ?
-Właśnie weszłam,kiedy zobaczyłam dziewczynki poczułam się o wiele lepiej, a co tam u ciebie ?
-A daj spokój, nawet nie wiesz jak Ross się zmienił przez ten tydzień, nikogo nie słucha tylko siedzi w pokoju i brzdęka na swojej gitarze, nie daje mu już listów bo codziennie było gorzej.Ale za to ja czytam i nawet nie wiesz jak za wami tęsknie.
-My też tęsknimy za wami.
-Dobra kończę bo Ross znowu kłuci się z Markiem papa pozdrów dziewczynki.-rozłączyła się i to tyle po naszej rozmowie.
-Mamo co powiedziała ciocia ?- zapytała się po chwili Nell uśmiechnięta od ucha do ucha
-Dobra jesteś, powiedziała że tęskni za wami
-A coś o Ross'ie ?
-Nic, chyba już się pogodził z tym że wyjechałyście i układa sobie życie na nowo - wiem ze to nie prawda ale najwyższa pora żeby zapomniała o nim, wszyscy dobrze wiemy że się nie spotkają i tylko będą cierpieć. Nagle Nell poleciała szybko do pokoju.
-Co ??? - powiedział Max
-Nie no co ty, podobno z Ross'em się pogorszyło nikogo się nie słucha i ma swój własny świat, a nie chcę żeby z Nell było tak samo, już najwyższa pora żeby o nim zapomniała.
-Masz racje pocierpi pocierpi i przestanie. Jest silną dziewczynką da radę.
Oczami Nell
Nie mogę w to uwierzyć, najpierw chce żeby pisać do niego listy, a teraz nagle ma mnie gdzieś. Okey.... To ja też mam go..... gdzieś. Powiedzieć łatwo ale z czynem trudniej, ale ja dam radę.Wyszłam na balkon z dmuchaną poduszką, usiadłam po turecku i patrzyłam się w gwiazdy zawsze mnie to uspokaja. Kocham ten stan.Poszłam się wykąpać, a później do łóżeczka. Kiedy wstałam uświadomiłam sobie ze jest sobota i nie muszę iść dzisiaj do szkoły. Schodząc na śniadanie usłyszałam śmiechy, tak to właśnie moja rodzinka. Kiedy mnie zobaczyli dali mi buziaka, a Van powiedziała tylko "hej".
-Słuchajcie razem z ojcem wpadliśmy na pomysł żeby dzisiejszy dzień spędzić na mieście co wy na to że weżniemy, panią Margaret i Greg'a.
-Takkk- krzyknęłyśmy z Van. Dzień był wspaniały, byłyśmy w wesołym miasteczku,Mc na rynku, w cukierni, a na koniec poszliśmy na alejkę przy jeziorku wzdłuż drogi były lampy ozdobione w liście, dodawało to temu miejscu uroku. Nagle z dala było słychać muzykę wtedy tato wziął mnie i Van za rękę i zaczął z nami tańczyć, co z tego ze ludzie się na nas patrzyli liczyły się tylko teraz dwie rzeczy, muzyka i to że jesteśmy razem,a cały świat może się walić, ważne że jesteśmy teraz razem.Po trzech miesiącach zmieniło się to że mamy nowego sąsiada, tak to znaczy ze Margaret urodziła córkę nazywa się Alice, no i nareszcie mamie poprawia się stan, jest tylko pod kontrolą i ani razu jeszcze nie miała krwotoku oczywiście od tych trzech miesięcy. Nareszcie zaczęły się ferie, przez pierwszy tydzień było fajnie, bawiąc się z Van i Vic na ogródku były nocowanka, ale drugi tydzień wywrócił nie tylko moje życie do góry nogami ale jak i całej mojej rodzimy...................
______________________________________________________
Jak myślicie co się wydarzy ?? Czy mała dziewczynka da sobie rade, czy to będzie zbyt trudne dla niej ?
Dowiecie się w następnym rozdziale *.*
Mam nadzieje że ktoś w ogóle czyta to co tam wypocę co nie ? I proszę was zostawiajcie komentarze, bo nie wiem czy wam się podoba czy w ogóle jest sens dalej pisać.
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ <3
-Witam, w czym mogę pomóc ?
-Witaj księżniczko- ooo to miłe- my przyślijmy się zapoznać z nowymi sąsiadami.
-Zapraszam- goście weszli, a ja zaprowadziłam ich do kuchni. Przywitali się z tatą i Van.Kiedy tato już przygotował kolacje zasiedliśmy do stołu, dorośli sobie gawędzili , a ja z Van się brechtałyśmy ze wszystkiego, no to znaczy ze szkoły.
-Urocze masz córeczki.
-Dziękuje, widzę że wy też niedługo będziecie mieć potomstwo ?
-Tak już nie możemy się doczekać -i uśmiechnęli się
-Już mogę pani obiecać że będę chętna do zabawy, a i jeszcze pytanko będę mogła z panią chodzić na spacery i z maluszkiem ?
-No jasne, a wy macie mamę ?
-Tak mamy tylko teraz jest w szpitalu, ale ona wyzdrowieje i na pewno się dogadacie bo z niej jest miła kobieta.
-Aha nie no na pewno, już coś czuję że będę miała nowa koleżankę- uśmiechnęła się do mnie kobieta
-Dobra tato to my idziemy do siebie pa kolorowych snów i do widzenia- powiedziałam przytuliłam się do taty i poszłam na górę, wstąpiła do mnie też Van.Oby dwie poszłyśmy na balkon, i patrzyłyśmy w gwiazdy.
-Ej piszesz ze mną list do Cioci ?
-Po co ?
-Ale głupie pytanie żeby o nas nie zapomnieli ? No co ty dawaj.
-Nie dzięki- i wyszła sobie z pokoju, co się z nią dzieje. Czy Bozia nie pozwala sobie na zbyt dużo, najpierw mama teraz jeszcze siostra, No Ej. Dobra nareszcie wzięłam się za list. Napisałam ze mam nową przyjaciółkę,poznałam nowych sąsiadów i że będą mieli bobaska no i że w szkole dobrze mi idzie.Minął tydzień,a Van dalej była chyba na mnie obrażona, nie wiem za co, w szkole zdobyłam wiele piątek, z sąsiadka wychodzę codziennie na spacery, wiecie co, ona potrafi śpiewać zawsze idziemy do parku ona bierze gitarę i tam uczy mnie śpiewać, jest naprawdę kochana. Od tygodnia nie widziałam się z mamą bo tato powiedział ze to zły pomysł. Kiedy wróciłam do domu ze szkoły z sąsiadką, a zapomniałam wam powiedzieć że jak tato pracuje to się nami zajmuje ma na imię Margaret. Zawsze bawimy się odrabiamy razem lekcje, a Van razem z nami ale do mnie dalej się nie odzywa.Chciałam się w końcu dowiedzieć o co jej chodzi.Zapukałam do pokoju ona powiedziała "proszę",weszłam
-Hej słuchaj czy ty jesteś na mnie zła ?
-Nie, a dlaczego miała bym być na ciebie zła ? Za to że cały czas żyjesz marzeniami, za to że cały czas myślisz ze te twoje głupie listy coś dadzą, zrozum oni i tak o nas zapomną. Powiedz mi dostałaś od nich chociaż jedną wiadomość?- pokiwałam głowa przecząco mając łzy w oczach.- No właśnie ty się starasz a oni mają Cię w głębokim poważaniu.
-Nie mów tak, może nie mają czasu, może listonosz jeszcze nie przyniósł.
-Na prawdę wierzysz w to ? Zrozum oni chcą ułożyć sobie na nowo życie bez nas.- To co Van mówiło było sensowne napisałam do nich dziesięć listów i ani jednego od nich. Przykre ale prawda zazwyczaj boli.Szybko poszłam do swojego pokoju położyłam się na łóżeczku, wzięłam lalkę barbie ulubioną Rydel i mocno ją przytuliłam, zawsze kiedy to robiłam czułam jak bym przytulała przyjaciółkę.Może to prawda nie powinnam do nich pisać listów, tylko im przeszkadzam.Nagle z dołu usłyszałam śmiech taty, szybko zleciałam i zobaczyłam mamę, pobiegłam się do niej przytulić. Jak ja się ciesze że wróciła tak mi jej brakowało.Teraz będzie wszystko inaczej.
-Hej wam jak ja się za wami stęskniłam. Czy ty Nell płakałaś?
-Nie mamo tylko Ci się tak wydaje, my też tęskniłyśmy, a no i to jest pani Margaret nasza sąsiadka, wiesz co ona uczy mnie śpiewać i mówi że bardzo ładnie mi to wychodzi.- powiedziałam uśmiechając się do mamy.Pani się tylko uśmiechnęła i mama zaczęła z nią gawędzić i dziękować za to że się nami opiekowała.
Nagle mamie zadzwonił telefon jestem ciekawa kto to.
Oczami Kristen
Nagle w spodniach zaczął wibrować mi telefon, spojrzałam na ekran to była Stormie.
-Halo
-Hej co tam u ciebie jesteś już w domu, jak się czujesz ?
-Właśnie weszłam,kiedy zobaczyłam dziewczynki poczułam się o wiele lepiej, a co tam u ciebie ?
-A daj spokój, nawet nie wiesz jak Ross się zmienił przez ten tydzień, nikogo nie słucha tylko siedzi w pokoju i brzdęka na swojej gitarze, nie daje mu już listów bo codziennie było gorzej.Ale za to ja czytam i nawet nie wiesz jak za wami tęsknie.
-My też tęsknimy za wami.
-Dobra kończę bo Ross znowu kłuci się z Markiem papa pozdrów dziewczynki.-rozłączyła się i to tyle po naszej rozmowie.
-Mamo co powiedziała ciocia ?- zapytała się po chwili Nell uśmiechnięta od ucha do ucha
-Dobra jesteś, powiedziała że tęskni za wami
-A coś o Ross'ie ?
-Nic, chyba już się pogodził z tym że wyjechałyście i układa sobie życie na nowo - wiem ze to nie prawda ale najwyższa pora żeby zapomniała o nim, wszyscy dobrze wiemy że się nie spotkają i tylko będą cierpieć. Nagle Nell poleciała szybko do pokoju.
-Co ??? - powiedział Max
-Nie no co ty, podobno z Ross'em się pogorszyło nikogo się nie słucha i ma swój własny świat, a nie chcę żeby z Nell było tak samo, już najwyższa pora żeby o nim zapomniała.
-Masz racje pocierpi pocierpi i przestanie. Jest silną dziewczynką da radę.
Oczami Nell
Nie mogę w to uwierzyć, najpierw chce żeby pisać do niego listy, a teraz nagle ma mnie gdzieś. Okey.... To ja też mam go..... gdzieś. Powiedzieć łatwo ale z czynem trudniej, ale ja dam radę.Wyszłam na balkon z dmuchaną poduszką, usiadłam po turecku i patrzyłam się w gwiazdy zawsze mnie to uspokaja. Kocham ten stan.Poszłam się wykąpać, a później do łóżeczka. Kiedy wstałam uświadomiłam sobie ze jest sobota i nie muszę iść dzisiaj do szkoły. Schodząc na śniadanie usłyszałam śmiechy, tak to właśnie moja rodzinka. Kiedy mnie zobaczyli dali mi buziaka, a Van powiedziała tylko "hej".
-Słuchajcie razem z ojcem wpadliśmy na pomysł żeby dzisiejszy dzień spędzić na mieście co wy na to że weżniemy, panią Margaret i Greg'a.
-Takkk- krzyknęłyśmy z Van. Dzień był wspaniały, byłyśmy w wesołym miasteczku,Mc na rynku, w cukierni, a na koniec poszliśmy na alejkę przy jeziorku wzdłuż drogi były lampy ozdobione w liście, dodawało to temu miejscu uroku. Nagle z dala było słychać muzykę wtedy tato wziął mnie i Van za rękę i zaczął z nami tańczyć, co z tego ze ludzie się na nas patrzyli liczyły się tylko teraz dwie rzeczy, muzyka i to że jesteśmy razem,a cały świat może się walić, ważne że jesteśmy teraz razem.Po trzech miesiącach zmieniło się to że mamy nowego sąsiada, tak to znaczy ze Margaret urodziła córkę nazywa się Alice, no i nareszcie mamie poprawia się stan, jest tylko pod kontrolą i ani razu jeszcze nie miała krwotoku oczywiście od tych trzech miesięcy. Nareszcie zaczęły się ferie, przez pierwszy tydzień było fajnie, bawiąc się z Van i Vic na ogródku były nocowanka, ale drugi tydzień wywrócił nie tylko moje życie do góry nogami ale jak i całej mojej rodzimy...................
______________________________________________________
Jak myślicie co się wydarzy ?? Czy mała dziewczynka da sobie rade, czy to będzie zbyt trudne dla niej ?
Dowiecie się w następnym rozdziale *.*
Mam nadzieje że ktoś w ogóle czyta to co tam wypocę co nie ? I proszę was zostawiajcie komentarze, bo nie wiem czy wam się podoba czy w ogóle jest sens dalej pisać.
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ <3
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Rozdział 5
-Co ty tu robisz ? - uff to tylko tato, pewnie Van mu powiedziała, ale skąd ona wiedziała pewnie? Pewnie się domyśliła, ale będę miała przechlapane
-Nie gniewaj się na mnie tatusiu i nie krzycz ja chciałam tylko wysłać list cioci.- powiedziałam łamiącym się głosem, tato tylko na mnie popatrzył i kucnął.
-Nie będę na ciebie krzyczeć skarbie- przytulił mnie i kontynuował- dlaczego mi nic nie powiedziałaś byśmy poszli razem, nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiłem dobrze że Van wpadła na pomysł gdzie jesteś.I nie będę się na ciebie gniewać jeżeli mi obiecasz że drugiego razu nie będzie- i wystawił małego paluszka
-Obiecuje- uśmiechnęłam się i ścisnęliśmy się małymi paluszkami- tato, a ty jesteś na nas zły? - zapytałąm się wracając z nim do domu.
-Nie, a dlaczego tak myślisz ?
-No bo poszedłeś do swojego pokoju i trzasnąłeś drzwiami, zawsze Van tak robi jak jest na mnie zła.
-Nie kochanie po prostu nie daje sobie już rady, nie powinienem był tak postąpić przepraszam, wiem że nie jestem wspaniałym ojcem ale się cały czas staram ale też mi nie wychodzi.- zatrzymałam tatę na środku chodnika stając przed nim i mówiąć
-Masz racje tato nie jesteś wspaniały, a wiesz dlaczego bo jesteś najwspanialszym tata na świecie i każda dziewczynka taka jak ja chciałaby mieć takiego tatę.- po tych słowach ruchem ręki pokazałam tacie żeby się schylił i dałam mu buziaka.Tato się uśmiechnął wziął mnie na barana i powiedział
-Dobra wracajmy bo w domu jest sama Van i się pewnie boi.
-Wio koniku- po tych słowach tato się zaśmiał i zmierzaliśmy w stronę domu. Kiedy już wróciliśmy Van w ogóle nie była zmartwiona, oglądała sobie "Toma i Jerre'go ". Szybko zeskoczyłam z kucyka i się do niej przyłączyłam.Kiedy baja się skończyła poszłyśmy się wykąpać dzisiaj jest moja kolej na wannę.Oczywiście kiedy się wykapałam poszłam napisać kolejny list, napisałam w nim że mam nową koleżankę Vic iże dzieci mnie przyjęły ciepło no i jak zawsze na końcu napisałam że za nimi tęsknie.Kiedy usłyszałam że idzie tato szybko schowałam list do szuflady i położyłam się w łóżeczku.Tato przyszedł dał mi buziaczka i przewidział "kolorowych snów , moja mała księżniczko", niech mi tylko ktoś powie że ma lepszego tatę ode mnie.Kiedy tato wyszedł szybciutko i cichutko wyszłam na balkon żeby sobie porozmawiać z Bozią.
-Hej mam na imię Nell, mam siedem lat i chodzę do pierwszej klasy, pewnie się zastanawiasz co od ciebie chcę skoro już wszystko mam, no nie do końca, mam mamę którą mi zabierasz, a to nie ładnie bo ona jest moja, jak byś się czół gdyby ci z dnia na dzień umierała osoba którą kochasz pod słońce- nagle zawiał mocny i chłodny wiaterek- no właśnie ja się czuje tak samo.Na koniec chciałabym ci powiedzieć że ufam tobie i mam nadzieje że nie zrobisz nic na moją niekorzyść.Dobranoc Boziu.- i poszłam się położyć do łóżeczka. Zasnęłam w mgnieniu oka.Następnego dnia obudziła mnie Van, poszłam na dół na stole czekały płatki, ale ja mam kochaną siostrzyczkę.Zjadłyśmy płatki i poszłyśmy umyć ząbki, taty nie było ani w pokoju jak i w domu.
-Ej Van gdzie jest tato ?
-Poszedł coś sprawdzić w samochodzie.Powiedział że jak wróci to mamy być gotowe.- kiedy skończyłam poszłam do pokoju po plecak.Dzisiaj Van ma o jedną lekcje więcej ode mnie.Tato przyszedł po nas i zawiózł nas do szkoły. Pożegnałyśmy się z nim, a później pożegnałam się z Van bo przyszły po nią jej nowe koleżanki.Ona poszła w swoją stronę , a ja w swoją.Nagle ktoś mnie zaczepił na korytarzu, to była Vic
-Hej Nell co tam u ciebie?- nie dała mi dojść do słowa strasznie roztrzepana z niej dziewczyna-dobra słuchaj chcesz dzisiaj do mnie wpaść?
-No hej.. u mnie spoko
-Dobra nie o to się ciebie pytałam- naskoczyła na mnie dziewczynka
-Okey spokojnie odpowiadam Ci na pytania po kolei, będę musiała się zapytać taty
-Fajnie by było-nagle zadzwonił dzwonek- dobra chodź na lekcje i pociągnęła mnie za sobą.Kto by pomyślał że będę miała taką roztrzepaną koleżankę, no na pewno nie ja.
Oczami Stormie
Dzień jak co dzień czyli cicho nic się nie dzieje, odkąd nie ma tu tych małych roztrzepanych dziewczynek ten dom jest nudny i ponury. Jak co dzień poszłam sprawdzić czy coś do mnie przyszło.W skrzyńce był list zaadresowany do moich dzieci po sposobie pisania domyśliłam się że to Nell.Oczywiście nie mogłam się powstrzymać żeby go nie otworzyć. Dziewczynka opisała wszystko to jak wygląda jej dom,jak się w nim czuje,no i że z mamą coraz gorzej, tak strasznie szkoda mi tych dzieci nawet nie wiedzą co ich czeka.Ale końcówka była najlepsza "Kochamy was i tęsknimy Wasze księżniczki". Tak strasznie za nimi tęsknie poleciała mi łezka, gdy nagle do domu wparowała cała gromadka, a ja po przeczytaniu listu miałam lepszy humor.
-Hej dzieci patrzcie co mam.-mówiąc to przyleciały do mnie no oprócz Ross'a cały czas jest smutny i chodzi taki bez życia, szkoda mi chłopaka ale musi się przyzwyczaić.Kiedy dzieciaki się dorwały do listu zaczęły czytać na głos.Były szczęśliwe że Nell i Van o nich nie zapomną i będą do nich pisać.Ale Ross nie był nawet listem zadowolony, kiedy Rydel skończyła czytać Ross pobiegł po schodach do swojego pokoju.Postanowiłam pójść z nim porozmawiać. Kiedy weszłam brzdąkał sobie na gitarze, zawsze to robi kiedy jest smutny.
-Hej czemu jesteś smutny ? Powinieneś się cieszyć że dziewczynki do nas napisały.
-Niby masz racje, ale list to nie to samo co spotkanie na żywo i droczenie się, zabawa, czy nawet wspólne brzdąkanie na gitarze,teraz będzie już wszystko inaczej.
-Sam kierujesz swoim życiem i jeżeli nie chcesz zmian to ich nie rób, za parę lat będzie wszystko tak samo.- Przytuliłam chłopaka i poszłam do reszty zostawiając Ross z jego gitarą.Kiedy zeszłam na dół każdy był smutny te listy źle na nich działają, nie wiem dla czego powinni się cieszyć.Pogoniłam ich żeby poszli odrabiać lekcje, a sama zadzwoniłam do Kristen.
-Hej kochana co tam u ciebie dostaliśmy list od twoich córeczek.
-Hej Stormie u mnie dobrze, i co tam w nim napisała, nawet mi nie chciała dać przeczytać
-Nie udawaj moja droga że wszystko dobrze bo wiem że niej jest, twoja córeczka wszystko napisała.
-A to wredne- zaśmiała się- no co mam ci powiedzieć nie jest zbyt dobrze z moim stanem jeżeli mi się nie polepszy to jeszcze w tym miesiącu mogę umrzeć-zaczęła płakać - nie wiem co mam robić nie chcę rozstawać się z moją gromadką, a przede wszystkim nie chcę żeby dzieciaki cierpiały w tak młodym wieku.
-Będzie dobrze zobaczysz jeszcze wyzdrowiejesz.
-Mam nadzieje że jeszcze się spotkamy w tym życiu, dobra ja muszę kończyć zabierają mnie na badania pa kochana.- i się rozłączyła.Postanowiłam wziąć się za obiad.
Oczami Nell
Dzisiejszy dzień w szkole minął nawet spokojnie, nie licząc przerw, na których latałam jak szalona z Vic. Kiedy tato podjechał po mnie zapytałam się go czy mogę jechać do Vic pozwolił mi. Dałam mu buziaka i poszłam do auta rodziców koleżanki. Przywitałam się i ruszyliśmy, szczerze mówiąc to mieszka w samym centrum i troszkę dalej ode mnie.Kiedy weszłyśmy do domu od razu poleciałyśmy do pokoju Vic, był on wielgaśny większy od mojego i było strasznie przytulnie gdzie się nie ruszysz tam pluszak najbardziej polubiłam 2 metrowego psa, oczywiście pluszowego, ale prawdziwego też nie zabrakło. Był to Bernardyn zwany Mućka nie wiem dlaczego i wole nie wiedzieć.Kiedy odrobiłyśmy lekcję poszłyśmy na obiad, a po obiedzie poszłyśmy się pobawić lalkami.Kiedy było już późno mama Vic mnie odwiozła.Wchodząc do domu krzyknełam
-Księżniczka wróciła, nie musicie się kłaniać.- tato w kuchni się z Van zaśmiał już wiedziałam gdzie są.Kiedy robiliśmy kolacje ktoś zapukał do drzwi......
______________________________________________________________
Domyślacie się kto to może być ? Czy mama dziewczynek przeżyje ?
Czytajcie a się dowiecie ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
-Nie gniewaj się na mnie tatusiu i nie krzycz ja chciałam tylko wysłać list cioci.- powiedziałam łamiącym się głosem, tato tylko na mnie popatrzył i kucnął.
-Nie będę na ciebie krzyczeć skarbie- przytulił mnie i kontynuował- dlaczego mi nic nie powiedziałaś byśmy poszli razem, nawet nie wiesz jak się o ciebie martwiłem dobrze że Van wpadła na pomysł gdzie jesteś.I nie będę się na ciebie gniewać jeżeli mi obiecasz że drugiego razu nie będzie- i wystawił małego paluszka
-Obiecuje- uśmiechnęłam się i ścisnęliśmy się małymi paluszkami- tato, a ty jesteś na nas zły? - zapytałąm się wracając z nim do domu.
-Nie, a dlaczego tak myślisz ?
-No bo poszedłeś do swojego pokoju i trzasnąłeś drzwiami, zawsze Van tak robi jak jest na mnie zła.
-Nie kochanie po prostu nie daje sobie już rady, nie powinienem był tak postąpić przepraszam, wiem że nie jestem wspaniałym ojcem ale się cały czas staram ale też mi nie wychodzi.- zatrzymałam tatę na środku chodnika stając przed nim i mówiąć
-Masz racje tato nie jesteś wspaniały, a wiesz dlaczego bo jesteś najwspanialszym tata na świecie i każda dziewczynka taka jak ja chciałaby mieć takiego tatę.- po tych słowach ruchem ręki pokazałam tacie żeby się schylił i dałam mu buziaka.Tato się uśmiechnął wziął mnie na barana i powiedział
-Dobra wracajmy bo w domu jest sama Van i się pewnie boi.
-Wio koniku- po tych słowach tato się zaśmiał i zmierzaliśmy w stronę domu. Kiedy już wróciliśmy Van w ogóle nie była zmartwiona, oglądała sobie "Toma i Jerre'go ". Szybko zeskoczyłam z kucyka i się do niej przyłączyłam.Kiedy baja się skończyła poszłyśmy się wykąpać dzisiaj jest moja kolej na wannę.Oczywiście kiedy się wykapałam poszłam napisać kolejny list, napisałam w nim że mam nową koleżankę Vic iże dzieci mnie przyjęły ciepło no i jak zawsze na końcu napisałam że za nimi tęsknie.Kiedy usłyszałam że idzie tato szybko schowałam list do szuflady i położyłam się w łóżeczku.Tato przyszedł dał mi buziaczka i przewidział "kolorowych snów , moja mała księżniczko", niech mi tylko ktoś powie że ma lepszego tatę ode mnie.Kiedy tato wyszedł szybciutko i cichutko wyszłam na balkon żeby sobie porozmawiać z Bozią.
-Hej mam na imię Nell, mam siedem lat i chodzę do pierwszej klasy, pewnie się zastanawiasz co od ciebie chcę skoro już wszystko mam, no nie do końca, mam mamę którą mi zabierasz, a to nie ładnie bo ona jest moja, jak byś się czół gdyby ci z dnia na dzień umierała osoba którą kochasz pod słońce- nagle zawiał mocny i chłodny wiaterek- no właśnie ja się czuje tak samo.Na koniec chciałabym ci powiedzieć że ufam tobie i mam nadzieje że nie zrobisz nic na moją niekorzyść.Dobranoc Boziu.- i poszłam się położyć do łóżeczka. Zasnęłam w mgnieniu oka.Następnego dnia obudziła mnie Van, poszłam na dół na stole czekały płatki, ale ja mam kochaną siostrzyczkę.Zjadłyśmy płatki i poszłyśmy umyć ząbki, taty nie było ani w pokoju jak i w domu.
-Ej Van gdzie jest tato ?
-Poszedł coś sprawdzić w samochodzie.Powiedział że jak wróci to mamy być gotowe.- kiedy skończyłam poszłam do pokoju po plecak.Dzisiaj Van ma o jedną lekcje więcej ode mnie.Tato przyszedł po nas i zawiózł nas do szkoły. Pożegnałyśmy się z nim, a później pożegnałam się z Van bo przyszły po nią jej nowe koleżanki.Ona poszła w swoją stronę , a ja w swoją.Nagle ktoś mnie zaczepił na korytarzu, to była Vic
-Hej Nell co tam u ciebie?- nie dała mi dojść do słowa strasznie roztrzepana z niej dziewczyna-dobra słuchaj chcesz dzisiaj do mnie wpaść?
-No hej.. u mnie spoko
-Dobra nie o to się ciebie pytałam- naskoczyła na mnie dziewczynka
-Okey spokojnie odpowiadam Ci na pytania po kolei, będę musiała się zapytać taty
-Fajnie by było-nagle zadzwonił dzwonek- dobra chodź na lekcje i pociągnęła mnie za sobą.Kto by pomyślał że będę miała taką roztrzepaną koleżankę, no na pewno nie ja.
Oczami Stormie
Dzień jak co dzień czyli cicho nic się nie dzieje, odkąd nie ma tu tych małych roztrzepanych dziewczynek ten dom jest nudny i ponury. Jak co dzień poszłam sprawdzić czy coś do mnie przyszło.W skrzyńce był list zaadresowany do moich dzieci po sposobie pisania domyśliłam się że to Nell.Oczywiście nie mogłam się powstrzymać żeby go nie otworzyć. Dziewczynka opisała wszystko to jak wygląda jej dom,jak się w nim czuje,no i że z mamą coraz gorzej, tak strasznie szkoda mi tych dzieci nawet nie wiedzą co ich czeka.Ale końcówka była najlepsza "Kochamy was i tęsknimy Wasze księżniczki". Tak strasznie za nimi tęsknie poleciała mi łezka, gdy nagle do domu wparowała cała gromadka, a ja po przeczytaniu listu miałam lepszy humor.
-Hej dzieci patrzcie co mam.-mówiąc to przyleciały do mnie no oprócz Ross'a cały czas jest smutny i chodzi taki bez życia, szkoda mi chłopaka ale musi się przyzwyczaić.Kiedy dzieciaki się dorwały do listu zaczęły czytać na głos.Były szczęśliwe że Nell i Van o nich nie zapomną i będą do nich pisać.Ale Ross nie był nawet listem zadowolony, kiedy Rydel skończyła czytać Ross pobiegł po schodach do swojego pokoju.Postanowiłam pójść z nim porozmawiać. Kiedy weszłam brzdąkał sobie na gitarze, zawsze to robi kiedy jest smutny.
-Hej czemu jesteś smutny ? Powinieneś się cieszyć że dziewczynki do nas napisały.
-Niby masz racje, ale list to nie to samo co spotkanie na żywo i droczenie się, zabawa, czy nawet wspólne brzdąkanie na gitarze,teraz będzie już wszystko inaczej.
-Sam kierujesz swoim życiem i jeżeli nie chcesz zmian to ich nie rób, za parę lat będzie wszystko tak samo.- Przytuliłam chłopaka i poszłam do reszty zostawiając Ross z jego gitarą.Kiedy zeszłam na dół każdy był smutny te listy źle na nich działają, nie wiem dla czego powinni się cieszyć.Pogoniłam ich żeby poszli odrabiać lekcje, a sama zadzwoniłam do Kristen.
-Hej kochana co tam u ciebie dostaliśmy list od twoich córeczek.
-Hej Stormie u mnie dobrze, i co tam w nim napisała, nawet mi nie chciała dać przeczytać
-Nie udawaj moja droga że wszystko dobrze bo wiem że niej jest, twoja córeczka wszystko napisała.
-A to wredne- zaśmiała się- no co mam ci powiedzieć nie jest zbyt dobrze z moim stanem jeżeli mi się nie polepszy to jeszcze w tym miesiącu mogę umrzeć-zaczęła płakać - nie wiem co mam robić nie chcę rozstawać się z moją gromadką, a przede wszystkim nie chcę żeby dzieciaki cierpiały w tak młodym wieku.
-Będzie dobrze zobaczysz jeszcze wyzdrowiejesz.
-Mam nadzieje że jeszcze się spotkamy w tym życiu, dobra ja muszę kończyć zabierają mnie na badania pa kochana.- i się rozłączyła.Postanowiłam wziąć się za obiad.
Oczami Nell
Dzisiejszy dzień w szkole minął nawet spokojnie, nie licząc przerw, na których latałam jak szalona z Vic. Kiedy tato podjechał po mnie zapytałam się go czy mogę jechać do Vic pozwolił mi. Dałam mu buziaka i poszłam do auta rodziców koleżanki. Przywitałam się i ruszyliśmy, szczerze mówiąc to mieszka w samym centrum i troszkę dalej ode mnie.Kiedy weszłyśmy do domu od razu poleciałyśmy do pokoju Vic, był on wielgaśny większy od mojego i było strasznie przytulnie gdzie się nie ruszysz tam pluszak najbardziej polubiłam 2 metrowego psa, oczywiście pluszowego, ale prawdziwego też nie zabrakło. Był to Bernardyn zwany Mućka nie wiem dlaczego i wole nie wiedzieć.Kiedy odrobiłyśmy lekcję poszłyśmy na obiad, a po obiedzie poszłyśmy się pobawić lalkami.Kiedy było już późno mama Vic mnie odwiozła.Wchodząc do domu krzyknełam
-Księżniczka wróciła, nie musicie się kłaniać.- tato w kuchni się z Van zaśmiał już wiedziałam gdzie są.Kiedy robiliśmy kolacje ktoś zapukał do drzwi......
______________________________________________________________
Domyślacie się kto to może być ? Czy mama dziewczynek przeżyje ?
Czytajcie a się dowiecie ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
niedziela, 18 stycznia 2015
Rozdział 4
Z samego rana obudziła mnie mama, dając mi całusa w czółko.Była godzina ósma, założyłam swoje kapciuszki i zeszłam na dół na śniadanie. Przy stole siedziała już Van i tato,bawili się jedzeniem, ahh dorośli, ale ten widok był tak zabawny że grzechem było by się nie uśmiechnąć.Dając tacie całusa zauważyłam że za oknem słonko przykrywają nieprzyjemne chmury, przywitałam się z Van i zasiadłam do stołu.Kiedy zjadłam śniadanie ze swoją siostrzyczką szybko pobiegłyśmy na górę umyć ząbki.Będąc już gotowe do szkoły założyłam jeszcze mój szczęśliwy wisiorek, który dostałam od cioci na urodziny i zeszłam na dół.Razem z Van byłam ubrana na galowo, tato się odpicował do swojej nowej pracy. Pożegnałyśmy się z mamą i poszłyśmy do samochodu. W samochodzie tato na rozluźnienie puścił piosenki i całą drogę do szkoły śpiewaliśmy, dobrze że nie mam do niej daleko bo tato tak fałszował że aż cud że mi bębenki nie poszły. Wchodząc do szkoły Van złapała mnie za rękę, na korytarzu było pełno dzieci w różnym wieku nawet starsze ode mnie.Ale nasze drogi z Van się rozeszły ona musiała pójść do drugiej klasy,a ja postanowiłam poszukać pierwszej. Przeciskając się między dziećmi wpadłam na pewną dziewczynkę, miało ona długie blond włosy i ciemno niebieskie oczka.
-Oj przepraszam nie zauważyłam Cię jestem tu nowa i trudno jest mi się tu odnaleźć. Szukam pierwszej klasy wiesz może gdzie ona się znajduje?
-Nic nie szkodzi Vic jestem, widzę że w klasie będziemy mieć nową koleżankę.Chodź zaprowadzę cię bo i tak sama tam idę.- uśmiechnęła się, złapała mnie za rękę i powędrowałyśmy. Kiedy byłyśmy już pod klasą ona chciała wejść ale ja się zatrzymałam.
-Coś się stało ?- zapytała widząc że nie mam ochoty tam wejść
-No bo wiesz jestem nowa i się boję że mnie dzieci nie zaakceptują.
-No co ty nasza klasa jest wspaniała z nami nie będziesz się nudziła, nawet nasza wychowawczyni jest spoko. A zresztą zobacz sama.- kiedy weszłam do klasy dzieci podeszły do mnie i zaczęły się mnie wypytywać jak mam na imię skąd jestem i o wszystko co się dało.To było miłe każdy z każdym rozmawiał i każdy z każdym się dogadywał.Kiedy weszła nauczycielka wszyscy usiedli na swoje miejsca ja usiadłam z Vic. Zapoznałam się z nauczycielką i było koniec zajęć.Wychodząc z klasy spotkałam moja siostrę chciałyśmy już wychodzić ale Vic mas zatrzymała.
-Hej słuchaj jeżeli chcesz to mogę cie oprowadzić po szkole
-Okey . Vic to jest moja siostra Vanessa ale możesz mówić na nią Van.- dziewczyny podały sobie rękę i ruszyłyśmy zwiedzać szkołę.Była ona ogromna, biblioteka i hala sportowa zajmowały najwięcej miejsca. Po skończeniu pożegnałam się z Vic i poszłam z Van do samochodu, kiedy tylko zamknęłam drzwi ja i moja siostra zaczęłyśmy nawijać mamie jak było.Okazało się ze klasa Van też jest przyjazna i nie ma się czego bać.Kiedy byłyśmy już w domu kartonów nie było na podłodze, to oznaczało tylko jedna jakaś wróżka je zabrała albo bardziej rzeczywista myśl mama je rozpakowała wróżka mi się bardziej podoba.Wchodząc do pokoju wzięłam list w z szuflady i włożyłam do koperty.
-Mamo mamo! Słuchaj mogła byś wysłać ten list cioci ?
-A co w nim jest ?
-Jest tam cały mój dzień jak go przeżyłam i co się wydarzyło, nie chciałabym żeby ciocia myślała ze o nich zapomniałam dlatego będę przysyłała im codziennie listy żeby nie odczuli mojej nieobecności, no i obiecałam Ross'owi
-Ooo to jest kochane postaram się go jeszcze dzisiaj zaadresować i wysłać.- kiedy mama to powiedziała z nosa poleciała jej kropla krwi, byłam przerażona szybko przyniosłam mamie chusteczkę chciałam zadzwonić na pogotowie ale mam powiedziała ze to nic takiego. Ale z sekundy na sekundę było coraz gorzej krew nie przestawała lecieć i było jej coraz więcej nie słuchając mamy co mówi zadzwoniłam na karetkę, powiedzieli że za niedługo będą, a później do taty. Karetka przyjechała po 5 minutach zabrali mamę do karetki, tato zdążył jeszcze żeby porozmawiać z lekarzem. Kiedy karetka odjechała tato wrócił do domu całej tej sytuacji przyglądała się Van, to musiało być dla niej straszne tak jak dla nas wszystkich.Tato nie odzywając się do nikogo poszedł do swojego pokoju i trzasną drzwiami. Ja wytarłam podłogę i poszłam do siebie do pokoju. Otworzyłam drzwi na balkon i przyglądam się jak krople deszczy powoli uderzają o ziemię. Można by powiedzieć ze ludzie właśnie są jak takie krople deszczu, każdy kiedyś rozbije się o ziemię i zniknie.Wyszłam na balkon i stanęłam w kroplach deszczu, patrząc się ku górze zadawałam sobie pytanie , dlaczego to właśnie spotkało moją rodzinę dlaczego bozia nie wybrała kogoś innego. Może..... jednak nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.Przypomniało mi się że mama zostawiła list na stole, a że on był dla mnie bardzo ważny postanowiłam po niego zejść i dać go do publicznej skrzynki w centrum.Ale zanim to zrobiłam dopisałam jeszcze co się wydarzyło z mamą, a że zabrakło mi kartki poszłam po nową.Kiedy skończyłam wyszłam z domu do centrum,gdyby nie droga samochodem do szkoły nie wiedziałabym że takie coś istnieje.Pomyślcie sobie jak się bałam był wieczór, a ja sama przebijałam się między ludźmi.Kiedy doszłam wrzuciłam list i chciałam wracać do domu kiedy ktoś mnie złapał za rękę.....
____________________________________________________________________
Domyślacie się kto to może być ??? Jesteście ciekawi jak potoczą się sprawy młodej bohaterki?Mam nadzieje że wam się spodoba.No i oczywiście że będzie dużo komentarzy ;) (Marzenia) ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
P.S Tak dla zachęty Foto <3 *.*
-Oj przepraszam nie zauważyłam Cię jestem tu nowa i trudno jest mi się tu odnaleźć. Szukam pierwszej klasy wiesz może gdzie ona się znajduje?
-Nic nie szkodzi Vic jestem, widzę że w klasie będziemy mieć nową koleżankę.Chodź zaprowadzę cię bo i tak sama tam idę.- uśmiechnęła się, złapała mnie za rękę i powędrowałyśmy. Kiedy byłyśmy już pod klasą ona chciała wejść ale ja się zatrzymałam.
-Coś się stało ?- zapytała widząc że nie mam ochoty tam wejść
-No bo wiesz jestem nowa i się boję że mnie dzieci nie zaakceptują.
-No co ty nasza klasa jest wspaniała z nami nie będziesz się nudziła, nawet nasza wychowawczyni jest spoko. A zresztą zobacz sama.- kiedy weszłam do klasy dzieci podeszły do mnie i zaczęły się mnie wypytywać jak mam na imię skąd jestem i o wszystko co się dało.To było miłe każdy z każdym rozmawiał i każdy z każdym się dogadywał.Kiedy weszła nauczycielka wszyscy usiedli na swoje miejsca ja usiadłam z Vic. Zapoznałam się z nauczycielką i było koniec zajęć.Wychodząc z klasy spotkałam moja siostrę chciałyśmy już wychodzić ale Vic mas zatrzymała.
-Hej słuchaj jeżeli chcesz to mogę cie oprowadzić po szkole
-Okey . Vic to jest moja siostra Vanessa ale możesz mówić na nią Van.- dziewczyny podały sobie rękę i ruszyłyśmy zwiedzać szkołę.Była ona ogromna, biblioteka i hala sportowa zajmowały najwięcej miejsca. Po skończeniu pożegnałam się z Vic i poszłam z Van do samochodu, kiedy tylko zamknęłam drzwi ja i moja siostra zaczęłyśmy nawijać mamie jak było.Okazało się ze klasa Van też jest przyjazna i nie ma się czego bać.Kiedy byłyśmy już w domu kartonów nie było na podłodze, to oznaczało tylko jedna jakaś wróżka je zabrała albo bardziej rzeczywista myśl mama je rozpakowała wróżka mi się bardziej podoba.Wchodząc do pokoju wzięłam list w z szuflady i włożyłam do koperty.
-Mamo mamo! Słuchaj mogła byś wysłać ten list cioci ?
-A co w nim jest ?
-Jest tam cały mój dzień jak go przeżyłam i co się wydarzyło, nie chciałabym żeby ciocia myślała ze o nich zapomniałam dlatego będę przysyłała im codziennie listy żeby nie odczuli mojej nieobecności, no i obiecałam Ross'owi
-Ooo to jest kochane postaram się go jeszcze dzisiaj zaadresować i wysłać.- kiedy mama to powiedziała z nosa poleciała jej kropla krwi, byłam przerażona szybko przyniosłam mamie chusteczkę chciałam zadzwonić na pogotowie ale mam powiedziała ze to nic takiego. Ale z sekundy na sekundę było coraz gorzej krew nie przestawała lecieć i było jej coraz więcej nie słuchając mamy co mówi zadzwoniłam na karetkę, powiedzieli że za niedługo będą, a później do taty. Karetka przyjechała po 5 minutach zabrali mamę do karetki, tato zdążył jeszcze żeby porozmawiać z lekarzem. Kiedy karetka odjechała tato wrócił do domu całej tej sytuacji przyglądała się Van, to musiało być dla niej straszne tak jak dla nas wszystkich.Tato nie odzywając się do nikogo poszedł do swojego pokoju i trzasną drzwiami. Ja wytarłam podłogę i poszłam do siebie do pokoju. Otworzyłam drzwi na balkon i przyglądam się jak krople deszczy powoli uderzają o ziemię. Można by powiedzieć ze ludzie właśnie są jak takie krople deszczu, każdy kiedyś rozbije się o ziemię i zniknie.Wyszłam na balkon i stanęłam w kroplach deszczu, patrząc się ku górze zadawałam sobie pytanie , dlaczego to właśnie spotkało moją rodzinę dlaczego bozia nie wybrała kogoś innego. Może..... jednak nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.Przypomniało mi się że mama zostawiła list na stole, a że on był dla mnie bardzo ważny postanowiłam po niego zejść i dać go do publicznej skrzynki w centrum.Ale zanim to zrobiłam dopisałam jeszcze co się wydarzyło z mamą, a że zabrakło mi kartki poszłam po nową.Kiedy skończyłam wyszłam z domu do centrum,gdyby nie droga samochodem do szkoły nie wiedziałabym że takie coś istnieje.Pomyślcie sobie jak się bałam był wieczór, a ja sama przebijałam się między ludźmi.Kiedy doszłam wrzuciłam list i chciałam wracać do domu kiedy ktoś mnie złapał za rękę.....
____________________________________________________________________
Domyślacie się kto to może być ??? Jesteście ciekawi jak potoczą się sprawy młodej bohaterki?Mam nadzieje że wam się spodoba.No i oczywiście że będzie dużo komentarzy ;) (Marzenia) ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
P.S Tak dla zachęty Foto <3 *.*
sobota, 17 stycznia 2015
Rozdział 3
Następnego dnia obudziła mnie moja siostrzyczka.Wstałam z uśmiechem jak to ja, ale kiedy zobaczyłam smutna minę Vic od razu przypomniało mi się że dzisiaj wylatujemy.Ubrałam kapciuszki i zeszłam na dół na śniadanie. Przy stole siedziała już mama i tata.Nie zauważając mnie rozmawiali o przeprowadzce a mi z sekundy na sekundę robiło się smutniej,kiedy mama mnie zauważyła powiedziała
-Hej córeczko jak Ci się spało ???
-Wiesz, że dobrze, w końcu dzisiaj była moja ostatnia noc tutaj.-powiedziałam, a mama popatrzyła się na tatę.
-Dobra dzieci mamy już wszystko spakowane, idźcie się ogarnąć bo za dwie godziny mamy samolot-powiedział tata,a ja się go posłuchałam i poszłam się ubrać i uczesać, razem z moja siostrą umyłyśmy ząbki i zeszłyśmy na dół. Nawet nie wiem kiedy minęła godzina i już trzeba było wychodzić, mama dała nam kurteczki do założenia i wyszliśmy do auta.Kiedy byliśmy na miejscu nurtowało mnie jedno pytanie
-Tato, a co zrobisz z autem ?
-Wujek Mark po nie przyjedzie.
-To znaczy że jeszcze ich zobaczymy? -uśmiechnęłam się do taty
-Nie, przyjadą po nie jak sobie odlecimy.
-Dlaczego?
-Bo to jest zły pomysł żebyście się zobaczyli bo będziecie płakać.-Niech mu będzie nie chcę się kłócić z nim.Przeszłam przez pewną bramkę i byłam już w samolocie nie powiem bałam się, no bo jakim cudem taka wielka maszyna unosi się w powietrze, a ja nie.Kiedy wystartowaliśmy Vic złapała mnie za rękę i powiedział "wszystko będzie dobrze". Lecąc podziwiałam chmurki i to co było pod nami.Zasnęłam, obudziłam się dopiero przy lądowaniu.Kiedy czekaliśmy na lotnisku aż przyjedzie po nas Taxi, tato poszedł po coś do picia.Ale że mój Pan brzusio był głodny postanowiłam podbiec do taty i powiedzieć mu żeby mi coś kupił.
-Tato,tato
-Co chcesz ?
-Kupisz mi coś do jedzenia bo mój brzusio jest głodny.-kasjerka się popatrzyła i powiedział do taty
-Ale urocza dziewczynka jak się nazywa?
-Nell, a urodę to ma po tacie - no chyba nie
-Nie strasz mnie - powiedziałam,a oni zaczęli się śmiać,kiedy skończyli kasjerka powiedziała do mnie
-Proszę pączek dla księżniczki na koszt firmy.-już łubie tę panią, podziękował i poszłam do mamy i Vic.Oczywiście podzieliłam się z siostrzyczką,a mama nie chciała, kiedy podjechała po nas taksówka zabraliśmy swoje bagaże i pojechaliśmy do nowego domku. Kiedy wysiadłam z samochodu moja twarz osłupiała.Boziu mój dom to nie dom to jakaś Willa z tajemniczym ogrodem. Jest strasznie piękny na zewnątrz, to jaki musi być w środku.Kiedy weszłam poczułam się jak księżniczka.Po prawej stronie wielkie schody na przeciwko kuchnia, a po lewej stronie jadalnia.Przejście do salonu było koło jadalni był on w ciepłych kolorach i czułam się dzięki nim jak u siebie w domu, nawet był kominek już wiem gdzie będę spędzała dużo czasu.Postanowiłam szybko popędzić na górę zobaczyć pokoje, mój pokój był na końcu korytarza.Kiedy otworzyłam drzwi,uśmiech na mojej twarzy pojawił się momentalnie pokój był różowo-żółty miałam wielkie łoże bo łóżkiem nie można było tego nazwać, i chyba ze sto tysięcy poduszek w różnych kolorach dzięki nim mój pokój wydawał się być radosny, najbardziej mnie zachwycił obraz który wisiał tuż nad nim, przedstawiał on dziewczynę w różowych barwach różnego odcieniu, na rękach trzymała małego wilczka, a z boku była polowa głowy dużego. To był coś pięknego, oczywiście najlepsze zostawiłam sobie na koniec, to balkon.
Kiedy podeszłam i otworzyłam wielkie przezroczyste drzwi.To co tam zobaczyłam powaliło mnie, widok miałam na ogród na którym były wszystkie rodzaje kwiatków jakie się tylko dało było tam tak kolorowo tyle tego,a jednak nie było to nawalone trochę tu trochę tam był to jak by to powiedzieć... o już mam artystyczny nieład. Mogę tu siedzieć godzinami, nic i nikt mi w tym nie przeszkodzi.Gdyby nie mama która właśnie weszła do pokoju i powiedziała
-I jak podoba ci się tu ?- podobać podoba ale strasznie tęsknie za przyjaciółmi
-No baaa jeszcze się pytasz , pomyśl dla tak małej dziewczynki to to miejsce jest magiczne.-podbiegłam i przytuliłam się do mamy. Za chwile doszedł do nas tato z siostrą
-No no księżniczko brakuje Ci tu tylko jeszcze księcia- i puścił mi oczko
-No przecież właśnie do mnie przemówił i nawet osła mam- popatrzyłam się na Vanessę ona powiedziała tylko "ej" i wszyscy zaczęli się śmiać.
-Chciałbym was poinformować że od jutra zaczniecie chodzić do szkoły. Jutro o 8:40 zbiórka koło drzwi już ubrane i gotowe do rozpoczęcia nowego roku szkolnego.
-Tak jest kapitanie- powiedziałyśmy jednocześnie z siostrą i zaczęłyśmy się śmiać. Kiedy rodzice już poszli Van została jeszcze u mnie i zadał mi dziwne pytanie
-Boisz się jutrzejszego dnia? No wiesz że nas nie zaakceptują.
-Nie. Może troszkę ale to ich problem jak nas nie zaakceptują bo jesteśmy super dziewczyny i nie damy się tak łatwo prawda? Razem przetrwamy wszystko. W bólu i w szczęściu zawsze razem.-Przytuliłam siostrę
-Tak masz racje.Ej chcesz pooglądać mój pokój ?
-No jasne jeszcze się pytasz.- ona miała pokój zaraz przy samych schodach. Kiedy weszłam pokój był mieszanką fioletu z niebieskim.Miła ona wysunięty parapet żeby mogła sobie tam usiać a nawet się położyć skulona.Widok miała na główną ulicę. Patrząc przez okno już można stwierdzić że dużo się tutaj dzieje i każdy ze sobą ma dobry kontakt, mam nadzieje że sąsiedzi przyjmą nas ciepło.Łazienka znajdowała się po między moim a mamy pokojem, był tam i prysznic i wanna mówiąc szczerze do wyboru do koloru.Więc żeby nie tracić czasu poszłam się wykąpać z Van ona wybrała wannę a ja prysznic i codziennie będziemy się wymieniać. Kiedy byłyśmy już po kąpieli zeszłyśmy na dół na kolacje. Zjadłam ją ze smakiem i już chciałam rozpakowywać kartony ale mama powiedziała
-Zostaw to córeczka ja jutro siedzę cały dzień w domu to sobie porobię chociaż nie będzie mi się nudziło- czemu nie jak chce, szybko poleciałam do mojego pokoju zamknęłam drzwi, wzięłam kartkę i długopis wyszłam na balkon z krzesłem i zaczęłam pisać list. Obiecałam ze codziennie będę opisywać swój dzień w liście do przyjaciół. Napisałam im wszystko po kolei jak mi miną lot, jak wygląda moje nowe mieszkanie, jak się w nim czuje, o ogrodzie dużo napisałam, no i o tym że jutro zaczynam szkołę. Dam radę jestem silną dziewczynką. Na końcu napisałam ze wszystkich całuje i pozdrawiam.Włożyłam kartkę do szuflady w biurku i położyłam się na łóżku i dopiero wtedy zrozumiałam jak mi ich brakuje.No nie piwem parę łez mi poleciało ale to chyba każdy tak ma jak za kimś tęskni.Uśmiech mi powrócił kiedy sobie pomyślałam co by było gdyby oni tu byli, a zabawa w chowanego była by niesamowita w tym ogrodzie.Tak rozmyślając co oni teraz robią zasnęłam.
________________________________________________________________
Hej ten rozdział jest taki króciutki bo chciałam wam tylko opisać jak teraz będzie mieszkać rodzina. Mam nadziej że nie jedna dziewczyna chciałaby poczuć się tak jak główna bohaterka, sama czasem chciała bym zapomnieć o tym świecie i być jak księżniczka żyć beztrosko i szczęśliwie, ale czy to koniec problemów dla tej niewinnej dziewczynki to się okaże w następnym rozdziale *.*
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ <3
-Hej córeczko jak Ci się spało ???
-Wiesz, że dobrze, w końcu dzisiaj była moja ostatnia noc tutaj.-powiedziałam, a mama popatrzyła się na tatę.
-Dobra dzieci mamy już wszystko spakowane, idźcie się ogarnąć bo za dwie godziny mamy samolot-powiedział tata,a ja się go posłuchałam i poszłam się ubrać i uczesać, razem z moja siostrą umyłyśmy ząbki i zeszłyśmy na dół. Nawet nie wiem kiedy minęła godzina i już trzeba było wychodzić, mama dała nam kurteczki do założenia i wyszliśmy do auta.Kiedy byliśmy na miejscu nurtowało mnie jedno pytanie
-Tato, a co zrobisz z autem ?
-Wujek Mark po nie przyjedzie.
-To znaczy że jeszcze ich zobaczymy? -uśmiechnęłam się do taty
-Nie, przyjadą po nie jak sobie odlecimy.
-Dlaczego?
-Bo to jest zły pomysł żebyście się zobaczyli bo będziecie płakać.-Niech mu będzie nie chcę się kłócić z nim.Przeszłam przez pewną bramkę i byłam już w samolocie nie powiem bałam się, no bo jakim cudem taka wielka maszyna unosi się w powietrze, a ja nie.Kiedy wystartowaliśmy Vic złapała mnie za rękę i powiedział "wszystko będzie dobrze". Lecąc podziwiałam chmurki i to co było pod nami.Zasnęłam, obudziłam się dopiero przy lądowaniu.Kiedy czekaliśmy na lotnisku aż przyjedzie po nas Taxi, tato poszedł po coś do picia.Ale że mój Pan brzusio był głodny postanowiłam podbiec do taty i powiedzieć mu żeby mi coś kupił.
-Tato,tato
-Co chcesz ?
-Kupisz mi coś do jedzenia bo mój brzusio jest głodny.-kasjerka się popatrzyła i powiedział do taty
-Ale urocza dziewczynka jak się nazywa?
-Nell, a urodę to ma po tacie - no chyba nie
-Nie strasz mnie - powiedziałam,a oni zaczęli się śmiać,kiedy skończyli kasjerka powiedziała do mnie
-Proszę pączek dla księżniczki na koszt firmy.-już łubie tę panią, podziękował i poszłam do mamy i Vic.Oczywiście podzieliłam się z siostrzyczką,a mama nie chciała, kiedy podjechała po nas taksówka zabraliśmy swoje bagaże i pojechaliśmy do nowego domku. Kiedy wysiadłam z samochodu moja twarz osłupiała.Boziu mój dom to nie dom to jakaś Willa z tajemniczym ogrodem. Jest strasznie piękny na zewnątrz, to jaki musi być w środku.Kiedy weszłam poczułam się jak księżniczka.Po prawej stronie wielkie schody na przeciwko kuchnia, a po lewej stronie jadalnia.Przejście do salonu było koło jadalni był on w ciepłych kolorach i czułam się dzięki nim jak u siebie w domu, nawet był kominek już wiem gdzie będę spędzała dużo czasu.Postanowiłam szybko popędzić na górę zobaczyć pokoje, mój pokój był na końcu korytarza.Kiedy otworzyłam drzwi,uśmiech na mojej twarzy pojawił się momentalnie pokój był różowo-żółty miałam wielkie łoże bo łóżkiem nie można było tego nazwać, i chyba ze sto tysięcy poduszek w różnych kolorach dzięki nim mój pokój wydawał się być radosny, najbardziej mnie zachwycił obraz który wisiał tuż nad nim, przedstawiał on dziewczynę w różowych barwach różnego odcieniu, na rękach trzymała małego wilczka, a z boku była polowa głowy dużego. To był coś pięknego, oczywiście najlepsze zostawiłam sobie na koniec, to balkon.
Kiedy podeszłam i otworzyłam wielkie przezroczyste drzwi.To co tam zobaczyłam powaliło mnie, widok miałam na ogród na którym były wszystkie rodzaje kwiatków jakie się tylko dało było tam tak kolorowo tyle tego,a jednak nie było to nawalone trochę tu trochę tam był to jak by to powiedzieć... o już mam artystyczny nieład. Mogę tu siedzieć godzinami, nic i nikt mi w tym nie przeszkodzi.Gdyby nie mama która właśnie weszła do pokoju i powiedziała
-I jak podoba ci się tu ?- podobać podoba ale strasznie tęsknie za przyjaciółmi
-No baaa jeszcze się pytasz , pomyśl dla tak małej dziewczynki to to miejsce jest magiczne.-podbiegłam i przytuliłam się do mamy. Za chwile doszedł do nas tato z siostrą
-No no księżniczko brakuje Ci tu tylko jeszcze księcia- i puścił mi oczko
-No przecież właśnie do mnie przemówił i nawet osła mam- popatrzyłam się na Vanessę ona powiedziała tylko "ej" i wszyscy zaczęli się śmiać.
-Chciałbym was poinformować że od jutra zaczniecie chodzić do szkoły. Jutro o 8:40 zbiórka koło drzwi już ubrane i gotowe do rozpoczęcia nowego roku szkolnego.
-Tak jest kapitanie- powiedziałyśmy jednocześnie z siostrą i zaczęłyśmy się śmiać. Kiedy rodzice już poszli Van została jeszcze u mnie i zadał mi dziwne pytanie
-Boisz się jutrzejszego dnia? No wiesz że nas nie zaakceptują.
-Nie. Może troszkę ale to ich problem jak nas nie zaakceptują bo jesteśmy super dziewczyny i nie damy się tak łatwo prawda? Razem przetrwamy wszystko. W bólu i w szczęściu zawsze razem.-Przytuliłam siostrę
-Tak masz racje.Ej chcesz pooglądać mój pokój ?
-No jasne jeszcze się pytasz.- ona miała pokój zaraz przy samych schodach. Kiedy weszłam pokój był mieszanką fioletu z niebieskim.Miła ona wysunięty parapet żeby mogła sobie tam usiać a nawet się położyć skulona.Widok miała na główną ulicę. Patrząc przez okno już można stwierdzić że dużo się tutaj dzieje i każdy ze sobą ma dobry kontakt, mam nadzieje że sąsiedzi przyjmą nas ciepło.Łazienka znajdowała się po między moim a mamy pokojem, był tam i prysznic i wanna mówiąc szczerze do wyboru do koloru.Więc żeby nie tracić czasu poszłam się wykąpać z Van ona wybrała wannę a ja prysznic i codziennie będziemy się wymieniać. Kiedy byłyśmy już po kąpieli zeszłyśmy na dół na kolacje. Zjadłam ją ze smakiem i już chciałam rozpakowywać kartony ale mama powiedziała
-Zostaw to córeczka ja jutro siedzę cały dzień w domu to sobie porobię chociaż nie będzie mi się nudziło- czemu nie jak chce, szybko poleciałam do mojego pokoju zamknęłam drzwi, wzięłam kartkę i długopis wyszłam na balkon z krzesłem i zaczęłam pisać list. Obiecałam ze codziennie będę opisywać swój dzień w liście do przyjaciół. Napisałam im wszystko po kolei jak mi miną lot, jak wygląda moje nowe mieszkanie, jak się w nim czuje, o ogrodzie dużo napisałam, no i o tym że jutro zaczynam szkołę. Dam radę jestem silną dziewczynką. Na końcu napisałam ze wszystkich całuje i pozdrawiam.Włożyłam kartkę do szuflady w biurku i położyłam się na łóżku i dopiero wtedy zrozumiałam jak mi ich brakuje.No nie piwem parę łez mi poleciało ale to chyba każdy tak ma jak za kimś tęskni.Uśmiech mi powrócił kiedy sobie pomyślałam co by było gdyby oni tu byli, a zabawa w chowanego była by niesamowita w tym ogrodzie.Tak rozmyślając co oni teraz robią zasnęłam.
________________________________________________________________
Hej ten rozdział jest taki króciutki bo chciałam wam tylko opisać jak teraz będzie mieszkać rodzina. Mam nadziej że nie jedna dziewczyna chciałaby poczuć się tak jak główna bohaterka, sama czasem chciała bym zapomnieć o tym świecie i być jak księżniczka żyć beztrosko i szczęśliwie, ale czy to koniec problemów dla tej niewinnej dziewczynki to się okaże w następnym rozdziale *.*
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ <3
wtorek, 13 stycznia 2015
Rozdział 2
Strasznie wcześnie wstałam ponieważ chciało mi się siusiu.Kiedy się już opróżniłam zeszłam na dół ale nikogo nie było.Postanowiłam sprawdzić czy tato jest u siebie w sypialni, ale też go nie było. Po dłuższym zastanowieniu się wpadłam na to że może jest u mamy.Postanowiłam się już nie kłaść i zrobić sobie płatki śniadaniowe.Kiedy zjadałam poszłam do salonu oglądać bajki, zawsze rano leci "Tom and Jerry" po nim "Scooby Doo" i na końcu "Myszka Miki i przyjaciele"wyłączyłam telewizor i już miałam iść na górę kiedy drzwi się otworzyły, do domu weszła mama,a po niej tato.Widząc mamę ucieszyłam się i pobiegłam się przytulić,niby jeden dzień, a tak strasznie mi jej brakowało.Kiedy mama usiadła w jadalni ja i tato postanowiliśmy zrobić śniadanie.Wszystko było już gotowe więc postanowiłam szybko polecieć obudzić Van, nie reagowała na mowę więc zrzuciłam ją z łóżka.
-Ej co ty robisz, miałam taki fajny sen że spotkałam osła.
-Jakiego osła ?? - ja czasem się zastanawiam czy jej nie podmieniono w szpitalu, albo mnie
-No wiesz tego fajnego ze "Shreka"
-Aaaa ten taki głupi jak ty
-Tak.Co ?... Ej!
-Dobra mniejsza mama już wróciła- kiedy to powiedziałam Van popędziła do kuchni się przywitać, a ja tez ale na śniadanie.Po śniadaniu ja poszłam do pokoju się ubrać i ogarnąć,a Van wygłupiała się to jest trudny przypadek dziecka, naukowcy do tej pory nie wykryli u niej mózgu.Po pewnej chwili postanowiła się do nich dołączyć.Tato wpadł na pomysł żeby się pobawić w kalambury, to był super pomysł.Kiedy Van udawała ze jest psem to zaczęła się tarzać po podłaszę szybko do niej podleciałam i zapytałam.
-Nic Ci nie jest dziewczynko ??- wszyscy zaczęli się śmiać, kiedy była kolej taty on coś pokazywał czego my nie mogliśmy zgadnąć po 10 min się poddaliśmy i zapytałam się
-Co to było ???
-Cieniasy- i zaczął się śmiać
-Nie to ty po prostu nie potrafisz pokazywać- powiedziała Van i mama zaczęła się śmiac mówiąc
-Widzisz własna córka Cię zgasiła- wszyscy się zaśmiali - no to co to było kochanie
-Ze dostaliśmy zaproszenia na grilla od Lynchów i czy pójdziemy ?
-Wow- każdy zrobił duże oczy, to co tato pokazywał w ogóle się nie miało do tego co powiedział, ale po chwili ja i Van krzyknęłyśmy "tak" i zaczęłyśmy latać po domu.
-No to chyba nie mamy wyjścia- uśmiechnęła się mama. Cały dzień nam minął spokojnie no nie licząc wygłupów Van. Kiedy mieliśmy jeszcze godzinkę mama poszła mnie i Van uczesać i przebrałyśmy się w rurki do tego T-shirt, a na to bluza bo wieczorami jest chłodniej.Kiedy byłyśmy już gotowe tato poszedł odpalić auto, i pojechaliśmy na grilla.Będąc już na miejscu pobiegłam zapukać do drzwi, zawsze byłam pierwsza. Otworzył mi Ross przytuliłam się do chłopaka na przywitanie powiedziałam "hej" i poszłam przywitać się z resztą.Kiedy już wszyscy byli na ogródku ,a wujek Mark z moim tatą robili coś przy grillu kobietki sobie gawędziły, a ja z moimi przyjaciółmi się bawiłam, postanowiliśmy że wybierzemy dwie drużyny i zagramy w siatkówkę, jeżeli nasze granie można nazwać siatkówką. Kapitanem pierwszej drużyny był Riker w skład wchodził : Rocky,ja i Rydel, kapitanem drugiej drożyny była Vanessa skład to : Ross i Ryland, było nas niestety nierówno.Zaczęła się gra szliśmy łeb w łeb ramię w ramię.Ale niestety wygrała Vanessa, a Ross chodził i się cszczycił tym że wygrał dobrze wiedział że mnie to denerwuje
-Ty najmniej robiłeś w tej drużynie - powiedziałam na spontanie bo tak naprawdę dzięki niemu wygrali
-Takk, coś czuje ze oni dzięki mnie wygrali
-Ale ty skromny - i wystawiam mu język ale to był błąd bo chłopak zaczął mnie gonić na szczęści byłam szybsza od niego, nagle wujek Mark mnie złapał i wsadził na barana byłam z tego powodu dumna.
-Tato puść ją bo muszę coś załatwić- powiedział pewny siebie
-Pamiętaj Ross dziewczynek się nie bije - i ponownie pokazałam mu język
-To, to jest dziewczyna, dzięki tato że mnie informujesz- wytrzeszczyłam oczy, a on usiadł przy stole, zeskoczyłam z pleców wujka i już miałam mu przywalić ale zaczął uciekać i krzyczeć jak baba zaśmiałam się i powiedziałam do cioci i wujka
-Nic mu już nie zrobię życie i tak go już bardzo skrzywdziło - i zaczęli się śmiać.Kiedy byliśmy wszyscy przy stole rozmowom nie było końca każdy z każdym o wszystkim.Ale wujek wpadł na pomysł żeby puścić muzyczkę, pech chciał że pierwsza byłą wolna i nudna ale kiedy tańczy się z wujkiem nie można nawet wspomnieć o nudzie z nim co by się nie tańczyło zawsze będzie wesoło.Kiedy piosenka się skończyła było mi strasznie nie dobrze po piruetach, wujek chyba tylko to potrafi.Kiedy znów wszyscy siedzieli razem tato się odezwał.
-Słuchajcie mamy dla was wiadomość-wszyscy nagle przestali jeść i wyczekiwali na nowinę- znaleźliśmy dobrego lekarza,który pomoże mamie wyzdrowieć- wszyscy się ucieszyli gdyby nie druga informacja- Tan lekarz jest w Los Angeles.- nagle wujek i ciocia posmutnieli nie wiem dlaczego
-To znaczy że on do nas będzie dojeżdżał ?
-Nie skarbie
-Zamieszka u nas żeby nie tracił czasu na dojazdy, tak ? - jednak się myliłam
-Nie to my przeprowadzimy się do Los Angeles.- ale jak to i to tak nagle koniec ze wszystkim. Z przyjaźnią z bliskimi, z zabawą.Jest mi smutno ale wiem że to dla dobra mojej mamy i teraz tylko to się liczy.Nagle Ross wstał od stołu i gdzieś poszedł widać było że nie był zbytnio zadowolony ta nowiną, no ale kto był.
-To może ja z Van pójdziemy z nim porozmawiać ? - powiedziałam i poszłam go szukać.Kompletnie nie wiedziałam gdzie jest więc postanowiłam się z Van rozdzielić ona poszuka w domu, a ja na ogródku. Po 5 min Van przyszła mi powiedzieć że w domu go nie ma na ogródku też go nie było więc postanowiłyśmy wrócić do stołu. Kiedy tak siedziałyśmy nagle się zerwałam i pobiegłam w stronę domku, zapomniałam że to jego ulubione miejsce.I rzeczywiście tam był brzdąkał sobie na gitarze byłam na niego zła
-To my jutro wylatujemy, a ty sobie brzdąkasz na gitarze ?
-To co mam robić cieszyć się ? - powiedział smutny, szkoda mi go wiem że nie ma przyjaciół, nie no dobra Nell ogar nie żartuj sobie w takich chwilach on ma więcej przyjaciół jak ty palców na ręce, ale co ja mam poradzić ze nie potrafię być poważna.
-Nie, spędzać z nami teraz czas bo może się okazać że to nasze ostatnie spotkanie.- wiedziałam ze załamie chłopaka ale chciałam być szczera nie chcę mu robić złudnych nadziei.
-Wiesz masz racje z tym czasem, ale na pewno nie z tym że spotykamy się ostatni raz, bo ja jak dorosnę to cię znajdę i dalej będziemy się przyjaźnić tak jak teraz prawda ?
-No jasne- uśmiechnęłam się i przytuliłam chłopaka
-Ale jest jeden warunek
-Okey dawaj
-Nie możesz o mnie zapomnieć, a i masz mi dawać jakieś znaki życia co nie na przykład list wystarczy.
-No jasne nie mam sprawy teraz zamiast nękać cie na żywo będę nękać cię listami.
-Jakoś wcale mi to nie przeszkadza- zaczęliśmy się śmiać i doszliśmy do reszty.Powiedziałam ze "znalazłam zgubę" i od razu wszyscy się zaśmiali, mimo tego że wyjeżdżamy było zabawnie wszyscy chcieli zapamiętać ten dzień jak najlepiej. Kiedy nadszedł czas żeby zbierać się do domu pożegnałam się ze wszystkimi i poszłam do auta żeby się tylko nie rozpłakać ale po słowach cioci trudno mi był.Cytuje jej słowa " Mimo że będziesz daleko my o tobie i tak nie zapomnimy, jesteś częścią naszej rodziny pamiętaj co by się nie wydarzyło zawsze możesz do nas wrócić, a ja obiecuje że nie zostawię cię w potrzebie, proszę nie zapomnij o nas" dałam cioci buziaka w policzek i się mocno przytuliłam, wujek nic mi nie powiedział miał tylko łzy w oczach
-Nie płacz wujku przecież się jeszcze spotkamy i nie raz jeszcze mną zakręcisz na parkiecie.
-Masz racje ale kto teraz będzie ze mną wywijał, zostałem bez partnerki.- powiedział niby oburzony uśmiechnęłam się i przytuliłam wujka.Tak było z każdym, a Rydel mnie zaskoczyła oddała mi swoją ulubioną lalkę Barbie.Powiedziała mi że mam o nią dbać.Kiedy byliśmy już wszyscy w aucie i już odjeżdżaliśmy,było mi smutno że to się tak wszystko kończy, że już nie zatańczę z wujkiem, nie pomogę cioci przygotować obiadu, nie będę się droczyć z Ross'em, nie pobawię się lalkami z Rydel, nie będę wymyślałam słów z Rockym do piosenki,nie pośpiewam z Riker'em,i nie powygłupiam się z Ryland'em. Kiedy byłam w domu szybko poszłam się położyć do łóżeczka bo jutro coś tak czuje będzie ciężki dzień.
__________________________________________________________________
Hej mam nadzieje że rozdział wam się spodoba, no i liczę na komentarze od was ma być co najmniej 3 żeby był następny rozdział. Rozumiemy się. *.*
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
-Ej co ty robisz, miałam taki fajny sen że spotkałam osła.
-Jakiego osła ?? - ja czasem się zastanawiam czy jej nie podmieniono w szpitalu, albo mnie
-No wiesz tego fajnego ze "Shreka"
-Aaaa ten taki głupi jak ty
-Tak.Co ?... Ej!
-Dobra mniejsza mama już wróciła- kiedy to powiedziałam Van popędziła do kuchni się przywitać, a ja tez ale na śniadanie.Po śniadaniu ja poszłam do pokoju się ubrać i ogarnąć,a Van wygłupiała się to jest trudny przypadek dziecka, naukowcy do tej pory nie wykryli u niej mózgu.Po pewnej chwili postanowiła się do nich dołączyć.Tato wpadł na pomysł żeby się pobawić w kalambury, to był super pomysł.Kiedy Van udawała ze jest psem to zaczęła się tarzać po podłaszę szybko do niej podleciałam i zapytałam.
-Nic Ci nie jest dziewczynko ??- wszyscy zaczęli się śmiać, kiedy była kolej taty on coś pokazywał czego my nie mogliśmy zgadnąć po 10 min się poddaliśmy i zapytałam się
-Co to było ???
-Cieniasy- i zaczął się śmiać
-Nie to ty po prostu nie potrafisz pokazywać- powiedziała Van i mama zaczęła się śmiac mówiąc
-Widzisz własna córka Cię zgasiła- wszyscy się zaśmiali - no to co to było kochanie
-Ze dostaliśmy zaproszenia na grilla od Lynchów i czy pójdziemy ?
-Wow- każdy zrobił duże oczy, to co tato pokazywał w ogóle się nie miało do tego co powiedział, ale po chwili ja i Van krzyknęłyśmy "tak" i zaczęłyśmy latać po domu.
-No to chyba nie mamy wyjścia- uśmiechnęła się mama. Cały dzień nam minął spokojnie no nie licząc wygłupów Van. Kiedy mieliśmy jeszcze godzinkę mama poszła mnie i Van uczesać i przebrałyśmy się w rurki do tego T-shirt, a na to bluza bo wieczorami jest chłodniej.Kiedy byłyśmy już gotowe tato poszedł odpalić auto, i pojechaliśmy na grilla.Będąc już na miejscu pobiegłam zapukać do drzwi, zawsze byłam pierwsza. Otworzył mi Ross przytuliłam się do chłopaka na przywitanie powiedziałam "hej" i poszłam przywitać się z resztą.Kiedy już wszyscy byli na ogródku ,a wujek Mark z moim tatą robili coś przy grillu kobietki sobie gawędziły, a ja z moimi przyjaciółmi się bawiłam, postanowiliśmy że wybierzemy dwie drużyny i zagramy w siatkówkę, jeżeli nasze granie można nazwać siatkówką. Kapitanem pierwszej drużyny był Riker w skład wchodził : Rocky,ja i Rydel, kapitanem drugiej drożyny była Vanessa skład to : Ross i Ryland, było nas niestety nierówno.Zaczęła się gra szliśmy łeb w łeb ramię w ramię.Ale niestety wygrała Vanessa, a Ross chodził i się cszczycił tym że wygrał dobrze wiedział że mnie to denerwuje
-Ty najmniej robiłeś w tej drużynie - powiedziałam na spontanie bo tak naprawdę dzięki niemu wygrali
-Takk, coś czuje ze oni dzięki mnie wygrali
-Ale ty skromny - i wystawiam mu język ale to był błąd bo chłopak zaczął mnie gonić na szczęści byłam szybsza od niego, nagle wujek Mark mnie złapał i wsadził na barana byłam z tego powodu dumna.
-Tato puść ją bo muszę coś załatwić- powiedział pewny siebie
-Pamiętaj Ross dziewczynek się nie bije - i ponownie pokazałam mu język
-To, to jest dziewczyna, dzięki tato że mnie informujesz- wytrzeszczyłam oczy, a on usiadł przy stole, zeskoczyłam z pleców wujka i już miałam mu przywalić ale zaczął uciekać i krzyczeć jak baba zaśmiałam się i powiedziałam do cioci i wujka
-Nic mu już nie zrobię życie i tak go już bardzo skrzywdziło - i zaczęli się śmiać.Kiedy byliśmy wszyscy przy stole rozmowom nie było końca każdy z każdym o wszystkim.Ale wujek wpadł na pomysł żeby puścić muzyczkę, pech chciał że pierwsza byłą wolna i nudna ale kiedy tańczy się z wujkiem nie można nawet wspomnieć o nudzie z nim co by się nie tańczyło zawsze będzie wesoło.Kiedy piosenka się skończyła było mi strasznie nie dobrze po piruetach, wujek chyba tylko to potrafi.Kiedy znów wszyscy siedzieli razem tato się odezwał.
-Słuchajcie mamy dla was wiadomość-wszyscy nagle przestali jeść i wyczekiwali na nowinę- znaleźliśmy dobrego lekarza,który pomoże mamie wyzdrowieć- wszyscy się ucieszyli gdyby nie druga informacja- Tan lekarz jest w Los Angeles.- nagle wujek i ciocia posmutnieli nie wiem dlaczego
-To znaczy że on do nas będzie dojeżdżał ?
-Nie skarbie
-Zamieszka u nas żeby nie tracił czasu na dojazdy, tak ? - jednak się myliłam
-Nie to my przeprowadzimy się do Los Angeles.- ale jak to i to tak nagle koniec ze wszystkim. Z przyjaźnią z bliskimi, z zabawą.Jest mi smutno ale wiem że to dla dobra mojej mamy i teraz tylko to się liczy.Nagle Ross wstał od stołu i gdzieś poszedł widać było że nie był zbytnio zadowolony ta nowiną, no ale kto był.
-To może ja z Van pójdziemy z nim porozmawiać ? - powiedziałam i poszłam go szukać.Kompletnie nie wiedziałam gdzie jest więc postanowiłam się z Van rozdzielić ona poszuka w domu, a ja na ogródku. Po 5 min Van przyszła mi powiedzieć że w domu go nie ma na ogródku też go nie było więc postanowiłyśmy wrócić do stołu. Kiedy tak siedziałyśmy nagle się zerwałam i pobiegłam w stronę domku, zapomniałam że to jego ulubione miejsce.I rzeczywiście tam był brzdąkał sobie na gitarze byłam na niego zła
-To my jutro wylatujemy, a ty sobie brzdąkasz na gitarze ?
-To co mam robić cieszyć się ? - powiedział smutny, szkoda mi go wiem że nie ma przyjaciół, nie no dobra Nell ogar nie żartuj sobie w takich chwilach on ma więcej przyjaciół jak ty palców na ręce, ale co ja mam poradzić ze nie potrafię być poważna.
-Nie, spędzać z nami teraz czas bo może się okazać że to nasze ostatnie spotkanie.- wiedziałam ze załamie chłopaka ale chciałam być szczera nie chcę mu robić złudnych nadziei.
-Wiesz masz racje z tym czasem, ale na pewno nie z tym że spotykamy się ostatni raz, bo ja jak dorosnę to cię znajdę i dalej będziemy się przyjaźnić tak jak teraz prawda ?
-No jasne- uśmiechnęłam się i przytuliłam chłopaka
-Ale jest jeden warunek
-Okey dawaj
-Nie możesz o mnie zapomnieć, a i masz mi dawać jakieś znaki życia co nie na przykład list wystarczy.
-No jasne nie mam sprawy teraz zamiast nękać cie na żywo będę nękać cię listami.
-Jakoś wcale mi to nie przeszkadza- zaczęliśmy się śmiać i doszliśmy do reszty.Powiedziałam ze "znalazłam zgubę" i od razu wszyscy się zaśmiali, mimo tego że wyjeżdżamy było zabawnie wszyscy chcieli zapamiętać ten dzień jak najlepiej. Kiedy nadszedł czas żeby zbierać się do domu pożegnałam się ze wszystkimi i poszłam do auta żeby się tylko nie rozpłakać ale po słowach cioci trudno mi był.Cytuje jej słowa " Mimo że będziesz daleko my o tobie i tak nie zapomnimy, jesteś częścią naszej rodziny pamiętaj co by się nie wydarzyło zawsze możesz do nas wrócić, a ja obiecuje że nie zostawię cię w potrzebie, proszę nie zapomnij o nas" dałam cioci buziaka w policzek i się mocno przytuliłam, wujek nic mi nie powiedział miał tylko łzy w oczach
-Nie płacz wujku przecież się jeszcze spotkamy i nie raz jeszcze mną zakręcisz na parkiecie.
-Masz racje ale kto teraz będzie ze mną wywijał, zostałem bez partnerki.- powiedział niby oburzony uśmiechnęłam się i przytuliłam wujka.Tak było z każdym, a Rydel mnie zaskoczyła oddała mi swoją ulubioną lalkę Barbie.Powiedziała mi że mam o nią dbać.Kiedy byliśmy już wszyscy w aucie i już odjeżdżaliśmy,było mi smutno że to się tak wszystko kończy, że już nie zatańczę z wujkiem, nie pomogę cioci przygotować obiadu, nie będę się droczyć z Ross'em, nie pobawię się lalkami z Rydel, nie będę wymyślałam słów z Rockym do piosenki,nie pośpiewam z Riker'em,i nie powygłupiam się z Ryland'em. Kiedy byłam w domu szybko poszłam się położyć do łóżeczka bo jutro coś tak czuje będzie ciężki dzień.
__________________________________________________________________
Hej mam nadzieje że rozdział wam się spodoba, no i liczę na komentarze od was ma być co najmniej 3 żeby był następny rozdział. Rozumiemy się. *.*
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
niedziela, 11 stycznia 2015
Rozdział 1
Obudziłam się w moim różowiutkim pokoiku, przez okno było widać słoneczko które świeciło tak jaśniutko jak nigdy wcześniej.Kiedy ubrałam moje kapciuszki szybko pobiegłam do pokoju obok do mojej siostrzyczki żeby ją obudzić. Wchodząc do pokoju zorientowałam się że nikogo nie ma, Vaness pewnie znowu się schowała, przechodząc koło łóżka ktoś złapał mnie za nóżkę.Nie powiem wystraszyłam się ale nie pisnęłam, Vanessa była pod nim, usiadłam na podłodze, a ona ruchem ręki pokazała żebym się schowała razem z nią nie wiem po co, ale to zrobiłam.
-Czemu się chowamy ??
-Bo dzisiaj mama chce mnie zabrać do lekarza- powiedziała przerażona nie dziwię się sama się boje lekarzy. Już chciałam coś powiedzieć ale z siostrą usłyszałyśmy głos mamy.
-Dziewczynki schodźcie na śniadanko. Cieplutkie naleśniki na was czekają i do tego gorąca czekolada.- mmmm i jak tu się na coś takiego nie skusić już chciałam wychodzić ale Vanessa złapała mnie za rękę
-Co ty robisz chcesz mnie tu zostawić ? Zostajesz tu ze mną do końca
-To znaczy jak długo? oby mi tylko czekolada nie wystygła
-Do wieczora
-Co? Ale mój brzuszek jest głodny i co ja mam mu teraz powiedzieć nie chce żeby był smutny.
-Zrób to dla siostrzyczki wynagrodzę ci to i pobawimy się w chowanego
-Okey. Panie brzuszku musi Pan wytrzymać, jest Pan dzielny...- chciałam jeszcze coś powiedzieć do brzuszka ale Vic zakryła mi usta bo mama się zbliżał.
-Dziewczynki gdzie jesteście??- mama wołała nas i szukała.Kiedy była w pokoju Van, nie powiem bałyśmy się.Nagle mama zajrzała pod łóżko. Obie zaczęłyśmy krzyczeć i szybko wydostałyśmy się z pod łóżka i pobiegłyśmy na dół, niestety za zakrętem czekał tato i nas złapał.
-Tato musisz mnie puścić mama chce mnie dzisiaj zabrać do lekarza- tłumaczyła Vanessa
-Tato mnie tez musisz puścisz naleśniki mi stygnął- nie wiem dlaczego ale tato się zaśmiał, to poważna sprawa nie lubię zimnych naleśników.Kiedy mama zeszła na dół śmiejąc się zapytała
-Dlaczego się schowałyście?
-Bo wczoraj słyszałam twoją i taty rozmowę że chcesz mnie zabrać do lekarza.- mama się popatrzyła na Vanesse i się zaśmiała
-Nie ciebie. Po prostu ja mam dzisiaj wizytę u lekarza i nie mam co z wami zrobić dlatego pójdziecie ze mną.- Vanessie ulżyło, a ja dalej zajadałam się naleśnikami
-A nie możesz się nami zaopiekować ciocia Srormie ??- zapytałam z pełna buzią
-Wiesz nawet się nie pytałam zaraz zadzwonię - mama poszła do salonu po telefon, a tato puścił Vanesse żeby zjadła śniadanie.Kiedy już zjadłyśmy poszłyśmy się ubrać i uczesać.Schodząc na dół mama nas poinformowała ze odwiezie nas do Cioci oczywiście przyszywanej i przyjedzie po nas o 18.Razem z Vanessą ucieszyłyśmy się ponieważ strasznie lubiłyśmy tam przebywać.Czekając już ubrane na mamę pożegnałyśmy się z tatą , który już jechał do pracy.Kiedy mama była już gotowa wyszłyśmy do samochody i pojechałyśmy.Będąc na miejscu wysiadłyśmy dałyśmy mamie buziaka i pomachałyśmy, będąc pod drzwiami zapukałam, otworzył nam wujek Mark
-Ooo kogo widzą moje oczy nie byłem przygotowany ze dzisiaj mnie odwiedza aż dwie księżniczki- powiedział uśmiechając się i wpuszczając nas do środka, przywitałyśmy się i poszłyśmy poszukać Stormie kiedy zobaczyłyśmy że siedzi na fotelu szybko do niej podbiegłyśmy i przytuliłyśmy się.
-Hej dziewczynki wszyscy są w domku na drzewie.- powiedziała po czym błyskawicznie zniknęłyśmy i powędrowałyśmy na ogród.Wchodząc po drabince dostałyśmy się do domku, wszyscy na nasz widok się ucieszyli i zaczęła się zabawa. Najpierw bawiliśmy się w berka ale szybko nam się to znudziło, potem w ciuciu babkę ale Rydel z Van cały czas przegrywały i doszło do kłótni . Więc postanowiłam się pobawić w chowanego. Wszyscy się zgodzili,a Ross chciał za cwaniakować
-Zakład że schowam się lepiej od ciebie ?
-Zakład stoi. Przetnij Rydel- i Vanessa zaczęła liczyć.Wszyscy pobiegli w swoją stronę, a ja stałam sama na środku i nie wiedziałam gdzie się ma schować. Nagle przypomniało mi się że na ogródku jest jedyne drzewko na które mogę się wspiąć.Kiedy Vanessa skończyła liczyć ja już byłam na samej prawie górze, najpierw znalazła Rydel, później Riker'a następny był Rocky, Ryland, a Ross'a dalej ani śladu. Skubany dobrą ma pewnie kryjówkę chyba po dziesięciu minutach dopiero go znaleźli był na dachu domku na drzewie jestem ciekawa jak on się tam dostał.Szybko zeszłam na dół żeby nikt nie znał mojej kryjówki i się im pokazałam.
-I co wygrałam- uśmiechnęłam się do wszystkich
- To może się pochwal gdzie byłaś ? - powiedziała Rydel z ciekawością
-A to moja słodka tajemnica- zaśmiałam się i wtedy Ciocia Stormie zawołała nas na obiad. Ten czas strasznie szybko zleciał.Kiedy byliśmy już po obiedzie wszyscy poszli do pokoju Rydel, a ja zostałam pomóc cioci pozmywać naczynia. Kiedy skończyłam poszłam się do nich przyłączyć.Kiedy weszłam do pokoju Rydel bawiła się lalkami z Vanessą,a Ross brzdąkał coś na gitarze, a ja usiadłam koło Rocky'ego i patrzyłam co robi. Pisał jakieś słowa to chyba miała być piosenka.Później Ross wpadł na pomysł żeby pośpiewać na karaoke, to śpiewanie zamieniło się w rywalizację.Ale obeszło się bez krzyków i awantur.Czas leciał nam strasznie szybko ale za to przyjemnie.Nie żałuje żadnej chwili spędzonej z nimi.Kiedy dochodziła 18 ktoś zapukał do drzwi, już było wiadomo że to moja mam. Ale jednak się myliłam to był mój tato.Chciałam już zbiec ze schodów i na niego wskoczyć ale widać było że jest smutny usiadłam na schodach i zaczęłam podsłuchiwać, wiem ze to nie ładnie no ale muszę.
-Co się stało Max ?
-Wiesz chodzi o Kristen. Pamiętasz jak ci mówiłem o tym całym zajściu- o jakim zajściu ? o co chodzi?
-Tak? - ciocia powiedziała niepewnie, a ja już zaczynam się bać
-Jest coraz gorzej lekarze już nie wiedzą co maja robić- ja się pytam co się dzieje z moją mamusią ?
-Ale jak to przecież było już coraz lepiej i tak nagle się pogorszyło ?
-Ja nie wiem przerasta mnie to już, a najbardziej mnie dobija to co ja powiem dzieciom
-Pamiętaj możesz na nas zawsze liczyć, zawsze są u nas drzwi otwarte.
-Dziękuje- przytulił ciocie i zawołał - dziewczynki wasz księciunio przyjechał - szybko koło mnie przemknęła Vanessa,a ja od razu za nią.Chociaż że tato był smutny nie dał nam tego odczuć.Pożegnałyśmy się z całą gromadką i pojechaliśmy do domu. W czasie jazdy Vanessa zadała pytanie
-Dlaczego mama po nas nie przyjechała ?- kątem oka widziałam jak tatuś się zasmucił.
-Bo mamusia musiała zostać u doktora żeby była zdrowsza i żyła z nami jak najdłużej-po tych słowach uśmiechnęłam się do taty. Kiedy byliśmy już w domu, z siostra pomogłam tacie przygotować kolację. Tato chyba nie miał apetytu bo nic nie zjadł, za to ja i Vanessa się zajadałyśmy. Po kolacji tato powiedział żebyśmy poszły się wykąpać i od razu po kąpieli poszły spać.Kiedy każda z nas już była w swoich pokoikach, zaczęłam się zastanawiać co robi teraz moja mama. Czy śpi ?? A może coś ogląda? Pytań było tak wiele a ja nie znałam na żadne odpowiedzi. Nie mogłam zasnąć więc postanowiłam że pójdę do Vanessy.
-Hej siostrzyczko śpisz ? - zapytałam szeptem żeby tatuś mnie nie usłyszał
-Nie a co ?
-Mogę się z tobą położyć bo ja nie mogę sama zasnąć- ona zrobiła miejsce na łózko tym samym dając mi znak że "tak". Kładąc się koło niej było mi od razu lepiej wiedziałam ze nie jestem sama.
-Myślisz że naszej mamie coś się stało i ona umrze ?- to pytanie mnie zaskoczyło
-No co ty głupia jesteś. Mama nas nie może zostawić za bardzo nas kocha, tam na górze jest ktoś kto czuwa nad całą nasza rodziną i nie da nam krzywdy zrobić.- po tych słowach zobaczyłam że Vanessa śpi. Powiedziałam szeptem"dobranoc mamo" i po chwili sama usnęłam.
_________________________________________________________________
Hej ^^
Jest już pierwszy rozdział mam nadzieje że wam się spodoba. A i mam dla was dobrą wiadomość nie robę już błędu z Riker'em. Tak tak ja też jestem z siebie dumna. Mam nadzieje że komentarze będą pozytywne no o ile będą, na negatywne też jestem przygotowana ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
-Czemu się chowamy ??
-Bo dzisiaj mama chce mnie zabrać do lekarza- powiedziała przerażona nie dziwię się sama się boje lekarzy. Już chciałam coś powiedzieć ale z siostrą usłyszałyśmy głos mamy.
-Dziewczynki schodźcie na śniadanko. Cieplutkie naleśniki na was czekają i do tego gorąca czekolada.- mmmm i jak tu się na coś takiego nie skusić już chciałam wychodzić ale Vanessa złapała mnie za rękę
-Co ty robisz chcesz mnie tu zostawić ? Zostajesz tu ze mną do końca
-To znaczy jak długo? oby mi tylko czekolada nie wystygła
-Do wieczora
-Co? Ale mój brzuszek jest głodny i co ja mam mu teraz powiedzieć nie chce żeby był smutny.
-Zrób to dla siostrzyczki wynagrodzę ci to i pobawimy się w chowanego
-Okey. Panie brzuszku musi Pan wytrzymać, jest Pan dzielny...- chciałam jeszcze coś powiedzieć do brzuszka ale Vic zakryła mi usta bo mama się zbliżał.
-Dziewczynki gdzie jesteście??- mama wołała nas i szukała.Kiedy była w pokoju Van, nie powiem bałyśmy się.Nagle mama zajrzała pod łóżko. Obie zaczęłyśmy krzyczeć i szybko wydostałyśmy się z pod łóżka i pobiegłyśmy na dół, niestety za zakrętem czekał tato i nas złapał.
-Tato musisz mnie puścić mama chce mnie dzisiaj zabrać do lekarza- tłumaczyła Vanessa
-Tato mnie tez musisz puścisz naleśniki mi stygnął- nie wiem dlaczego ale tato się zaśmiał, to poważna sprawa nie lubię zimnych naleśników.Kiedy mama zeszła na dół śmiejąc się zapytała
-Dlaczego się schowałyście?
-Bo wczoraj słyszałam twoją i taty rozmowę że chcesz mnie zabrać do lekarza.- mama się popatrzyła na Vanesse i się zaśmiała
-Nie ciebie. Po prostu ja mam dzisiaj wizytę u lekarza i nie mam co z wami zrobić dlatego pójdziecie ze mną.- Vanessie ulżyło, a ja dalej zajadałam się naleśnikami
-A nie możesz się nami zaopiekować ciocia Srormie ??- zapytałam z pełna buzią
-Wiesz nawet się nie pytałam zaraz zadzwonię - mama poszła do salonu po telefon, a tato puścił Vanesse żeby zjadła śniadanie.Kiedy już zjadłyśmy poszłyśmy się ubrać i uczesać.Schodząc na dół mama nas poinformowała ze odwiezie nas do Cioci oczywiście przyszywanej i przyjedzie po nas o 18.Razem z Vanessą ucieszyłyśmy się ponieważ strasznie lubiłyśmy tam przebywać.Czekając już ubrane na mamę pożegnałyśmy się z tatą , który już jechał do pracy.Kiedy mama była już gotowa wyszłyśmy do samochody i pojechałyśmy.Będąc na miejscu wysiadłyśmy dałyśmy mamie buziaka i pomachałyśmy, będąc pod drzwiami zapukałam, otworzył nam wujek Mark
-Ooo kogo widzą moje oczy nie byłem przygotowany ze dzisiaj mnie odwiedza aż dwie księżniczki- powiedział uśmiechając się i wpuszczając nas do środka, przywitałyśmy się i poszłyśmy poszukać Stormie kiedy zobaczyłyśmy że siedzi na fotelu szybko do niej podbiegłyśmy i przytuliłyśmy się.
-Hej dziewczynki wszyscy są w domku na drzewie.- powiedziała po czym błyskawicznie zniknęłyśmy i powędrowałyśmy na ogród.Wchodząc po drabince dostałyśmy się do domku, wszyscy na nasz widok się ucieszyli i zaczęła się zabawa. Najpierw bawiliśmy się w berka ale szybko nam się to znudziło, potem w ciuciu babkę ale Rydel z Van cały czas przegrywały i doszło do kłótni . Więc postanowiłam się pobawić w chowanego. Wszyscy się zgodzili,a Ross chciał za cwaniakować
-Zakład że schowam się lepiej od ciebie ?
-Zakład stoi. Przetnij Rydel- i Vanessa zaczęła liczyć.Wszyscy pobiegli w swoją stronę, a ja stałam sama na środku i nie wiedziałam gdzie się ma schować. Nagle przypomniało mi się że na ogródku jest jedyne drzewko na które mogę się wspiąć.Kiedy Vanessa skończyła liczyć ja już byłam na samej prawie górze, najpierw znalazła Rydel, później Riker'a następny był Rocky, Ryland, a Ross'a dalej ani śladu. Skubany dobrą ma pewnie kryjówkę chyba po dziesięciu minutach dopiero go znaleźli był na dachu domku na drzewie jestem ciekawa jak on się tam dostał.Szybko zeszłam na dół żeby nikt nie znał mojej kryjówki i się im pokazałam.
-I co wygrałam- uśmiechnęłam się do wszystkich
- To może się pochwal gdzie byłaś ? - powiedziała Rydel z ciekawością
-A to moja słodka tajemnica- zaśmiałam się i wtedy Ciocia Stormie zawołała nas na obiad. Ten czas strasznie szybko zleciał.Kiedy byliśmy już po obiedzie wszyscy poszli do pokoju Rydel, a ja zostałam pomóc cioci pozmywać naczynia. Kiedy skończyłam poszłam się do nich przyłączyć.Kiedy weszłam do pokoju Rydel bawiła się lalkami z Vanessą,a Ross brzdąkał coś na gitarze, a ja usiadłam koło Rocky'ego i patrzyłam co robi. Pisał jakieś słowa to chyba miała być piosenka.Później Ross wpadł na pomysł żeby pośpiewać na karaoke, to śpiewanie zamieniło się w rywalizację.Ale obeszło się bez krzyków i awantur.Czas leciał nam strasznie szybko ale za to przyjemnie.Nie żałuje żadnej chwili spędzonej z nimi.Kiedy dochodziła 18 ktoś zapukał do drzwi, już było wiadomo że to moja mam. Ale jednak się myliłam to był mój tato.Chciałam już zbiec ze schodów i na niego wskoczyć ale widać było że jest smutny usiadłam na schodach i zaczęłam podsłuchiwać, wiem ze to nie ładnie no ale muszę.
-Co się stało Max ?
-Wiesz chodzi o Kristen. Pamiętasz jak ci mówiłem o tym całym zajściu- o jakim zajściu ? o co chodzi?
-Tak? - ciocia powiedziała niepewnie, a ja już zaczynam się bać
-Jest coraz gorzej lekarze już nie wiedzą co maja robić- ja się pytam co się dzieje z moją mamusią ?
-Ale jak to przecież było już coraz lepiej i tak nagle się pogorszyło ?
-Ja nie wiem przerasta mnie to już, a najbardziej mnie dobija to co ja powiem dzieciom
-Pamiętaj możesz na nas zawsze liczyć, zawsze są u nas drzwi otwarte.
-Dziękuje- przytulił ciocie i zawołał - dziewczynki wasz księciunio przyjechał - szybko koło mnie przemknęła Vanessa,a ja od razu za nią.Chociaż że tato był smutny nie dał nam tego odczuć.Pożegnałyśmy się z całą gromadką i pojechaliśmy do domu. W czasie jazdy Vanessa zadała pytanie
-Dlaczego mama po nas nie przyjechała ?- kątem oka widziałam jak tatuś się zasmucił.
-Bo mamusia musiała zostać u doktora żeby była zdrowsza i żyła z nami jak najdłużej-po tych słowach uśmiechnęłam się do taty. Kiedy byliśmy już w domu, z siostra pomogłam tacie przygotować kolację. Tato chyba nie miał apetytu bo nic nie zjadł, za to ja i Vanessa się zajadałyśmy. Po kolacji tato powiedział żebyśmy poszły się wykąpać i od razu po kąpieli poszły spać.Kiedy każda z nas już była w swoich pokoikach, zaczęłam się zastanawiać co robi teraz moja mama. Czy śpi ?? A może coś ogląda? Pytań było tak wiele a ja nie znałam na żadne odpowiedzi. Nie mogłam zasnąć więc postanowiłam że pójdę do Vanessy.
-Hej siostrzyczko śpisz ? - zapytałam szeptem żeby tatuś mnie nie usłyszał
-Nie a co ?
-Mogę się z tobą położyć bo ja nie mogę sama zasnąć- ona zrobiła miejsce na łózko tym samym dając mi znak że "tak". Kładąc się koło niej było mi od razu lepiej wiedziałam ze nie jestem sama.
-Myślisz że naszej mamie coś się stało i ona umrze ?- to pytanie mnie zaskoczyło
-No co ty głupia jesteś. Mama nas nie może zostawić za bardzo nas kocha, tam na górze jest ktoś kto czuwa nad całą nasza rodziną i nie da nam krzywdy zrobić.- po tych słowach zobaczyłam że Vanessa śpi. Powiedziałam szeptem"dobranoc mamo" i po chwili sama usnęłam.
_________________________________________________________________
Hej ^^
Jest już pierwszy rozdział mam nadzieje że wam się spodoba. A i mam dla was dobrą wiadomość nie robę już błędu z Riker'em. Tak tak ja też jestem z siebie dumna. Mam nadzieje że komentarze będą pozytywne no o ile będą, na negatywne też jestem przygotowana ;)
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
sobota, 10 stycznia 2015
Bohaterowie
Nelly Norrington :Jako mała dziewczynka siedmioletnia przyjaźniła się z Lynchami, była z nimi bardzo zżyta.Kocha śpiewać i bawić się w chowanego.Jej najlepsze przyjaciółki to Victoria, Rydel i Vanesse jej siostrę
Jako siedemnastolatka zostaje trenerem tańca.Oczywiście chodzi tez do szkoły muzycznej, kocha fotografować przyrodę. Z przyjaciółkami co weekend chodzi na imprezy. Jest szaloną i zwariowaną dziewczyną.Codziennie prowadzi sportowy tryb życia.

Victoria Monroe: Jako dziesięcioletnia Vic razem z Nell bawiła się z Lynchami.Kochała bawić się lalkami z Samantą,a z Nell śpiewać.Rodzice Nell traktują ja jak swoja córkę.

Jako dwudziestolatka studiuje pedagogikę. Zawsze znajduje czas dla przyjaciół i stara się pomagać im w problemach.Jej marzeniem jest być pedagogiem w szkole i pomagać innym.Jest to spokojna dziewczyna która dąży do celów.

Vanessa Norrington : Jest to siostra Nell, ma osiem lat i jest strasznie zżyta z siostrą. Jako dzieciak miała z nią najlepsze kryjówki w chowanego. Była zwariowaną dziewczynką której rodzice nie mogli opanować.

Kiedy ma już osiemnaście lat jest spokojną opanowaną dziewczyną, która pracuje w modelingu. Jest z charakteru trudną dziewczyną ocenia ludzi po wyglądzie, broni swoich gdy im się coś dzieje. Lubi długie spacery plażą i jazdę na rowerze.


Jako dziewiętnastolatek zmienił się nie do poznania. Już nie jest taki jak dawniej, zmienił się przez pewną sytuację( dowiecie się w swoim czasie). Lubi chodzi na imprezy i bajerować łatwe dziewczyny. Nigdy nie myślał o prawdziwej miłości. Kocha grać wieczorami na gitarze i jeździć na deskorolce.Ma zespół w którym gra na gitarze elektrycznej i śpiewa. Jest on narcyzem.

Riker Lynch : Jako jedenastoletni chłopiec dużo czasu spędzał ze swoją rodziną. Potrafi grac na basie i na gitarze. Zawsze z Ross'em robili rodzicom śniadanie do łóżka.Jet on przyjacielski i miły każdemu pomoże.

Kiedy ma już dwadzieścia dwa lata ma swój własny zespół gdzie gra jego rodzeństwo i przyjaciel Ellington. Dalej jest miły ale im starszy tym bardziej mądrzejszy i poważniejszy.Razem z Ross'em chodzi na imprezy ale on nie jest taki jak brat on marzy o swojej drugiej połówce nie ciekawią go szybki numerki.

Stormie i Mark Lynch : Są to rodzice Rydel, Rocky'ego, Ricker'a, Ross'a , Ryland'a. Są dość zwariowani jak na rodziców. Kolegują się z rodzicami Nell i Vanessy. Ale przez pewien czas ich kontakt się urywa.Rodzice ufają swoim dzieciom i mają nadzieje że nie zrobią nic na niekorzyść zespołu.

Kristen i Max Norrington : Rodzice Nell i Vanessy są zabawni do czasu kiedy ich coś nie zdenerwuje albo nie pójdzie coś po ich myśli. Nie lubią kiedy coś ukrywają przed nimi córki. Oni myślą że to zawsze będą ich małe córeczki przez co mają nad nimi kontrolę.
____________________________________________________________________
Hej *.*
Mam nadzieje że bohaterowie wam się podobają. Pewnie zastanawiacie się dlaczego mam ich też jako małe dzieci, ponieważ ta historia będzie o przyjaźni małych niewinnych dzieci kiedy jeszcze żadne z nich nie było sławne i nie pracowało i pewnego dnia wszystko się zmieni i ich malutki świat runie ale za 10 lat wszystko może być tak jak dawniej.Mam nadzieje że ktoś to będzie czytał. Czekam na wasze opinie *.*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






