czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 6

Poszłam szybciutko otworzyć drzwi, jestem ciekawa kto to o tej porze. Kiedy otworzyłam stała tam jakaś kobieta z mężczyzną.Okey powiedziałam milutko
-Witam, w czym mogę pomóc ?
-Witaj księżniczko- ooo to miłe- my przyślijmy się zapoznać z nowymi sąsiadami.
-Zapraszam- goście weszli, a ja zaprowadziłam ich do kuchni. Przywitali się z tatą i Van.Kiedy tato już przygotował kolacje zasiedliśmy do stołu, dorośli sobie gawędzili , a ja z Van się brechtałyśmy ze wszystkiego, no to znaczy ze szkoły.
-Urocze masz córeczki.
-Dziękuje, widzę że wy też niedługo będziecie mieć potomstwo ?
-Tak już nie możemy się doczekać -i uśmiechnęli się 
-Już mogę pani obiecać że będę chętna do zabawy, a i jeszcze pytanko będę mogła z panią chodzić na spacery i z maluszkiem ?
-No jasne, a wy macie mamę ?
-Tak mamy tylko teraz jest w szpitalu, ale ona wyzdrowieje i na pewno się dogadacie bo z niej jest miła kobieta.
-Aha nie no na pewno, już coś czuję że będę miała nowa koleżankę- uśmiechnęła się do mnie kobieta
-Dobra tato to my idziemy do siebie pa kolorowych snów i do widzenia- powiedziałam przytuliłam się do taty i poszłam na górę, wstąpiła do mnie też Van.Oby dwie poszłyśmy na balkon, i patrzyłyśmy w gwiazdy.
-Ej piszesz ze mną list do Cioci ?
-Po co ?
-Ale głupie pytanie żeby o nas nie zapomnieli ? No co ty dawaj.
-Nie dzięki- i wyszła sobie z pokoju, co się z nią dzieje. Czy Bozia nie pozwala sobie na zbyt dużo, najpierw mama teraz jeszcze siostra, No Ej. Dobra nareszcie wzięłam się za list. Napisałam ze mam nową przyjaciółkę,poznałam nowych sąsiadów i że będą mieli bobaska no i że w szkole dobrze mi idzie.Minął tydzień,a Van dalej była chyba na mnie obrażona, nie wiem za co, w szkole zdobyłam wiele piątek, z sąsiadka wychodzę codziennie na spacery, wiecie co, ona potrafi śpiewać zawsze idziemy do parku ona bierze gitarę i tam uczy mnie śpiewać, jest naprawdę kochana. Od tygodnia nie widziałam się z mamą bo tato powiedział ze to zły pomysł. Kiedy wróciłam do domu ze szkoły z sąsiadką, a zapomniałam wam powiedzieć że jak tato pracuje to się nami zajmuje ma na imię Margaret. Zawsze bawimy się odrabiamy razem lekcje, a Van razem z nami ale do mnie dalej się nie odzywa.Chciałam się w końcu dowiedzieć o co jej chodzi.Zapukałam do pokoju ona powiedziała "proszę",weszłam
-Hej słuchaj czy ty jesteś na mnie zła ?
-Nie, a dlaczego miała bym być na ciebie zła ? Za to że cały czas żyjesz marzeniami, za to że cały czas myślisz ze te twoje głupie listy coś dadzą, zrozum oni i tak o nas zapomną. Powiedz mi dostałaś od nich chociaż jedną wiadomość?- pokiwałam głowa przecząco mając łzy w oczach.- No właśnie ty się starasz a oni mają Cię w głębokim poważaniu.
-Nie mów tak, może nie mają czasu, może listonosz jeszcze nie przyniósł.
-Na prawdę wierzysz w to ? Zrozum oni chcą ułożyć sobie na nowo życie bez nas.- To co Van mówiło było sensowne napisałam do nich dziesięć listów i ani jednego od nich. Przykre ale prawda zazwyczaj boli.Szybko poszłam do swojego pokoju położyłam się na łóżeczku, wzięłam lalkę barbie ulubioną Rydel i mocno ją przytuliłam, zawsze kiedy to robiłam czułam jak bym przytulała przyjaciółkę.Może to prawda nie powinnam do nich pisać listów, tylko im przeszkadzam.Nagle z dołu usłyszałam śmiech taty, szybko zleciałam i zobaczyłam mamę, pobiegłam się do niej przytulić. Jak ja się ciesze że wróciła tak mi jej brakowało.Teraz będzie wszystko inaczej.
-Hej wam jak ja się za wami stęskniłam. Czy ty Nell płakałaś?
-Nie mamo tylko Ci się tak wydaje, my też tęskniłyśmy, a no i to jest pani Margaret nasza sąsiadka, wiesz co ona uczy mnie śpiewać i mówi że bardzo ładnie mi to wychodzi.- powiedziałam uśmiechając się do mamy.Pani się tylko uśmiechnęła i mama zaczęła z nią gawędzić i dziękować za to że się nami opiekowała.
Nagle mamie zadzwonił telefon jestem ciekawa kto to.
Oczami  Kristen
Nagle w spodniach zaczął wibrować mi telefon, spojrzałam na ekran to była Stormie.
-Halo
-Hej co tam u ciebie jesteś już w domu, jak się czujesz ?
-Właśnie weszłam,kiedy zobaczyłam dziewczynki poczułam się o wiele lepiej, a co tam u ciebie ?
-A daj spokój, nawet nie wiesz jak Ross się zmienił przez ten tydzień, nikogo nie słucha tylko siedzi w pokoju i brzdęka na swojej gitarze, nie daje mu już listów bo codziennie było gorzej.Ale za to ja czytam i nawet nie wiesz jak za wami tęsknie.
-My też tęsknimy za wami.
-Dobra kończę bo Ross znowu kłuci się z Markiem papa pozdrów dziewczynki.-rozłączyła się i to tyle po naszej rozmowie.
-Mamo co powiedziała ciocia ?- zapytała się po chwili Nell uśmiechnięta od ucha do ucha
-Dobra jesteś, powiedziała że tęskni za wami
-A coś o Ross'ie ?
-Nic, chyba już się pogodził z tym że wyjechałyście i układa sobie życie na nowo - wiem ze to nie prawda ale najwyższa pora żeby zapomniała o nim, wszyscy dobrze wiemy że się nie spotkają i tylko będą cierpieć. Nagle Nell poleciała szybko do pokoju.
-Co ??? - powiedział Max
-Nie no co ty, podobno z Ross'em się pogorszyło nikogo się nie słucha i ma swój własny świat, a nie chcę żeby z Nell było tak samo, już najwyższa pora żeby o nim zapomniała.
-Masz racje pocierpi pocierpi i przestanie. Jest silną dziewczynką da radę.
Oczami Nell
Nie mogę w to uwierzyć, najpierw chce żeby pisać do niego listy, a teraz nagle ma mnie gdzieś. Okey.... To ja też mam go..... gdzieś. Powiedzieć łatwo ale z czynem trudniej, ale ja dam radę.Wyszłam na balkon z dmuchaną poduszką, usiadłam po turecku i patrzyłam się w gwiazdy zawsze mnie to uspokaja. Kocham ten stan.Poszłam się wykąpać, a później do łóżeczka. Kiedy wstałam uświadomiłam sobie ze jest sobota i nie muszę iść dzisiaj  do szkoły. Schodząc na śniadanie usłyszałam śmiechy, tak to właśnie moja rodzinka. Kiedy mnie zobaczyli dali mi buziaka, a Van powiedziała tylko "hej".
-Słuchajcie razem z ojcem wpadliśmy na pomysł żeby dzisiejszy dzień spędzić na mieście co wy na to że weżniemy, panią Margaret i Greg'a.
-Takkk- krzyknęłyśmy z Van. Dzień był wspaniały, byłyśmy w wesołym miasteczku,Mc na rynku, w cukierni, a na koniec poszliśmy na alejkę przy jeziorku wzdłuż drogi były lampy ozdobione w liście, dodawało to temu miejscu uroku. Nagle z dala było słychać muzykę wtedy tato wziął mnie i Van za rękę i zaczął z nami tańczyć, co z tego ze ludzie się na nas patrzyli liczyły się tylko teraz dwie rzeczy, muzyka i to że jesteśmy razem,a  cały świat może się walić, ważne że jesteśmy teraz razem.Po trzech miesiącach zmieniło się to że mamy nowego sąsiada, tak to znaczy ze Margaret urodziła córkę nazywa się Alice, no i nareszcie mamie poprawia się stan, jest tylko pod kontrolą i ani razu jeszcze nie miała krwotoku oczywiście od tych trzech miesięcy. Nareszcie zaczęły się ferie, przez pierwszy tydzień było fajnie, bawiąc się z Van i Vic na ogródku były nocowanka, ale drugi tydzień wywrócił nie tylko moje życie do góry nogami ale jak i całej mojej rodzimy...................
______________________________________________________
Jak myślicie co się wydarzy ?? Czy mała dziewczynka da sobie rade, czy to będzie zbyt trudne dla niej ?
Dowiecie się w następnym rozdziale *.*
Mam nadzieje że ktoś w ogóle czyta to co tam wypocę co nie ? I proszę was zostawiajcie komentarze, bo nie wiem czy wam się podoba czy w ogóle jest sens dalej pisać.
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ <3

5 komentarzy:

  1. Boski <3
    Czekam na next ;)
    Zapraszam do mnie
    http://my-every-night.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. To opowiadanie jest świetne!!! Nie spotkałam się jeszcze nigdy z taką fabułą. Treść na prawdę wciąga, a mnie to już w zupełności :D Jestem bardzo ciekawa, jak to się pociągnie dalej, dlatego też, życzę ci duuuuużo weny i mam nadzieję, że next będzie już nie długo. Pozdrawiam <3


    ~ Wera

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny blog ;) Dopiero niedawno go odkryłam, więc miałam troszkę do nadrobienia, ale już jestem na bieżąco. Muszę ci powiedzieć, że jesteś naprawdę dobra. Normalnie zazdro :D
    Czekam na dalszy ciąg i pozdrawiam,
    Weronika <333
    P.s
    Zapraszam również do siebie:
    http://story-with-ross-lynch.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Spoko Blog <3

    OdpowiedzUsuń